Współpraca między uczelniami i biznesem zaczyna się układać coraz lepiej. Przykład? Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie ma podpisanych ponad 270 umów z przedsiębiorcami.
Nie wszystkim idzie tak dobrze, bo choć dobre chęci są, to obowiązujące przepisy rzucają kłody pod nogi zarówno firmom, jak i uczelniom. Przekonali się o tym m.in. naukowcy z wrocławskiego Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN.
Zdecydowali się wybudować nowoczesne laboratorium, gdzie jego pracownicy mieli prowadzić prace badawcze nad nowymi lekami nowotworowymi dla firm zewnętrznych. Były chęci, a nawet pieniądze, bo 17 mln zł obiecała dołożyć UE. Problemem okazał się podatek VAT. W związku z dotacją i planowaną działalnością komercyjną NeoLek — tak nazywa się powołana przez naukowców spółka — musi go odprowadzić.
Naukowcy popełnili błąd. Przyznają, że specjalistami od VAT nie są i nie wiedzieli, że muszą go oddać, zanim jeszcze zaczną zarabiać.
— Nie możemy zwrócić podatku od dotacji wcześniej, bo instytut pójdzie z torbami. 2 mln zł VAT stanowi jedną piątą całego rocznego budżetu instytutu — mówi prof. Janusz Boratyński, jeden z koordynatorów projektu.
Dodaje, że takie zapisy uderzają przede wszystkim w małe i średnie instytuty badawcze, ponieważ duże podmioty mają do dyspozycji większe sumy i większe szanse na finansowanie. Naukowcy są w kropce — w połowie marca odbyło się oficjalne otwarcie innowacyjnego laboratorium, a rozwiązania patowej sytuacji nadal nie ma.
— Nie chcemy, by laboratorium stało niewykorzystane. Rozważymy prowadzenie prac badawczo-rozwojowych z innymi placówkami. Jednak nie będziemy mogli być beneficjentami sukcesów i być np. właścicielem patentów — twierdzi Janusz Boratyński.
NeoLek wysłał list do kilku polityków z prośbą o interwencję w tej sprawie: do prof. Jerzego Hausnera, Janusza Piechocińskiego, Grzegorza Schetyny i prof. Krystyny Łobeckiej. Udało się nam skontaktować z pierwszymi dwoma, ale żaden nie kojarzył sprawy. Dodajmy, że przedsiębiorcy z radością witają nowe inicjatywy szkół wyższych, które otwierają przez nimi swoje drzwi.
Uważają jednak, że współpraca z naukowcami nie zawsze jest drogą usłaną różami. Rafał Aleksandrowicz, prezes firmy badawczo-rozwojowej Neuro-Code, współpracującej z polskimi i zagranicznymi uczelniami, zwraca uwagę na problem transferu innowacji.
— Polskie uczelnie mają specjalne regulaminy, które dbają o interesy naukowców. Problem w tym, że instytucje te są bardzo roszczeniowe — w zależności od placówki żądają nawet połowy zysków lub przychodów z danego projektu — twierdzi Rafał Aleksandrowicz. Co więcej, pieniądze nie trafiają na konto naukowca, ale uczelni.
A zdarza się, że sam wynalazca nie dostaje nawet połowy tej kwoty. Prezes zwraca uwagę, że powinno się na wzór zachodni tworzyć tzw. spin-offy, spółki powołane pod konkretne projekty badawcze. Dodaje, że polskim naukowcom brakuje biznesowego podejścia.
— Badania przeprowadzone na uczelniach to często sucha analiza, w której brak jest informacji o tym, jak technologia może być wykorzystana w biznesie — twierdzi Rafał Aleksandrowicz.
Magdalena Burnat-Mikosz, partner w Delloite, wymienia kolejne utrudnienia.
— Uczelnie są mało elastyczne — zgadzają się na współpracę, ale na swoich zasadach. Podchodzą do niej uznaniowo i mówią, że nad tym będą pracować, a nad tym już nie. Problemem okazują się m.in. terminy, bo o ile przedsiębiorcom zależy na czasie, to naukowcy nie zawsze chcą się zgodzić na krótkie deadline’y — twierdzi Magdalena Burnat-Mikosz.
O firmie
NeoLek — spółka stworzona przez naukowców z wrocławskiego Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN. W nowoczesnym laboratorium, które zostało otwarte w połowie marca, pracownicy NeoLeku będą prowadzić prace badawczo-rozwojowe (m.in. badania przedkliniczne) nad nowymi lekami przeciwnowotworowymi dla firm farmaceutycznych, biotechnologicznych oraz jednostek naukowych.
17
mln zł Taką kwotą projekt powstania NeoLeku wsparły fundusze unijne. Niestety, od dotacji trzeba zapłacić podatek VAT — i to jeszcze zanim projekt zacznie przynosić jakiekolwiek przychody.