Ucieczka z kanału

Jacek Konikowski
opublikowano: 2006-11-28 00:00

Dzwonią z końca świata: z Angoli, Algierii, Konga, Jordanii, Kenii i z Singapuru. Nawet z Iranu. Bo mają do Foty interes. Częściowy.

— To był mecz. Gdybym miał chore serce, pewnie padłbym na zawał z tych emocji — mówi Bogdan Fota, prezes zarządu Foty.

Rzeczywiście, do ostatniej chwili nie było wiadomo, kto wygra. Koszykarze beniaminka, Kagera Gdynia, czy Prokomu Trefl? Mistrz Polski prowadził w IV kwarcie siedmioma punktami. Wydawało się, że jest po zawodach, ale niecelne rzuty Dalmau i skuteczne riposty Kagera doprowadzały do remisu. Sensacja. Potem walka kosz za kosz. Pod nim rządził Andersen z Prokomu, ale Aaron Pettway, nowy nabytek Kagera, świetnie zbierał piłki, notując łącznie osiem zbiórek, najwięcej w całym meczu. Ostatnie sekundy i niestety. Kager przegrał dwoma punktami.

— Daleko nam do Prokomu, ale z taką grą możemy wejść do play-off — rozmarzył się Bogdan Fota.

— Z ósmego miejsca? — dziwię się, bo jeszcze się taki nie znalazł, co by tego dokonał.

— Z czasem nierealne marzenia stają się celem, do którego trzeba wytrwale dążyć — dodaje Bogdan Fota.

Kiedyś sportowiec i biznesmen. Po kontuzji tylko biznesmen. Tylko?

Nakaz pracy

Ciekawe, co robiłby dzisiaj Bogdan Fota, gdyby nie nakaz pracy. W komunizmie każdy absolwent po ukończeniu studiów musiał albo je odpracować, albo za nie zapłacić. Jedni płacili, inni z nakazu szli do państwowych firm. Bogdan Fota, absolwent Wydziału Budowy Maszyn Politechniki Gdańskiej, rocznik 70, wylądował w dziale badań w Wytwórni Łożysk Ślizgowych BIMET.

— Nie bomblowałem. Praca tam nawet mi się podobała, bo motoryzacja mnie pociągała. Od dziecka lubiłem przesiadywać w warsztacie ojca i przyglądać się jego pracy — mówi.

Kiedy swoje odpracował, założył własny warsztat samochodowy. Tak jak ojciec. Naprawiał fordy.

— Żyłem sobie spokojnie do 1990 r. w cieniu zielonego światła dla rzemiosła. Nawet za spokojnie. O trzeciej zamykałem warsztat, o czwartej obiad w domu. Wakacje planowałem dwa lata naprzód, pieniędzy nie brakowało, więc trochę świata zobaczyłem.

Słowem, sielanka. Do czasu, bo nadeszła pora nowej ekonomii.

— Trzeba było wziąć się do roboty. Widziałem trochę świata i wiedziałem, jak ten świat będzie wyglądał w Polsce. Zrozumiałem, że jak nie wsiądę do tego pociągu, to do końca życia pozostanę w kanale pod samochodami w swoim warsztacie, ledwo wiążąc koniec z końcem — wspomina Fota.

Tylko jak wsiąść? Fota miał na Zachodzie kontakty z dostawcami części, które sprowadzał na potrzeby swego warsztatu. Oni pomogli mu stworzyć firmę w tej postaci, w jakiej jest dzisiaj.

— Przypadek. Rok bodajże 1990, kwiecień. Wracaliśmy z żoną z wakacji w Hiszpanii i po drodze postanowiliśmy odwiedzić jednego z dostawców. Przy kawie zasugerował, żeby zająć się dystrybucją jego części w Polsce. Byłem sceptyczny, ale nie moja żona. Całą drogę powrotną do Gdańska przekonywała mnie, że to świetny pomysł, że sam warsztat to za mało. Co nam szkodzi, mówiła, ty będziesz miał ten swój warsztat, a ja otworzę firmę dystrybuującą części — mówi Fota.

Uległ. Przez kilkanaście lat zajmująca się importem i dystrybucją części zamiennych nowa firma Foty była zarejestrowana na żonę. Z czasem warsztat zszedł na drugi plan. Żona miała rację: interes zaczął się kręcić. Warsztat zamienił się w salon Forda, a od 2002 r. — BMW. Bogdan Fota do dzisiaj jest dilerem tej marki. Jednym z najlepszych, patrząc na wyniki sprzedaży. Dystrybucja szła jak rakieta. W 1992 r. Fota otworzył pierwsze cztery krajowe oddziały. Firma dystrybucyjna zaczynała przypominać toczącą się kulę śnieżną. Nowi dostawcy, nowe oddziały, większe magazyny, nowa i większa siedziba firmy. Nadszedł rok 2000.

Przełom

Nikt nie sądził, że to zadziała, bo nikt w Polsce jeszcze tego nie zrobił. A jednak sprzedaż części przez internet okazała się strzałem w dziesiątkę.

— Zrobiliśmy wielki krok do przodu. Klienci nie tylko mogli zamawiać, ale także śledzić los swoich przesyłek w komputerze — wspomina Bogdan Fota.

Rok później wybudowali i uruchomili centrum dystrybucyjne pod Łodzią (20 tys. mkw.). Jednocześnie stworzyli sieć niezależnych warsztatów Lider Serwis (obecnie Leader Service). W styczniu 2002 r. firma rozpoczęła działalność operacyjną jako spółka akcyjna.

Dzisiaj Fota jest czołowym polskim dystrybutorem części zamiennych do samochodów osobowych i ciężarowych. Jej udział w rynku wynosi 8 proc. Ma największą sieć dystrybucji w kraju. Magazyn pod Łodzią opuszcza około miliona różnych produktów miesięcznie. Leader Service i Leader Service Truck to największa w Polsce sieć ponad 600 niezależnych warsztatów, do których firma dostarcza części zamienne.

Każdego dnia Fota wysyła łącznie ponad 200 m sześc. różnych produktów (od spinek przez żarówki, bębny hamulcowe, a na zbiornikach paliwowych kończąc). Trafiają do warsztatów, hurtowni i sklepów w Polsce, Czechach, na Węgrzech, Ukrainie i Słowacji.

— Rozbudowany system dystrybucji pozwala nam na terenie obejmującym około 20 proc. kraju w godzinę dostarczyć zamówiony towar. Zamierzamy osiągnąć ten wynik w oddziałach na terenie obejmującym 80 proc. Polski — twierdzi Sławomir Kurek, odpowiedzialny za organizację i zarządzanie członek zarządu spółki.

Twarda marka

Czego można chcieć jeszcze, mając sieć odbiorców, centrum logistyczne i magazyny pełne części do niemal wszystkich samochodów jeżdżących po polskich drogach? Jednego — własnej marki części zamiennych. Decyzja zapadła wiosną 2003 r.

— Długo się zastanawialiśmy, jak ją nazwać. Wiedzieliśmy jedno, nazwa ma brzmieć twardo, germańsko i kojarzyć się raczej z rynkiem europejskim niż z Polską. Trzy burze mózgów nic nie dały. W końcu pomogła nam książka telefoniczna Berlina. Palcem po nazwiskach. Jedno nam pasowało, trochę przestawiliśmy litery i w końcu się udało. Kager to nasz brand, pod którym sprzedajemy części produkowane dla nas przez najlepsze europejskie firmy — wyjaśnia Bogdan Fota.

Niektórzy członkowie zarządu Foty przekonywali mnie, że Kager pochodzi od nazwiska niejakiego Franza Josepha Kagera, który w 1894 r. w kuźni na trasie Wiedeń — Linz naprawiał osie do wozów.

— I pan uwierzył? To nasz zakładowy dowcip. Dyrektor Kurek wszystkim go opowiada i jeszcze się nie znalazł taki, który by nie uwierzył — śmieje się Fota.

Żarty na bok. W trzy lata od wprowadzenia marki na rynek Fota oferuje 22 tys. części w 47 liniach produktowych. Udział Kagera w sprzedaży wynosi obecnie ponad 20 proc w segmencie samochodów osobowych.

— Chciałbym, aby do 2009 r. nasza oferta była podzielona na dwie grupy: jedna to produkty Premium, czyli montowane pierwszy raz, i własna marka Kager, która będzie dawać 50 proc. przychodów ze sprzedaży w segmencie samochodów osobowych — dodaje Fota.

Czy aby nie na wyrost te procenty? Sceptyków nie brakuje. Argumentują: Kager na rynku jest przecież od niedawna. To prawda, ale…

Katalog możliwości

Od niedawna do Gdyni dzwonią klienci z różnych, czasami dziwnych miejsc: z Angoli, Konga, Jordanii, Iranu, nawet z Singapuru. Najwięcej jednak z Niemiec. Chcą albo robić części dla Kagera, albo je kupować. A Bogdan Fota nawet ich nie zna. Więc skąd oni go znają?

— Od lipca tego roku Kager znalazł się w katalogu części TecDoc. To najpowszechniej stosowany katalog części zamiennych do samochodów w Europie. Korzysta z niego 160 tys. warsztatów, hurtowni i sklepów motoryzacyjnych na Starym Kontynencie. Katalog tworzą czołowi producenci części motoryzacyjnych, tacy jak: Bosch, Continental, Federal-Mogul czy Valeo. TecDoc dystrybuowany jest w 19 językach w ponad 20 krajach. Obecność w TecDoc otworzyła nam również możliwość sprzedaży na wielu nowych rynkach — twierdzi Bogdan Fota.

Kager jest pierwszą polską marką w katalogu TecDoc. Zostało tam umieszczone ponad 22 tys. różnych wyrobów marki Kager.

Plany

Fota ma 94 oddziały. Żeby pokryć cały kraj swoją siecią, potrzebuje 100 oddziałów. Zostało więc raptem sześć do otworzenia. I co dalej? Bogdan Fota chce konsolidować rynek dystrybutorów części. Na razie konkurencja śpi. Za parę lat najlepsze firmy znajdą się w grupie kapitałowej Fota. Konsolidacja jest nieunikniona, bo w większości krajów Europy Zachodniej 4-5 graczy ma 80 proc. rynku, a w Polsce kilkunastu kontroluje tylko 50 proc. Dlatego Fota chce obejmować większościowy udział w małych spółkach. Mniejszościowy zostanie dla dotychczasowych właścicieli, którzy by pomagali w zarządzaniu. Nie wyklucza przejęć na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Fota ma już trzy spółki: od ubiegłego roku na Ukrainie, Węgrzech i w Czechach. I właśnie akwizycje pochłoną połowę ze 100 mln zł uzyskanych z emisji publicznej. Reszta powiększy kapitał obrotowy, bo przy takim poziomie sprzedaży utrzymanie ponad 30- -procentowego tempa wzrostu sprzedaży wymaga nie lada kapitału. Fota woli go uzyskać z giełdy niż z banku, bo giełda to także prestiż i potwierdzenie wiarygodności.