Ubezpieczeniowa belgijska ruletka

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2014-01-28 00:00

Rewolucja w likwidacji szkód komunikacyjnych może ruszyć w 2015 r., jeśli w maju firmy ją uchwalą

Piwo, czekolada i frytki — te trzy rzeczy kojarzą się z Belgią. Jednak menedżerom z branży ubezpieczeniowej od kilku dni ten kraj kojarzy się z jeszcze jedną rzeczą: systemem bezpośredniej likwidacji szkód. Rozwiązanie, nad którym pracuje branża, ma być wzorowane na systemie, który od lat 70. XX w. funkcjonuje w Belgii. Za hasłem bezpośredniej likwidacji szkód kryje się zmiana podejścia ubezpieczycieli do klientów.

Choć bezpośrednia likwidacja szkód dzieli rynek ubezpieczeniowy, na pewno skorzystają na niej klienci. Jeśli system uda się wdrożyć w życie, będą mogli zlikwidować szkodę komunikacyjną u ubezpieczyciela, w którym wykupili polisę OC.
 [FOT. P.TWARDYSKO- NEWSPIX]
Choć bezpośrednia likwidacja szkód dzieli rynek ubezpieczeniowy, na pewno skorzystają na niej klienci. Jeśli system uda się wdrożyć w życie, będą mogli zlikwidować szkodę komunikacyjną u ubezpieczyciela, w którym wykupili polisę OC. [FOT. P.TWARDYSKO- NEWSPIX]
None
None

Do tej pory ich uwaga była skoncentrowana na osobach, które opłacają składki. Poszkodowani w wypadkach komunikacyjnych, spowodowanych przez posiadaczy polis ubezpieczeniowych, byli traktowani jak zło konieczne. Bezpośrednia likwidacja szkód ma to zmienić. Jej sednem jest wypłata odszkodowania przez towarzystwo, w którym ubezpieczona (w zakresie OC) jest ofiara. To ono weźmie na siebie cały ciężar kontaktów z ubezpieczycielem sprawcy wypadku.

Zmiana budzi kontrowersje na rynku. Mniejsze towarzystwa, które wygrywają przede wszystkim dzięki niskim cenom, obawiają się, że utrudni im ona zdobywanie nowych klientów, bo na rynku zacznie się konkurowanie jakością obsługi. Dla większych zakładów to szansa, by wydatki zwróciły im się z nawiązką. Mimo rozbieżności 16 stycznia branża zdecydowała, że prace nad wprowadzeniem w Polsce bezpośredniej likwidacji szkód będą kontynuowane. „PB” zna już wstępne założenia nowego systemu, który na zlecenie Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) przygotowuje firma doradcza BCG.

Krótka lista wykluczeń

Najważniejszą informacją dla klientów jest to, że nie każdą szkodę będącą konsekwencją wypadku samochodowego będą mogli zlikwidować u swojego ubezpieczyciela. System bezpośredniej likwidacji szkód ma obejmować ok. 90 proc. takich zdarzeń. Poza nim znajdą się m.in. kolizje z udziałem więcej niż dwóch pojazdów, wypadki, które doprowadziły do szkody osobowej (śmierci lub poważnego uszkodzenia ciała), czy też szkody z udziałem pojazdów zagranicznych. Zostanie też wprowadzony limit wartości szkody podlegającej bezpośredniej likwidacji.

Wstępnie mówi się o kwocie około 30 tys. zł. Co ważne, klient, zgłaszając szkodę, nie będzie musiał znać jej wartości. Jeśli w procesie likwidacji okaże się, że przekracza 30 tys. zł, sugerowanym (choć nieobowiązkowym)rozwiązaniem będzie dokończenie postępowania przez ubezpieczyciela, który je rozpoczął — bez przekazywania sprawy do ubezpieczyciela sprawcy.

Loteria dla firm

System wzajemnych rozliczeń między ubezpieczycielami będzie oparty na ryczałtach. Nie będzie jednak jednej stawki dla całego rynku, bo zachęcałoby to do nadużyć. Ubezpieczycielom opłacałoby się likwidować bezpośrednio małe szkody, a klientów, którym należy się odszkodowanie wyższe od ryczałtu, odsyłać do ubezpieczyciela sprawcy kolizji.

Okazję do takich manipulacji stwarza sam system bezpośredniej likwidacji — nawet bez ryczałtów. Dobitnie świadczą o tym przykłady z rynku brytyjskiego, na którym różnice między kosztami likwidacji własnej szkody a cudzej sięgają nawet 30 proc. Dlatego twórcy projektu sięgnęli po rozwiązanie stosowane w Belgii. Obowiązywać mają równolegle dwie lub trzy stawki, których wysokość ustalana będzie losowo na każdy miesiąc.

— Czynnik losowy może w perspektywie miesiąca podnieść lub obniżyć wydatki ubezpieczyciela na likwidację szkód komunikacyjnych o 1-2 proc. Jednak w średnim terminie, czyli np. rocznym, te odchylenia wyrównują się, co powoduje, że bezpośrednia likwidacja szkód wpływa neutralnie na wyniki towarzystw — mówi nam osoba zbliżona do prac nad systemem. To nie koniec innowacji. W ramach ryczałtu mają być rozliczane szkody o wartości do 10-15 tys. zł. Próg będzie ruchomy i także losowany co miesiąc. Rozliczanie większych szkód ma się opierać na rzeczywistych kosztach.

Powoli do celu

Zanim jednak życie klientów stanie się łatwiejsze, a ubezpieczycieli bardziej skomplikowane, w Wiśle upłynie jeszcze dużo wody. Z harmonogramu prac nad projektem wynika, że w lutym ma być gotowa koncepcja. Trafi do ubezpieczycieli, którzy będą mogli ją przeanalizować. Dodatkowo BCG ma zbadać, jakie oczekiwania wobec systemu mają klienci. Potem ubezpieczyciele będą musieli podjąć kluczową decyzję, czy chcą, by taki system został wdrożony w Polsce. Stanie się to prawdopodobnie podczas walnego zgromadzenia członków PIU zaplanowanego na początek maja w Sopocie. Jeśli rynek opowie się za belgijską ruletką, wdrożenia można się spodziewać w ciągu 15 miesięcy, czyli w drugiej połowie 2015 r. Nie jest to data ostateczna, bo ze względu na poziom komplikacji prace nad systemem mogą się przeciągnąć.

OKIEM EKSPERTA

Dobry, bo szczelny

RAFAŁ STANKIEWICZ

wiceprezes Warty, szef komisji ds. likwidacji szkód w Polskiej Izbie Ubezpieczeń

Proponowany system bezpośredniej likwidacji szkód ma zmotywować ubezpieczycieli do uczciwej gry. Chodzi o to, żeby cudze szkody traktowali jak własne i nie próbowali na nich zarabiać. Doświadczenia z innych państw pokazują, że prostsze systemy tego nie gwarantują. Modele oparte na rozliczaniu kosztów rzeczywistych lub standardowym ryczałcie mają wady.

Dlatego chcemy sięgnąć po doświadczenia belgijskie, które zapewniają szczelność systemu. To ważna zaleta ze strategicznego punktu widzenia, ale można też wykorzystać ją taktycznie, by przekonać ubezpieczycieli wątpiących w potrzebę wprowadzenia modelu bezpośredniej likwidacji szkód w Polsce. Dla klientów poziom komplikacji systemu ma być niezauważalny. Z ich perspektywy różnica będzie sprowadzała się do tego, że szkodę będą zgłaszać ubezpieczycielowi, u którego wykupili polisę OC.