Ubezpieczyciele skarżą się na patologie

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2013-09-24 00:00

Nikt już nie kwestionuje prawa klienta do auta zastępczego. Kością niezgody są teraz stawki wynajmu.

Od dwóch lat polscy kierowcy mają bardzo szeroki dostęp, po wypadku, do auta zastępczego. Zgodnie ze stanowiskiem Sądu Najwyższego, wystarczy, że udowodnią, że ze względów ekonomicznych samochód jest im potrzebny. Wówczas jego najem jest finansowany z polisy OC sprawy wypadku. To, co cieszy kierowców, bo jest darmowe, spędza sen z powiek ubezpieczycielom. Twierdzą, że na autach zastępczych chcą zarobić wypożyczalnie samochodów.

AUTO W CENTRUM SPORU:
 Decyzja Sądu Najwyższego sprzed blisko dwóch lat była jedną z najważniejszych w historii rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. Sędziowie jednoznacznie stwierdzili, że zakłady nie mogą automatycznie odmawiać klientom dostępu do auta zastępczego. [FOT. ISTOCK]
AUTO W CENTRUM SPORU: Decyzja Sądu Najwyższego sprzed blisko dwóch lat była jedną z najważniejszych w historii rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. Sędziowie jednoznacznie stwierdzili, że zakłady nie mogą automatycznie odmawiać klientom dostępu do auta zastępczego. [FOT. ISTOCK]
None
None

I to niemało. Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) zebrała wyroki sądowe w sprawach między ubezpieczycielami a firmami wynajmującymi samochody. Według niej, takie sprawy, jak wypożyczenia auta na kilkadziesiąt dni, kilkakrotnie wyższe ceny od rynkowych czy fałszowanie dokumentów i próby wyłudzania odszkodowania, stają się coraz częstsze.

— Wypożyczalnie samochodów mają dwa cenniki. Jeden dla klienta z ulicy, a drugi — kilkakrotnie wyższy — dla ubezpieczycieli — twierdzi Rafał Stankiewicz, szef komisji ds. likwidacji szkód w PIU i wiceprezes Warty.

Tomasz Tarkowski, wiceprezes PZU, dodaje, że jego firma płaci za dobę najmu samochodów dla klientów od kilkudziesięciu do 250 zł w przypadku luksusowego auta. Rachunki, wystawiane przez wypożyczalnie, mogą opiewać np. na 400 zł za dobę najmu Forda Focusa. — Roszczenia z tytułu najmu samochodu zastępczego potrafią być wyższe od kosztów

naprawy uszkodzonego auta — mówi wiceprezes PZU. Z wykonanego przez PIU przeglądu wynika, że w takich sprawach sądy stają po stronie ubezpieczycieli i odrzucają roszczenia wypożyczalni samochodów. Z ich orzeczeń wynika, że stosowanie cen znacząco wyższych od średnich rynkowych nie ma żadnego prawnego uzasadnienia.

— Prosimy klientów, by dokładnie czytali umowy, które zawierają z wypożyczalniami samochodów. Niektóre z nich zawierają zapisy, które umożliwią ich obciążenie kosztami najmu, jeśli firma przegra sprawę w sądzie — twierdzi Tomasz Tarkowski. Tak wygląda rynek najmu samochodów zastępczych z punktu widzenia ubezpieczycieli. Druga strona widzi sprawy zupełnie inaczej.

— Takie wyroki to skrajność. W rzeczywistości ubezpieczycielenie płacą za samochód zastępczy nawet w sytuacji, kiedy cena najmu odpowiada rynkowej. Wolą pójść do sądu — twierdzi Katarzyna Michno-Nasierowska, właścicielka kancelarii prawnej Autolegal, specjalizującej się w zagadnieniach motoryzacyjnych.

Według niej, skutkiem jest ogromna liczba spraw o zapłatę za najem auta. W Warszawie sądy wyznaczają terminy na połowę przyszłego roku.

Bartłomiej Krupa, prezes Polskiej Izby Pośredników i Doradców Ubezpieczeniowych, która skupia kancelarie odszkodowawcze, mówi, że wykonany przez PIU przegląd to PR. Nie ma on nic wspólnego z rzeczywistością.

— Sporadycznie mogą zdarzać się przypadki naciągania przez warsztaty czy wypożyczalnie klientów na najem auta w sytuacjach, kiedy ono im się nie należy. Należy to piętnować, ale nie jest to standard rynkowy — mówi Bartłomiej Krupa.

Według szacunków ubezpieczycieli, wprowadzenie powszechnego dostępu do auta zastępczego miało branżę kosztować nawet 1 mld zł rocznie. Dlatego też orzeczenie SN rozbuchało nadzieje w branży najmu. Jednak jak twierdzi Radosław Gutknecht, dyrektor sprzedaży i marketingu w Avis Polska, boom nie nadszedł. — Efektem orzeczenia było powstanie sporej liczby małych firm przy warsztatach samochodowych, które zajęły się najmem. To wpłynęło na znaczne obniżenie cen i niejednokrotnie doprowadziło do upadku wielu mniejszych podmiotów — mówi Radosław Gutknecht.