Wolta prezydenta Wiktora Janukowycza, który w zeszłym tygodniu zerwał rozmowy integracyjne z Unią Europejską, wpędza Ukrainę w największy kryzys polityczny od czasu pomarańczowej rewolucji w 2004 r. Kijowski majdan znowu zapełnił się setkami tysięcy Ukraińców protestujących przeciwko polityce rządu. Choć na dłuższą metę ten społeczny opór może przynieść pozytywne zmiany, czyli przywrócić dialog Ukrainy z UE, to w krótkim terminie jest poważnym zagrożeniem dla gospodarki państwa.

Szlaban na panikę
Niepokoje społeczne to problem dla ukraińskiego systemu bankowego. Aby uniknąć bankructw instytucji finansowych, Narodowy Bank Ukrainy (NBU) zamknął wczoraj obywatelom konta — do odwołania nie mogą wyciągać oszczędności z lokat.
— Ukraińcy, nauczeni przykrymi doświadczeniami historycznymi, w okresach niepokojów społecznych zwykle masowo wypłacają oszczędności z banków i kupują obce waluty — tłumaczy Serhij Jahnicz, analityk Ukrsibbanku. Podobna blokada depozytów została nałożona na banki już w 2004 r., po wybuchu pomarańczowej rewolucji (trwała 41 dni). Choć tym razem nastroje społeczne nie są jeszcze aż tak zaognione, jak dziewięć lat temu, to sytuacja finansowa Ukrainy jest bardziej niebezpieczna niż wówczas.
— W grudniu 2004 r. Ukraińcy mieli zgromadzone na depozytach zaledwie 4,6 mld USD, a rezerwy banku centralnego były ponaddwukrotnie większe, wynosiły 9,7 mld USD. Dzisiaj w bankach ulokowane jest aż 30,3 mld USD, tymczasem rezerwy NBU to tylko 20,6 mld USD, a więc pokrywają tylko 70 proc. depozytów — zaznacza Serhij Jahnicz.
W kasie pusto
Sytuacja finansowa Ukrainy już przed wybuchem kryzysu politycznego była napięta. NBU od kilku lat utrzymuje sztucznie zawyżoną wartość hrywny, przez co kurczą się jego rezerwy walutowe (za zgromadzone dewizy kupuje rodzimą walutę). Ponadto, Ukraina od lat nie może na dobre wyjść z kryzysu gospodarczego — przeżywa właśnie trzecią recesję od 2008 r.
Napięta jest też sytuacja fiskalna. Rząd utrzymuje wysoki deficyt sektora finansów publicznych (w 2013 r. około 3,6 proc. PKB), a ma utrudniony dostęp do rynków finansowych.
— Recesja oraz presja inflacyjna sprawiają, że deficyt budżetowy narasta i będzie narastał prawdopodobnie też w przyszłym roku, przed wyborami prezydenckimi. Aby pokryć potrzeby pożyczkowe, większość z emitowanych obligacji rządowych musi kupować ukraiński bank centralny — mówi Aleksandr Morozow, ekonomista HSBC na Rosję i kraje WNP.
W ramach szukania „oszczędności” budżetowych Ukraina poszła nawet na otwartą wojnę z firmami zagranicznymi. Zamiast wypłacać eksporterom — w dużej części polskim — zwrot należnego VAT, rząd wydaje im weksle, w których zobowiązuje się do dokonania płatności w przyszłości.
— Oczywiście chodzi o to, żeby tych pieniędzy nie wypłacić — mówi Zbigniew Ostrowski z Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. Teraz sytuacja fiskalna Ukrainy i tamtejszych banków będzie jeszcze bardziej napięta.
— Spodziewamy się, że rynkowe stopy procentowe osiągną za chwilę dwucyfrowy poziom wobec obecnych 4,3 proc. dla transakcji jednodniowych i 7 proc. dla jednomiesięcznych — mówi Serhij Jahnicz.
Rząd będzie przez to musiał jeszcze więcej płacić za obsługę długu publicznego, więc dziura w budżecie się powiększy, a banki jeszcze przez miesiące, a może i lata nie będą w stanie namówić obywateli do powierzania im swoich oszczędności. Oznacza to, że Ukrainę czeka dalszy spadek akcji kredytowej i prawdopodobnie jeszcze głębsza recesja.