UE: Polska stoi pod ścianą
W negocjacyjnej grze wszystkie karty zostały już rozdane. Obie strony dobrze też wiedzą, co mają sobie do zaoferowania, a o co będą walczyć. Wiadomo jednak, że ta rywalizacja bynajmniej nie będzie równa. O wszystkim zadecydują argumenty, których wyraźnie brakuje krajowym negocjatorom.
Reakcją Polski na twarde stanowisko UE w wielu obszarach negocjacyjnych stały się coraz poważniejsze ustępstwa. Są one o tyle niepokojące, że już w niedługim czasie odbiją się na kondycji wielu krajowych branż. Czy istnieje jednak jakaś alternatywa? Chyba nie. Szkoda tylko, że najważniejsze argumenty negocjacyjne oddaliśmy, podpisując w 1992 r. Układ Stowarzyszeniowy.
Teraz gra toczy się tylko o przyznanie polskim spółkom na rynku „piętnastki” takich samych warunków, jakie od lat przysługują unijnym firmom w Polsce. Tu jednak — deklarująca na zewnątrz otwarcie i solidarność „piętnastka” — zazdrośnie strzeże swoich interesów. I widać to jak na dłoni po ostatnich żądaniach Austrii, która chce wprowadzenia zakazu wykonywania niektórych usług przez osoby czy firmy z państw kandydackich.