UE: "Nie" dla protekcjonizmu i planu wsparcia

PAP
01-03-2009, 19:41

Zgodnie z intencją czeskiego przewodnictwa niedzielny szczyt UE sprzeciwił się protekcjonizmowi gospodarczemu. Przywódcy odrzucili też węgierski pomysł stworzenia specjalnego planu pomocy dla Europy Wschodniej i Środkowej.

"Protekcjonizm nie jest odpowiedzią na obecny kryzys" - brzmi przyjęta na szczycie deklaracja. Tak jak chcieli Czesi, przywódcy zgodzili się w niej, że należy "w możliwie maksymalny sposób wykorzystać jednolity rynek jako motor dla pobudzenia gospodarczego i wsparcia zatrudnienia i wzrostu".

"To, co stało się osią dzisiejszego spotkania, to nasz postulat odrzucenia pokusy protekcjonizmu, w tym finansowego, w ramach UE" - cieszył się premier Donald Tusk na konferencji prasowej.

Czeski premier Mirek Topolanek uściślił jednak, że w Unii i tak nie ma ani jednego przypadku protekcjonizmu. Uczynił tym samym gest porozumienia w kierunku francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, z którym od tygodni spierał się właśnie o protekcjonizm we francuskim planie wsparcia sektora motoryzacyjnego.

"Na szczycie okazało się, że jesteśmy tego samego zdania. (...) To problem medialny i nie istnieje" - przekonywał Topolanek dziennikarzy.

W przyjętej deklaracji przywódcy zapewniają, że jedyną drogą, by zwalczać obecny kryzys, jest kontynuacja wspólnych działań w skoordynowany sposób, w ramach wyznaczonych przez jednolity rynek i europejską unię walutową".

Zobowiązują się, że należy kontynuować wysiłki na rzecz przywrócenia stabilności finansowej i "odblokowania akcji kredytowych", co jest kluczowe dla skuteczności podejmowanych przez państwa działań antykryzysowych.

Na szczycie odrzucono węgierski plan pomocy dla dotkniętego kryzysem finansowym i gospodarczym regionu Europy Środkowej i Wschodniej w wysokości 160-190 mld euro. "Nie ma powodów takiej grupowej pomocy, bo sytuacja w tych krajach jest różna, czasem nawet lepsza niż w niektórych starych państwach" - powiedział szef Komisji Europejskiej Jose Barroso. "Musimy oceniać każdy kraj z osobna" - dodał Topolanek.

Także Tusk z obawą mówił o wrzucaniu wszystkich krajów regionu, w tym Polski, do jednego worka. "W interesie UE i Polski jest, aby żadne indywidualne akcje nie wzmacniały wizerunku Europy Środkowo- Wschodniej jako regionu szczególnie zagrożonego" - podkreślił.

Przywódcy mówili też o aspiracjach nowych państw UE, by wejść do strefy euro, choć nie przyjęli w tej sprawie żadnych konkluzji. Według Topolanka "jest przekonanie, że zmiana zasad, by wejść do strefy euro, obecnie byłaby błędem". Czeski premier przyznał jednak, że dyskusja kieruje się w stronę, czy kryteria nie są aby zbyt łatwe do spełnienia w czasie dobrej koniunktury, a zbyt trudne w czasie kryzysu.

Polska nie miałaby nic przeciwko skróceniu dwuletniego okresu, jaki przed zamianą na euro waluta danego kraju musi spędzić w mechanizmie kursowym ERM2. "Jeśli takie inicjatywy zostaną podjęte, będziemy im się ochoczo przyglądać" - powiedział Tusk.

Borroso przyznał, że "panuje zgodność, iż należy utrzymać zasady paktu stabilizacji i wzrostu", które określają kryteria rozszerzenia strefy euro. Lecz podkreślił, że nowe kraje nie tylko mają prawo, ale też i obowiązek przyjęcia euro, do czego zobowiązały się w traktatach akcesyjnych.

"Mogą liczyć na nasze poparcie. Chcemy, by były członkami eurolandu, oczywiście jeśli zgodzą się, by spełnić kryteria, które są trudne" - powiedział Barroso.

Doradca ekonomiczny prezydenta Lecha Kaczyńskiego prof. Ryszard Bugaj uważa, że deklaracje dotyczące braku protekcjonizmu w Unii Europejskiej należy traktować, jako werbalne zapewnienia, a nie realne działanie.

Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha podkreślił, że refleksje dotyczące zasad funkcjonowania całej Unii Europejskiej w dobie kryzysu finansowego są słuszne, jednak rząd powinien o nich pamiętać również w naszym kraju.

Sadowski zaznaczył, że jeśli chodzi o poziom wolności gospodarczej Polska zajmuje bardzo poślednie miejsce w UE. "Przydałoby się, by deklaracje premiera na szczycie UE, znalazły też potwierdzenie w praktyce gospodarczej wewnątrz Polski" - powiedział ekonomista.

Odnosząc się do odrzucenia węgierskiej propozycji specjalnego wsparcia dla Europy Środkowo-Wshcodniej, polscy eksperci ocenili, że Polska nie potrzebuje nadzwyczajnych środków z KE, gdyż jest w lepszej sytuacji niż inne kraje regionu.

"Polska nie jest krajem, który potrzebuje unijnej pomocy tak jak inne państwa naszego regionu - powiedział PAP w niedzielę główny ekonomista PricewaterhouseCoopers prof. Witold Orłowski.

Zdaniem szefa KPP Andrzeja Malinowskiego, polski rząd postępuje słusznie, że chce się odciąć od tego by wszystkie kraje naszego regionu były traktowane jednakowo. Według niego, Polska ma inną sytuację gospodarczą m.in. z tego powodu, że rodzime przedsiębiorstwa korzystały z kredytów bankowych w znacznie mniejszym stopniu niż firmy w innych krajach.

Nieco innego zdania jest Bugaj, który uważa, że reakcja ministra finansów Jacka Rostowskiego na propozycje pomocy dla krajów naszego regionu ze strony Węgier są zbyt optymistyczne.

"Wypowiedź, że Polska nie potrzebuje takiej pomocy i sama sobie poradzi, a jedyna pomoc to ta, by nas nie dyskryminować, bo nie ma żadnego problemu, wydaje mi się nazbyt optymistyczna - powiedział Bugaj.

Politycy zapytani przez PAP o ocenę szczytu podkreślali, że po nieformalnym spotkaniu trudno było oczekiwać konkretnych decyzji, zwracali też uwagę, że deklaracje o solidarności i niestosowaniu protekcjonizmu zweryfikowane zostaną przez działania poszczególnych państw.

Zdaniem wiceszefa PO, eurodeputowanego Jacka Sarysz-Wolskiego niedzielne spotkanie unijnych przywódców "to dobry wstęp do oficjalnego szczytu Unii 19-20 marca - przede wszystkim gdy chodzi o zgodę na nieuciekanie się do protekcjonizmu i pilnowanie wspólnego rynku oraz rynku pomocy publicznej".

W opinii posła PiS Pawła Kowala, nadchodzi czas gdy okaże się, czy deklaracje wypełnią się treścią, czy rzeczywiście nie pójdziemy w stronę Europy dwóch prędkości. Według niego, deklaracje wszystkich państw UE, że nie będą stosować zasad protekcjonizmu narodowego, trzeba będzie zweryfikować przez pryzmat ich minionych decyzji i tych, które dopiero podejmą.

Zdaniem Tadeusza Iwińskiego (SLD) unijna deklaracja solidarności cieszy, ale konkretnych decyzji w sprawie przeciwdziałania kryzysowi można oczekiwać na kwietniowym szczycie G-20. Z kolei szef klubu PSL Stanisław Żelichowski podkreślił, że w globalnym świecie Unia Europejska musi być wewnętrznie solidarna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / UE: "Nie" dla protekcjonizmu i planu wsparcia