Udział w G20 pełny, ale tylko epizodyczny

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-08-26 17:43

24 państwa UE, czyli także Polska, od lat należą do G20 pośrednio, przemawiając ustami szefów brukselskich instytucji oraz komisarzy.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Do szczytu G20 na najwyższym poziomie szefów państw i rządów, który odbędzie się w Miami 14-15 grudnia 2026 r., pozostały już niecałe cztery miesiące. Wcześniej w innych amerykańskich miastach odbędą się zbiórki ministrów G20 w pięciu formatach: finansów wraz z szefami banków centralnych (już 31 sierpnia w Asheville), innowacji i rozwoju (Raleigh-Durham), energii (Houston), handlu (Milwaukee) oraz spraw zagranicznych (Atlanta). Roczne rotacyjne przewodnictwo Stanów Zjednoczonych w elitarnej grupie nabiera zatem jesiennego przyspieszenia. Czytaj też: "Euro w Polsce nieprędko. Będziemy chwalić się złotym na spotkaniu G20"

G20 nie jest bytem utworzonym na podstawie jakiegoś traktatu, np. pod firmą ONZ. To samozwańczy klub państw największych i najbardziej znaczących na ich kontynentach. Zawiązał się w 1999 r. na poziomie ministrów finansów (szefowie państw i rządów zbierają się od kryzysu w 2008 r.) jako rozszerzenie skupiającej zachodnich potentatów grupy G7, która notabene w okresie 1998-2013 funkcjonowała jako G8 z udziałem Rosji. Od trzech lat G20 to naprawdę już G21, obejmuje przecież format G19+2 – tymi plusami są Unia Europejska (UE) oraz Unia Afrykańska (UA). Z tradycji G7, która się nie rozwiązała, samodzielne członkostwo przeniosły do G20 cztery największe kraje unijne: Niemcy, Francja, Włochy i Wielka Brytania, brexit nic tu nie zmienił. Pozostałe 24 państwa UE, czyli także Polska, należą do G20 pośrednio, przemawiając ustami szefów brukselskich instytucji oraz komisarzy. Wywołuje to krytyczne uwagi unijnych państw, które pod względem PKB per capita stoją wyżej od słabszych członków G20. Trzeba jednak pamiętać, że opoką grupy była i jest jej reprezentatywność kontynentalna.

Prezydencja G20 trafiła się USA ponownie po 17 latach, zatem Donaldowi Trumpowi po raz pierwszy i ostatni. Klub potentatów nie ma żadnej stałej siedziby ani aparatu, realnie rządzą przez rok władcy państwa sprawującego przewodnictwo. Wykorzystuje to 47. prezydent USA, który np. Grenlandię, Kanadę czy Cieśninę Ormuz może zagarniać wyłącznie w swoich mrzonkach, natomiast w G20 rządzi naprawdę. Jednostronnie i bez porozumienia z kimkolwiek wyrzucił z grupy – chociaż tylko na rok 2026 – Republikę Południowej Afryki (RPA) i w takim samym prywatnym trybie zakwalifikował w jej miejsce… Polskę! Z materiałów amerykańskiej prezydencji całkowicie wygumkowana została sześciokolorowa flaga RPA, a jej miejsce zajęła biało-czerwona. Gospodarz uczynił to dla wyjątkowego dowartościowania Karola Nawrockiego, jako że obaj prezydenci niezwykle silnie mają się ideologicznie ku sobie. W praktyce naszych rozgrywek krajowych wytworzyła się natomiast ciekawa sytuacja, otóż w głównym szczycie G20 w Miami weźmie udział Karol Nawrocki tylko z osobistym orszakiem, natomiast w ważnych zbiórkach branżowych – ministrowie rządu Donalda Tuska, a także oczywiście prezes NBP.

Przed jesienną falą eventów upowszechniony został 66-stronicowy raport Polityki Insight oraz Fundacji PKO na temat polskiej drogi do G20. Analiza wszechstronna, ale dla mnie wyjątkowym smaczkiem jest nowatorska próba kategoryzacji państw G20 pod kątem ich podejścia do ewentualnego dołączenia Polski do grupy na stałe. Po koleżeńsku ten podział upowszechniam, ponieważ z grubsza się z nim zgadzam. Kategorie przydzielone zostały następująco: przyjazna, aktywna – Stany Zjednoczone; przychylna, ale pasywna – Niemcy, Francja, Włochy, Kanada, Australia, Argentyna, Indonezja, Japonia, Korea Południowa, UE, Wielka Brytania (to państwo dopisuję sam, jako że autorzy w ogóle o nim… zapomnieli); transakcyjna, chwiejna – Chiny, Indie, Arabia Saudyjska; konkurująca, zagrożona – Turcja, Meksyk oraz Hiszpania i Holandia aspirujące do G20; nieprzychylna – Rosja, RPA, Brazylia, UA. Bardzo zasadne jest zakwalifikowanie do podgrupy konkurującej unijnych Hiszpanii i Holandii, których rządy oceniają epizodyczny udział Polski zupełnie inaczej niż neutralno-pasywna reszta Zachodu. Oba państwa od lat uczestniczą w szczytach G20 ze statusem stałych gości – Hiszpania formalnie, Holandia faktycznie. Ich flagi są umieszczane, lecz w przedsionku, nigdy wśród członków. Gest Donalda Trumpa jest zatem dla obu przyzwyczajonych do standardów G20 rządów szokiem, postrzegają Polskę niczym intruza w kolejce po rzadkie dobro „Pani tu nie stała, się wepchnęła”. Co nie odpowiada prawdzie, wszak równie pełnoprawnie co epizodycznie wstawił nas tegoroczny wszechwładca grupy…