Ubezpiecz się od... kontrahenta

Emil Górecki
opublikowano: 2007-03-28 00:00

Biznes i ryzyko idą w parze. Ubezpieczenie może zmniejszyć zagrożenie. Czy to się opłaca? Wszystko zależy od tego, na ile cenisz spokojny sen.

Co to jest ryzyko biznesowe? Najlepsza wydaje się definicja najbardziej ogólna — ryzyko związane z prowadzeniem działalności gospodarczej.

— Można je podzielić na grupy: ryzyko losowe, którego nie można przewidzieć; operacyjne, związane z np. uszkodzeniem linii technologicznych; ryzyko, które wynika z podejmowania strategicznych dla firmy decyzji; oraz ryzyko finansowe, związane z podatkami czy ze sprzedażą z odroczonym terminem płatności. Nie wszystkie rodzaje ryzyka da się ubezpieczyć i nie zawsze ubezpieczenie ryzyka jest najlepszym rozwiązaniem. Klasyfikacja ryzyka nie jest najważniejsza. Usługę często dopasowuje się do potrzeb klienta — tłumaczy Radosław Ziomko, konsultant Marsh Polska.

Naraża się każdy

Polscy przedsiębiorcy najbardziej obawiają się tego, że kontrahent nie zapłaci im należności. Dziś większość firm sprzedaje swoje produkty (lub świadczy usługi) z odroczonym terminem płatności.

— Ryzyko jest tu duże, zarówno dla małych, jak i dużych przedsiębiorstw. Niesolidny dłużnik może zachwiać stabilnością finansową swojego kontrahenta i nawet doprowadzić go do bankructwa. Ubezpieczenie takiego ryzyka daje przedsiębiorcy spokojny sen. W razie problemów ubezpieczyciel zajmie się windykacją zaległej należności, a jeśli to się nie uda, wypłaci odszkodowanie — mówi Robert Dunaj, dyrektor biura marketingu Euler Hermes.

Jakie korzyści?

Czy opłaca się ubezpieczać taki rodzaj ryzyka? Kiedy porównamy ceny z dotychczasowymi stratami, może się okazać, że nie. Przecież przez wiele lat firma może nie mieć żadnych problemów z dłużnikami. Może więc nie warto wydawać sporych sum na ubezpieczenie? Z drugiej strony w jedenastym czy piętnastym roku działalności niespodziane wstrzymanie wpłat przez dużego kontrahenta może spowodować nawet bankructwo!

— W przypadku ubezpieczeń należności nie chodzi tylko o samo odszkodowanie, ale w ogóle o kontrolę dłużnika. Dlatego pracownik przedsiębiorstwa nie musi dowiadywać się, czemu na konto nie wpłynęła rata. Całość ryzyka przejmuje wyspecjalizowana firma, a ubezpieczony przedsiębiorca może skupić się na produkcji, a nie śledzeniu poczynań dłużników. Wzrost popularności takich usług to wynik szybko rosnącej w Polsce świadomości ubezpieczeniowej — mówi Robert Dunaj.

Wtóruje mu Paweł Pawlak, dyrektor działu handlowego Coface Poland.

— Kiedy na konto firmy przestają wpływać należności, to jej ubezpieczony właściciel może być pewny, że odzyska w najgorszym wypadku około 90 proc. kwoty. Ale liczy się też wskazanie w środowisku tych, którzy przestają płacić. Ubezpieczyciele stale ich monitorują i mogą pośrednio sprawić, że kontrahenci przestaną sprzedawać nierzetelnemu dłużnikowi. To zbiorowa korzyść dla całego sektora — przekonuje Paweł Pawlak.

Cena takiego ubezpieczenia wynika z wielu czynników: branży, w jakiej firma działa, tego, jak duże ma obroty, z kim współpracuje, jakie są terminy spłaty należności oraz oczywiście jak wielkie należności są przedmiotem ubezpieczenia. Każda oferta jest opracowana dla konkretnego klienta.

Przeterminowanie płatności zwykle powoduje, że wierzyciel wstrzymuje dalsze dostawy. Czasem jednak ubezpieczyciel dopuszcza dalsze zadłużanie się w granicach pewnego limitu. Zwykle są to dwa miesiące od chwili pojawienia się zaległości. Zadaniem firmy ubezpieczeniowej jest obserwacja przepływu towaru i płatności.

Kiedy płatności przestają spływać do wierzyciela, ubezpieczyciel uruchamia tzw. miękkie narzędzia — monitoruje sytuację dłużnika, kontaktuje się z nim, wysyła ponaglenia, rozpoczyna negocjacje.

Dopiero po tych krokach działy windykacyjne u ubezpieczycieli zaczynają odzyskiwanie należności. A kiedy i to nie przyniesie efektu, firma ubezpieczeniowa wypłaca odszkodowanie.

— Wysokość odszkodowania to na ogół wartość szkody pomniejszona o kilkanaście procent — mówi Robert Dunaj.

Doganiamy Europę

Ubezpieczanie ryzyka biznesowego to dla większości firm na Zachodzie normalny element polityki budżetowej. W Polsce 80—85 proc. firm z takich branż, jak farmacja czy RTV-AGD, jest ubezpieczonych.

— Dzisiaj ubezpieczenie ryzyka kredytowego w Polsce jest dla klienta bardzo opłacalne. Mamy na tym rynku trzech światowych, silnych graczy, którzy oferują wyłącznie ubezpieczenia tego typu: Coface, Atradius i Euler Hermes. A silna konkurencja to plus dla klientów — mówi Paweł Pawlak.

Radosław Ziomko radzi podchodzić do tych deklaracji sceptycznie. Według niego rynek ubezpieczeń tego typu jest jeszcze nienasycony.

— Na tym rynku jest jeszcze dużo przestrzeni. O konkurencji możemy mówić na rynku ubezpieczeń majątkowych czy komunikacyjnych, ale nie na rynku kredytów kupieckich i należności — przekonuje Radosław Ziomko.

Przerzucić ryzyko? Zależy z kim współpracujesz

Jarosław Bednarski

z Centrum Zaopatrzenia Medycznego Cezal:

n Naszymi klientami są głównie jednostki budżetowe. A jak wiadomo, jednostki budżetowe często mają problem z wypłacalnością. Mimo to nie ubezpieczamy naszych należności, bo próby odzyskiwania długów od szpitali natrafiają na duży opór społeczny. Dotychczas nasze długi były spłacane po negocjacjach, które sami prowadziliśmy. W tej branży trzeba zrozumieć trudności dłużnika.

Barbara Wojdan,

wiceprezes TES Centrum Materiałów Budowlanych:

n Ubezpieczenie należności nie jest tanie. Nasza firma płaci 0,3 proc. wartości brutto wierzytelności. Przy kwotach rzędu kilku milionów złotych są to już duże pieniądze. Gdyby usługa była tańsza, chętnie ubezpieczylibyśmy wszystkie nasze transakcje, żeby skupić się na handlu, a nie na sprawdzaniu wierzycieli. Dziś ubezpieczamy jedynie 0,5 proc. wartości naszej sprzedaży.

Tomasz Jankiewicz

z zarządu Stumbras, producenta alkoholi:

n Naszymi kooperantami są hurtownie napojów. Ich płynność finansowa może być zachwiana z dnia na dzień, trudno byłoby nam to monitorować. Dlatego wolimy przerzucić ryzyko utraty należności na wyspecjalizowaną firmę. To ona sprawdza naszych dłużników, a w razie potrzeby ściąga naszą należność. Ubezpieczenie bardzo nam się opłaca.