Nie ma wątpliwości, że podobne afery, jak w Enronie czy WorldCom, mogą zdarzyć się w innych firmach. Także krajowe spółki nie są wolne od podejrzeń. Już dziś część z nich zabrała się za rozliczanie poprzednich zarządów i rad nadzorczych.
Minęło zaledwie pół roku od afery z Enronem, a amerykański rynek żyje kolejnym skandalem, którego negatywnym bohaterem jest WorldCom. W tej spółce odkryto błąd w księgowości na sumę 4 mld USD. Analitycy nie wykluczają kolejnych niespodzianek. Wiadomo, że SEC — amerykański odpowiednik Komisji Papierów Wartościowych i Giełd — przygląda się spółkom, w których audytorem był Andersen. Teraz bacznie analizuje poczynania Qwest Communications. Na razie amerykańska komisja papierów wartościowych i giełd złożyła w nowojorskim sądzie pozew przeciwko WorldCom, w którym zarzuca spółce fałszowanie zapisów księgowych w celu ukrycia rzeczywistych wyników finansowych.
Kłopoty gigantów z amerykańskiego rynku powinny być wyraźnym ostrzeżeniem dla polskich firm i inwestorów.
Kłopoty Enronu czy WorldCom nie dotyczą bezpośrednio naszego rynku, ale powinny dać sporo do myślenia rodzimym firmom, a zwłaszcza ich właścicielom. Wśród specjalistów pojawiają się opinie, że w kraju nie brakuje „miniEnronów”.
— Kolejny skandal finansowy za oceanem to wyraźny sygnał, by poświęcić większą uwagę nadzorowi nad naszymi emitentami. Tymczasem w polskich spółkach nadzór właścicielski prawie nie występuje. Sztandarowym tego przykładem jest Elektrim. Poprzednie zarządy warszawskiego holdingu robiły co chciały, a rada nadzorcza biernie się temu przyglądała. Takie zachowanie dziwi, zwłaszcza że członkowie RN byli przedstawicielami inwestorów finansowych — przyznaje Rafał Gębicki, niezależny doradca inwestycyjny.
Jednak poważne uchybienia rzadziej zdarzają się w spółkach kontrolowanych przez prywatny kapitał, w których nadzór sprawuje inwestor finansowy bądź branżowy. Częściej problem ten występuje w firmach kontrolowanych przez Skarb Państwa. Specjaliści nierzadko zarzucają zarządzającym takimi spółkami niekompetencję.
— Większość rad nadzorczych nie sprawuje należycie nadzoru właścicielskiego. Niektóre osoby zasiadają w kilkunastu radach, co siłą rzeczy ogranicza ich poczynania. Szczególnie zagrożone kiepskim nadzorem właścicielskim są spółki kontrolowane przez Skarb Państwa. Niewykluczone, że w przypadku KGHM czy PKN Orlen doczekamy się wykrycia w przyszłości pewnych niedociągnięć, choć z pewnością nie na miarę Enronu i WorldCom — uważa Rafał Gębicki.
Niektóre spółki już teraz przystąpiły do działań porządkowych i rozliczenia winnych działań na szkodę firmy. Akcjonariusze Mostostalu Zabrze mają zadecydować o nieudzieleniu absolutorium poprzednim zarządom. W ocenie specjalistów, może to być pierwszy krok zmierzający do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych wobec zarządów, które nie wywiązały się ze swoich obowiązków. Idąc tym tropem udziałowcy śląskiej spółki planują wystąpienie z roszczeniami cywilnoprawnymi przeciwko staremu zarządowi. Roszczenia dotyczą lat 1999-2000.
Wiele też wskazuje na to, że walne Szeptela nie skwituje działalności części poprzedniego zarządu oraz rady nadzorczej spółki. Możliwe jest też złożenie zawiadomienia do prokuratury przeciwko byłemu prezesowi.
Przed podobnym dylematem stanęli akcjonariusze Łukbutu. W tym przypadku na cenzurowanym znaleźli się zarządzający spółką w 2001 r. oraz przedstawiciele rady nadzorczej z tamtego okresu.
— W przyszłości takie procesy mogą się nasilać. Rosnąca rola funduszy w akcjonariatach spółek może poprawić nadzór nad zarządami — podkreśla Marek Świętoń, analityk ING IM Polska.
Wydarzenia ostatnich tygodni pod dużym znakiem zapytania stawiają wiarygodność raportów sporządzanych przez spółki publiczne. Mało kto też ufa w 100 proc. audytorom.
— Zaufanie inwestorów do sprawozdań finansowych zostało nadszarpnięte. Dogłębne badanie raportów obecnie to zadanie m.in. dla analityków — przyznaje Marek Świętoń.
Według specjalistów, inwestorzy nie zapomną o finansowych malwersacjach WorldComu. Nieznaczne wzrosty w czwartek mogą być zapowiedzią dalszej przeceny na większości giełd. Prognozy nie są najlepsze. Spodziewane ożywienie na światowych rynkach akcji może nadejść dopiero po wakacjach. Tak przynajmniej twierdzą optymiści.