Ubezpieczenie z funduszem jest kosztowną inwestycją

Łukasz Świerżewski
opublikowano: 2002-01-14 00:00

Towarzystwa ubezpieczeniowe zachęcając do kupna polisy na życie z funduszem inwestycyjnym roztaczają przed klientami wizje przyszłych zysków z oszczędności. Znacznie trudniej uzyskać jednak precyzyjne informacje dotyczące opłat związanych z ochroną ubezpieczeniową i wartością rzeczywiście lokowanej składki, przez co ciężko wyliczyć okres zwrotu zainwestowanego kapitału.

Duża popularność polis ubezpieczenia na życie z funduszem inwestycyjnym świadczy o tym, że ubezpieczyciele coraz częściej przejmują funkcje oszczędnościowe przypisywane dotychczas bankom i towarzystwom funduszy inwestycyjnych. Tymczasem nawet najbardziej inwestycyjny produkt oferowany przez towarzystwo pozostaje nadal polisą, której celem jest ochrona życia ubezpieczonego. Za gwarancje wypłacenia przez ubezpieczyciela odszkodowania w razie śmierci klienta trzeba zapłacić, ale bardzo trudno uzyskać informacje o rzeczywistych kosztach ochrony. W rezultacie polisy na życie z funduszem inwestycyjnym to wciąż jedne z najmniej przejrzystych produktów finansowych.

Mylna jest już sama nazwa tego produktu. Towarzystwa ubezpieczeniowe posługują się w niej często sformułowaniem fundusz inwestycyjny, a w rzeczywistości środki klientów rzadko kiedy lokowane są w instytucjach działających zgodnie z ustawą o towarzystwach funduszy inwestycyjnych. TFI toczyły w tej sprawie batalię z ubezpieczycielami, ale na razie ta nazwa nie znika z broszur wydawanych przez zakłady ubezpieczeniowe.

Zgodnie z definicją zawartą w ogólnych warunkach ubezpieczenia Perspektywa Commercial Union TUnŻ, ubezpieczeniowy fundusz inwestycyjny to po prostu „wyodrębnione pojęciowo części aktywów towarzystwa gromadzone i inwestowane z przeznaczeniem na określone wypłaty przewidziane w umowach ubezpieczenia”. Ma on więc niewiele wspólnego z posiadającym osobowość prawną i działającym w ściśle określonych ramach ustawowych funduszem inwestycyjnym.

Na skutek częstego używania przez agentów nazwy fundusz i przedstawiania przez niech atrakcyjnie wyglądających wykresów zmian wartości jednostki, w kliencie rodzi się przekonanie, że ma do czynienia z produktem, który powinien szybko przynieść wymierne zyski.

Tymczasem za to, że już od pierwszego dnia ważności polisy towarzystwo zobowiązuje się do wypłaty odszkodowania w razie śmierci ubezpieczonego, trzeba zapłacić. W przypadku większości spółek ubezpieczeniowych koszt ryzyka potrącany jest przez likwidację przez towarzystwo części jednostek z rachunku ubezpieczonego w funduszu inwestycyjnym. Wysokość tych odliczeń zmienia się w czasie trwania polisy, a generalnie zależy od wysokości sumy ubezpieczenia (gwarantowane przez towarzystwo świadczenie) i prawdopodobieństwa śmierci, związanego z wiekiem i stanem zdrowia. Wartości te są co miesiąc wyliczane dla każdego klienta i siłą rzeczy nie może on śledzić tych kosztów na bieżąco.

Generalne założenie, do którego ogranicza się zwykle wiedza ubezpieczonego, mówi, że im wyższa ochrona, czyli suma ubezpieczenia, tym większa część składki przeznaczana jest na opłacenie ryzyka.

Po odliczeniu kosztów ochrony składka klienta inwestowana jest w wybranym przez niego funduszu lub funduszach ubezpieczeniowych. W błędzie jest jednak ten kto sądzi, że podział na część ochronną i oszczędnościową jest tożsamy z podawanym przez towarzystwo procentem składki przeznaczanym na inwestycje. Według ogólnych warunków większości ubezpieczeń inwestycyjnych, już po dwóch latach sięga on 95 proc. lub nawet 100 proc. Tymczasem uważna lektura OWU uczy, że bardzo często koszt ryzyka odliczany jest co miesiąc z rachunku inwestycyjnego ubezpieczonego co sprawia, że klient nie jest w stanie przewidzieć, jaka część jego składki ostatecznie będzie inwestowana przez towarzystwo.

Środki, które zgodnie z umową nie są w ogóle doliczane do rachunku inwestycyjnego, przeznaczane są w głównej mierze na pokrycie kosztów działania sieci sprzedaży, w tym na prowizje dla naszego agenta.

Cena ochrony i potrącana z góry część składki nie podlegająca alokacji (wpłacie do poszczególnych funduszy) to nie jedyne koszty ponoszone przez ubezpieczonego. W niemal wszystkich towarzystwach co miesiąc z rachunku klienta odliczana jest opłata administracyjna wynosząca kilka złotych. Zdarza się, że towarzystwo potrąca też opłatę manipulacyjną z tytułu samego przyjęcia składki. Kolejnym kosztem jest opłata za zarządzanie, którą towarzystwo pobiera za prowadzenie funduszu ubezpieczeniowego. Wynosi ona zwykle od 1 do 3 proc. wartości funduszu rocznie, które towarzystwo na bieżąco odlicza sobie z całości aktywów.

Oprócz opłat ponoszonych w trakcie trwania ubezpieczenia klient musi liczyć się z bolesnymi konsekwencjami decyzji o ewentualnej rezygnacji z polisy. W pierwszych dwóch latach trwania umowy towarzystwo w ogóle nie wypłaci mu żadnych pieniędzy. W kolejnych latach towarzystwo potrąca po kilka procent opłaty likwidacyjnej lub kosztów wstępnych od wartości zgromadzonych na rachunku inwestycyjnym oszczędności, które wcześniej pomniejszane były o wszystkie wymienione opłaty. Ma to skłaniać ubezpieczonych do jak najdłuższego opłacania składki. Jest to korzystne dla klienta dlatego, że dopiero po kilku latach — po opłaceniu kosztów ochrony i akwizycji — rzeczywiście zaczyna on gromadzić pieniądze na przyszłą emeryturę. Pochopna likwidacja polisy sprawiłaby, że znaczna część wpłacanych środków przepadłaby.

Z likwidacją polisy, ale też z wypłatą świadczenia związane są jeszcze jedne koszty, o których nie wspominają ubezpieczyciele. Zawarte są one w różnicy między ceną zakupu a sprzedaży jednostki funduszu. Strata ta ponoszona jest zresztą przez klienta przy okazji każdej opłaty polegającej na umarzaniu przez towarzystwo części jednostek.

Okiem eksperta

Zysk dopiero po latach

Polisa ubezpieczeniowa musi kosztować. Ubezpieczenie z funduszem inwestycyjnym jest nafaszerowane opłatami w pierwszych latach jego trwania. Krótkoterminowo polisa z funduszem jest więc kiepską inwestycją i agenci powinni o tym informować przedstawiając rzetelną symulację przebiegu ubezpieczenia. Ono się opłaca dopiero po jakichś 10 latach gromadzenia oszczędności.

Klienci nie mogą jednak zapominać o ochronnej funkcji polisy. Nie jest równocześnie możliwe uzyskanie za niską składkę wysokiej ochrony i jeszcze zgromadzenie wysokiego dodatku do emerytury.

Osoby niezadowolone z dotychczasowych efektów ubezpieczenia powinny zwrócić się do swojego agenta i przeprowadzić jeszcze raz analizę finansową. Być może w ich sytuacji od polisy z funduszem korzystniejsze okaże się równoczesne posiadanie polisy terminowej i rentowej. Trzeba też pamiętać, że ubezpieczenie nie powinno być jedynym posiadanym produktem finansowym. Tak czy inaczej, aby zachować w okresie emerytury dotychczasowy poziom życia, trzeba przeznaczać na zabezpieczenie od 5 do 10 proc. rocznych dochodów.

Mirosław Kowalski szef grupy Zurich w Polsce