Ubezpieczenia elektroniki na cenzurowanym

MGA
15-11-2016, 12:03

Rzecznik Finansowy nie zostawia suchej nitki na polisach chroniących elektronikę, które są wciskane klientom nabywającym nowe urządzenia. – Nie warto ich kupować – wprost twierdzi.

Rzecznik Finansowy otwiera nowy front walki z patologami na rynku ubezpieczeniowym. Po polisach komunikacyjnych i inwestycyjnych przyszedł czas na ubezpieczenia elektroniki. Rzecznik opublikował raport, w którym ostro krytykuje ten produkt, porównując go wprost do niesławnych „polisolokat”. 

- Celowo podnosimy ten temat w okresie przedświątecznym, który stanowi okres żniw dla sprzedawców ubezpieczeń elektroniki. Nie rekomendujemy zakupu tego rodzaju polis. Za wysoka składkę klient otrzymuje niewielką ochronę – mówi Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy.

Jej zdaniem, winę ponoszą bardzo wysokie prowizję, które ubezpieczyciele płacą sprzedawcom (siecią handlowym i operatorom telekomunikacyjnym). Sięgają one nawet 80 proc. składki, co sprawia, że na realną ochronę ubezpieczenia jest przeznaczana niewielka kwota. W efekcie cały proces sprzedaży i likwidacji szkód w tych produktach jest patologicznym.

- Kuszeni bardzo wysokimi prowizjami sprzedawcy nie mają żadnych skrupułów. Sprzedają ubezpieczenie w agresywny i nachalny sposób. Docierają do nawet sygnały, że niektórzy wmawiają klientom, że są to ubezpieczenia obowiązkowe. To oczywiście nie jest prawda – mówi Krystyna Krawczyk, dyrektor biura rzecznika finansowego.

To czubek góry lodowej. Ubezpieczenia elektroniki są bowiem reklamowane jako przedłużone gwarancję. To kolejne kłamstwo. W rzeczywistości ten produkt nie ma nic wspólnego z gwarancją, która jest ściśle opisana w kodeksie cywilnym. Na własnej skórze przekonują się o tym klienci, którzy zgłaszają szkodę. Szybko są odprawiani przez ubezpieczycieli z kwitkiem. Jest to możliwe, dzięki ogólnym i nieprecyzyjnym zapisom w umowach, które zawierają liczne wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela. Jeśli klienci zdecydują się walczyć o swoje, to czeka ich długotrwały proces likwidacji szkody. 

- Nie dziwie mnie to, że ubezpieczyciele robią wszystko, by nie wypłacić odszkodowań. Wysokie prowizję dla sprzedawców zjadają bowiem większość środków na ochronę – mówi Aleksander Daszewski, radca prawny w biurze Rzecznika Finansowe. 

Dodaje, że sam proces likwidacji szkody nie jest darmowy. Umowy pozwalają ubezpieczycielom przerzucać na klientów część kosztów. Dotyczy to np. kosztu kuriera, który odbiera sprzęt do naprawy czy  ekspertyzy w serwisie. Co gorsza, klienci muszą zapłacić za to płacić nawet w przypadku, kiedy ubezpieczyciel odmówi im wypłaty odszkodowania.

- Nigdy w życiu nie spotkałem się z taką sytuacją. Taka praktyka jest niezgodna z prawem, bo koszt likwidacji szkody jest kosztem własnym ubezpieczyciela – podkreśla Aleksander Daszewski.

W jego ocenie, praktykom ubezpieczycieli powinien przyjrzeć się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, któremu Rzecznik Finansowy przekazał swój raport. 

Aleksandra Wiktorow podkreśla, że kierowany przez nią urząd zajął się nieprawidłowościami w ubezpieczenia elektroniki z uwagi na szybko rosnącą liczbę skarg klientów. O ile przez wiele lat, wpływało ich kilkadziesiąt rocznie, to już w ubiegłym roku było ich ponad 500, a w pierwszej połowie tego roku 622. To już 5 proc. wszystkich skarg, które napływają do biura rzecznika. Najwięcej skarg wpłynęło do tej pory na sopocką Ergo Hestię (395) i Wartę (335). Za nimi uplasowała się TU Europa (148) i PZU (88).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MGA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ubezpieczenia / Ubezpieczenia elektroniki na cenzurowanym