UE: TERAZ PORA NA SZCZEGÓŁY
Wejście Polski do Unii w 2003 roku nie jest przesądzone
APEL DO SEJMU: Do końca 2002 roku powinniśmy przyjąć 180 ustaw dostosowujących nasze prawodawstwo do unijnego. Potrzebna jest na to zgoda i mobilizacja w Sejmie, co premier określił jako „szybką ścieżkę” — mówi Jacek Saryusz-Wolski. fot. G. Kawecki
W negocjacjach z Unią Europejską Polska zamknęła 10 stosunkowo łatwych obszarów. Teraz zaczną się trudniejsze rozmowy, bo pozostałe kwestie dotyczą kluczowych interesów, zarówno naszych, jak i unijnych.
W negocjacjach z UE przechodzimy z fazy rozmów o charakterze technicznym w fazę polityczną, o wiele trudniejszą. Z tego powodu ostatnio pojawiły się napięcia w obustronnych stosunkach. Wizyta premiera Jerzego Buzka w Brukseli miała na celu ich złagodzenie. Zdaniem Jacka Saryusz- -Wolskiego, głównego doradcy premiera do spraw negocjacji z UE, cel został osiągnięty.
— Romano Prodi, przewodniczący Komisji Europejskiej, zapewnił, że UE nie ma intencji opóźniania negocjacji. Po prostu stają się one coraz trudniejsze, bo dotyczą spraw kluczowych dla obu stron — tłumaczy Jacek Saryusz-Wolski.
Czas dla firm
Premierowi nie udało się w Brukseli uzyskać potwierdzenia daty naszego wejścia do UE. Tymczasem podanie konkretnego terminu pozwoliłoby zmobilizować opinię publiczną i administrację. Ułatwiłoby to planowanie wydatków budżetowych i kalendarza legislacyjnego.
— Najważniejsze jest, by przedsiębiorstwa mogły z kilkuletnim wyprzedzeniem przygotować swoje strategie marketingowe i finansowe. Zaczną wtedy więcej inwestować, a to zdynamizuje gospodarkę — uważa Jacek Saryusz- -Wolski.
Guenter Verheuegen, komisarz UE do spraw integracji, sugerował, że datę tę poznamy na grudniowym szczycie w Nicei. Romano Prodi tego nie potwierdził.
UE ma być gotowa do przyjęcia nowych członków w 2003 roku. Jednak opóźnienia w negocjacjach i reformie instytucjonalnej „piętnastki” mogą temu zagrozić.
— Jeżeli ratyfikacje traktatów o przyjęciu nowych członków i o reformie instytucjonalnej nie będą przeprowadzane równolegle, to przyjęcie nasze może się opóźnić nawet o kolejne dwa lata — prognozuje doradca premiera.
Pogoń za liderami
Rozbieżności w negocjacjach są nadal znaczne, zwłaszcza w obszarze rolnym.
— Unia jest przeciwna dopłatom bezpośrednim w polskim rolnictwie. Zgoda na objęcie naszych rolników wspólną polityką rolną to już duży postęp — twierdzi Jacek Saryusz-Wolski.
Z polskiej strony najtrudniejszymi obszarami są zakup ziemi i ochrona środowiska, ze strony unijnej — rynek pracy i rolnictwo.
— Logika wskazuje, że państwa kandydackie będą przyjmowane do UE grupami. Nikt nie chce znaleźć się poza grupą, bo może się okazać, że inni wynegocjują lepsze warunki — tłumaczy Jacek Saryusz-Wolski.
Jego zdaniem, negocjacje z Polską są kluczowe dla rozwiązań z innymi państwami. Istnieje jednak zagrożenie, że Bruksela szybciej zakończy negocjacje z grupą mniejszych państw, a my będziemy musieli się dostosować do tych rozwiązań, bo kraje przyjęte wcześniej wyznaczą pewne wzorce.
W Brukseli jednym z tematów rozmów było przekonanie zarówno polskiej, jak i europejskiej opinii publicznej do powiększenia UE.
— Tylko 17 proc. Austriaków popiera przyjęcie Polski do UE, w Niemczech — 36 proc. Najwięcej zwolenników naszego członkostwa, bo 70 proc., jest w Danii. „Piętnastka” musi przekonać własne społeczeństwo do rozszerzenia — twierdzi Jacek Saryusz-Wolski.
Ostrożnie z EMU
Kryteria makroekonomiczne, przede wszystkim stabilność kursu walutowego, zadecydują także o naszym wejściu do Europejskiej Unii Monetarnej (EMU), czyli Eurolandu.
— W interesie Polski leży jak najszybsze wejście do EMU, ale nie stanie się to szybciej niż w dwa--trzy lata po wejściu do UE. Aby nie nastąpiły perturbacje, kurs złotego do euro powinien zostać ustalony na właściwym poziomie. Do tego trzeba mieć zdrową gospodarkę, bo od decyzji o wejściu do EMU nie będzie odwrotu — zwraca uwagę doradca.
Premier ocenił że po wejściu do UE fundusze otrzymywane przez Polskę wzrosną czternastokrotnie (obecnie jest to około 1 mld EUR rocznie). Jedynym ograniczeniem tej kwoty jest wymóg, by nie przekroczyła ona 4 proc. naszego PKB.
Nawet jeżeli nasz wzrost gospodarczy będzie dwukrotnie szybszy niż średnia unijna (czyli około 4-5 proc.), to Polska dogoni UE (pod względem poziomu PKB na jednego mieszkańca) dopiero za 20-30 lat.