No i proszę, jak to się wszystko pięknie poukładało. Jednego dnia sprzedaż FSO ukraińskiemu Awto-ZAZ. Drugiego dnia przełomowa decyzja o wejściu Donbasu do Huty Częstochowa w roli inwestora. Wokół tego fala informacji o pomniejszych inwestycjach, jak choćby o charkowskim Antonowie wchodzącym do firmy mającej stworzyć sieć krajowych połączeń lotniczych. I wreszcie trzeciego dnia spotkanie dwóch prezydentów podczas polsko-ukraińskiego forum gospodarczego, uprzejmości, uroczystości i w ogóle high life. Nie ma co — pełna przyjaźń i współpraca, a do tego jeszcze wzajemna pomoc gospodarcza. Jak w słodkim śnie towarzysza Gomułki.
Łatwo podśmiewywać się z takiej zbieżności faktów w czasie, ale tym razem żarty są nie na miejscu. Zbliżenie polsko-ukraińskie, zainicjowane politycznie podczas pomarańczowej rewolucji w Kijowie, ewoluuje w naturalny sposób, czyli przenosi swój punkt ciężkości na gospodarkę. To dobrze wróży przyszłym relacjom, gdyż przykładów dekretowanej „przyjaźni”, która sprowadzała się do ceremonialnych spotkań na szczycie, znamy aż nadto.
Każda ze wspomnianych transakcji jest obiecująca, ale powodzenie żadnej nie jest jeszcze przesądzone. Wejście Zaporożca do FSO to układ typu „wiódł ślepy kulawego” (ale ślepi i kulawi też mają prawo do życia). Donbas nie może być jeszcze na 100 procent pewny przejęcia częstochowskiej huty, a o tym, co z nią później zrobi, naprawdę niewiele wiadomo. Ale — pierwsze koty za płoty.
Największą przeszkodą przed inwestycjami na Ukrainie jest z kolei brak informacji o panujących tam warunkach. Tak zwana wieść gminna nie jest Ukrainie zbyt przychylna. Przedsiębiorcy, którzy już znają tamtejsze realia, narzekają na samowolę władz niższych szczebli, dość powszechną apatię i niską jakość pracy. Problemem jest wciąż samo sforsowanie granicy; ukraińscy pogranicznicy niechętnie żegnają się z poczuciem wszechmocy i płynącymi stąd zupełnie wymiernymi korzyściami. Fakt, że prawo ukraińskie, w tym gospodarcze, jest w swoim ogólnym wyrazie bardzo liberalne, niewiele znaczy wobec obstrukcji szeregowych urzędników.
Można więc uspokoić polityków, że nie muszą oddawać steru przedsiębiorcom w sprawach rozwoju stosunków z Ukrainą. Zostało im jeszcze bardzo wiele do zrobienia.