Przedsiębiorcy ze specjalnych stref ekonomicznych powinni przygotować się na zmiany. Unia Europejska naciska na Polskę, a polscy negocjatorzy przygotowują ustępstwa.
Polska musi dostosować reguły obowiązujące w specjalnych strefach ekonomicznych do zasad obowiązujących w UE — tak brzmi stanowisko 15 krajów UE. Dokument tej treści potwierdzający, że w sprawie stref „piętnastka” jest nieugięta, został właśnie przekazany polskim negocjatorom. Polskiej prośby o okres przejściowy, pozwalający na funkcjonowanie firmom w strefach na nie zmienionych zasadach do roku 2017, Unia nie akceptuje, bo zasady obowiązujące w strefach zostały ustalone wbrew podpisanemu wcześniej Układowi Stowarzyszeniowemu z UE.
Według Mario Montiego, komisarza Unii do spraw konkurencji, nie trzeba całkowicie zmieniać zasad. Wystarczy podporządkowanie wszystkich firm znowelizowanej ustawie regulującej zasady obowiązujące w strefach. Nowa ustawa narzuca zakładanym obecnie w strefach firmom zasady zgodne z acquis (europejskim prawem). Unijne reguły pozwalają na wspieranie przedsiębiorstw w ubogich regionach, ale w przypadku dużych firm pomoc nie może przekroczyć 50 proc. kosztów inwestycji, a w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw — 65 proc. Spośród ponad 700 firm operujących w strefach ponad 70 proc. przekracza te pułapy — przyznają polscy negocjatorzy. Polskie reguły polegają na zwolnieniu z podatku, a nie — tak jak w UE — na przydzielaniu grantów. Unia zgodziłaby się, aby polskie firmy nadal nie płaciły podatków, ale tylko do poziomu nie przekraczającego wyznaczonych przez nią pułapów.
Unia jest tak nieprzejednana, bo — jak wyjaśnia Mario Monti: „w samej Unii kontrola pomocy dla firm jest bardzo zaostrzona”. Unia boi się także „zakłóceń na przyszłym wspólnym rynku”, po rozszerzeniu. Polski rząd, który chce zamknąć rozdział negocjacji „konkurencja” na początku przyszłego roku, przygotowuje więc ustępstwa. Rozważany jest wariant skrócenia okresu przejściowego, a nawet wycofania się z niego całkowicie.
Obrona firm działających w strefach przestaje być interesująca dla rządu wraz ze zwiększającymi się kłopotami finansowymi państwa. To, co zostanie odebrane firmom przez obcięcie ulg, zasili budżet państwa. Do tej pory polscy negocjatorzy używali argumentu, że zmiana warunków umów pociągnie za sobą ogromne koszty związane z wypłatą odszkodowań dla firm. Najprawdopodobniej jednak okaże się, że na większe straty narażone są mniejsze firmy, których właściciele niewiele zainwestowali i osiągnęli duże zyski. W przypadku dużych inwestycji niewiele jest takich, które szybko osiągają zysk na poziomie 50 proc. kosztów inwestycji — przyznają polscy eksperci.