Z sondaży jasno wynika, że największym krajem UE przez trzecią kadencję rządzić będzie Angela Merkel, która ma ogromny wpływ na kształtowanie polityki Unii. "W Unii też wszyscy czekają na +Mutti+, czyli odnowienie mandatu kanclerz Merkel, będącej dominującym politykiem w UE. To do niej trzeba pielgrzymować, gdy chce się coś w Unii załatwić" - przyznał w rozmowie z PAP jeden z unijnych polityków.
Jednak chadecki blok CDU/CSU może potrzebować nowego koalicjanta - socjaldemokratów, którzy w trakcie kampanii wyborczej ostro krytykowali Merkel za forsowanie polityki zaciskania pasa i lekceważenie działań pobudzających koniunkturę oraz domagali się wprowadzenia euroobligacji. Spodziewane wejście SPD do rządu Niemiec, jak również pierwsze oznaki stabilizacji gospodarczej w Europie wzbudziły pewne nadzieje na mniej cięć budżetowych, szczególnie dotkliwych dla pogrążonych w kryzysie zadłużenia krajów południa.
"SPD, bardziej niż obecni członkowie koalicji (w Niemczech), popiera zwiększenie finansowania wzrostu gospodarczego w Europie i chce powołania europejskiego funduszu wspierania inwestycji" - ocenia ekspert niemieckiej fundacji Nauka i Polityka Daniela Schwarzer.
Schwarzer, tak jak większość obserwatorów jest zdania, że wielkich zmian w niemieckiej polityce europejskiej nie będzie, bo spora część niemieckich wyborców popiera forsowane przez Merkel sposoby na kryzys, czego dowodem jest wysokie poparcie dla pani kanclerz.
"Główne siły polityczne w Niemczech, mimo widowiskowych sporów na tle odmiennego rozłożenia akcentów w polityce gospodarczej, więcej łączy niż dzieli. Bez względu na to, czy partnerem koalicyjnym chadeków będą liberałowie czy socjaldemokraci – to dwie najbardziej prawdopodobne możliwości – kanclerz Merkel nie odejdzie znacząco od dotychczasowego kursu +konsolidacyjnego+" - pisze polski ambasador przy UE i były ambasador w Berlinie Marek Prawda w artykule, zamieszczonej w tym tygodniu na portalu "Kultura Liberalna".
Ocenia on, że najważniejszym skutkiem wyborów będzie zatem to, "że zniknie powód odkładania decyzji o przebudowie strefy euro oraz powróci burzliwa dyskusja o kolejnych pakietach pomocowych".
UE i walka z kryzysem w strefie euro były jednym z głównych tematów kampanii wyborczej w Niemczech, dlatego kilka ważnych dla Unii decyzji i przedsięwzięć odłożono na czas po niemieckich wyborach. Prawdopodobnie pierwszą trudną sprawą do załatwienia po 22 września będzie uzgodnienie trzeciego już pakietu pomocowego dla Grecji, która może potrzebować dodatkowo 10 mld euro. Zdaniem ekspertów konieczna okazać się może restrukturyzacja greckiego długu, co oznaczałoby straty dla państw-wierzycieli, szczególnie największego - Niemiec. Berlin taki wariant odrzuca.
Przed końcem roku dodatkowej pomocy finansowej potrzebować może też Portugalia.
Najważniejszym przedsięwzięciem na najbliższe miesiące będzie budowanie unii bankowej, w tym szczególnie powołanie wspólnego funduszu uporządkowanej likwidacji banków. Niemcy uważają, że utworzenie takiego funduszu, jak proponuje Komisja Europejska, wymagałoby zmiany traktatów i postulują sieć krajowych agencji czy nadzorców z krajowymi funduszami restrukturyzacji.
Kolejny projekt, nad którym dyskusja ucichła przed wyborami, to wzmocnienie zarządzania w strefie euro, w tym proponowanych przez Berlin kontraktów reformatorskich, dzięki którym kraje strefy euro mogłyby otrzymywać wsparcie na realizację konkretnych reform strukturalnych.
"Nowa koalicja będzie musiała poświęcić sporo czasu i energii, aby przekonać obywateli Niemiec, że trzeba dalej wzmacniać euro, co może być szczególnie trudne, gdy na politycznym porządku dziennym pojawią się nowe programy ratunkowe (dla krajów w kryzysie - PAP)" - uważa Daniela Schwarzer.
Jej zdaniem przyszły niemiecki rząd, niemal niezależnie od jego składu, będzie dążyć do zmiany unijnego traktatu z Lizbony albo do zawarcia traktatu dla eurolandu, aby dać pogłębionej strefie euro "solidną podstawę prawną". Wiąże się z tym jednak ryzyko marginalizacji strategicznie ważnych partnerów, którzy nie należą do strefy euro, jak Wielka Brytania i Polska - ocenia ekspert.
UE odlicza czas do niemieckich wyborów
Unia Europejska odlicza czas do wyborów parlamentarnych w Niemczech, oczekując odblokowania kilku ważnych przedsięwzięć zamrożonych na czas kampanii w największym kraju UE. Nikt nie spodziewa się jednak, że nastąpią wielkie zmiany w unijnej polityce Berlina.