Komisja Europejska mówi „nie” dla zasad pomocy w polskich specjalnych strefach ekonomicznych. Jednak nie jest wykluczone, że wystarczą niewielkie zmiany w znowelizowanej ustawie o SSE, żeby negocjacje przybrały inny obrót.
Komisja nie zgadza się, żeby firmy działające na terenie Polski po przystąpieniu naszego kraju do Unii korzystały z większej pomocy niż w państwach „piętnastki”. Polska musi postarać się o zmianę systemu pomocy tak, by dostosować się do reguł obowiązujących w Unii — tak brzmi stanowisko, które Komisja Europejska przekazała krajom członkowskim UE.
Zdaniem Mario Montiego, komisarza ds. konkurencji, takie uprzywilejowanie polskich firm w SSE to rodzaj nieuczciwej konkurencji wobec podmiotów unijnych. W stanowisku przekazanym krajom Unii KE domaga się likwidacji zbyt wysokiego poziomu wsparcia dla przedsiębiorstw, które zostało przyznane jeszcze na starych zasadach w latach 1994-1997 r.
Tymczasem krajowi negocjatorzy są raczej optymistami. Według planu, rozmowy o SSE powinny zostać zamknięte do połowy przyszłego roku. Jest więc jeszcze trochę czasu. Zdaniem Piotra Pełki, dyrektora departamentu pomocy publicznej Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, nic nie jest jeszcze przesądzone.
— Zanim otrzymamy oficjalne stanowisko UE, spotkamy się z przedstawicielami KE podczas tzw. rozmów technicznych. Wtedy pomówimy o konkretach. Na razie Bruksela wysłała wyraźny sygnał, że Polska musi prawnie uregulować zasady funkcjonowania przedsiębiorstw na terenie SSE, które ulokowały się jeszcze przed nowelizacją ustawy o strefach. Wszystko wskazuje na to, że potrzebna będzie kolejna nowelizacja tych przepisów — tłumaczy Piotr Pełka.
Jak informuje Elżbieta Modzelewska-Wąchal, wiceprezes UOKiK odpowiedzialna za negocjacje w tym obszarze, z Brukseli popłynęło już wiele pozytywnych sygnałów.
— Przekazaliśmy szczegółową analizę dotyczącą inwestycji oraz wielkości pomocy w SSE. Dokument ten wykazał, że skala problemu jest dużo mniejsza niż początkowo zakładano — mówi Elżbieta Modzelewska-Wąchal.
Nie chcąc ujawnić liczby firm, które — według analizy — przekroczyły akceptowany przez Brukselę limit pomocy, Piotr Pełka podkreśla, że to właśnie od tego zależy, czy po uregulowaniu prawnym zasad działalności SSE Bruksela będzie nadal wysuwać zastrzeżenia. To jednak jest tajemnicą rozmów.
Nowe zasady, które mają być wprowadzone w Polsce po wejściu do Unii, pozwalają na udzielanie w najuboższych regionach pomocy w wysokości maksimum 50 proc. wielkości inwestycji netto. Jak podkreśla Piotr Pełka, liczba firm, które nie mieszczą się w limicie, nie jest jednak tak duża, jak spodziewano się wcześniej w Brukseli. Chodzi o kilka-kilkanaście podmiotów, które dzięki ulgom uzyskują wsparcie na poziomie 70 proc. kosztów inwestycji. To właśnie te przedsiębiorstwa odczują najbardziej zmiany po wejściu w życie unijnego prawa. Ze stratami muszą też liczyć się firmy z parku technologicznego w Krakowie. W systemie unijnym pomoc dla firm uzależniona jest od zamożności regionów. Polskie strefy położone są w obrębie tzw. jednostek NUTS1, czyli regionów najuboższych. Tymczasem krakowski park technologiczny leży w rejonie, który — zgodnie z unijnymi standardami — ma wyższą kategorię i z tego powodu wielkość dozwolonej pomocy utrzymywać się może w granicach 40 proc.