Jeszcze w 2004 roku, kiedy wstępowaliśmy do Unii Europejskiej za hrywnę należało zapłacić 70 groszy. Pod koniec 2007 roku, kiedy nasza granica stawała się granicą strefy Shengen hrywna warta była już 20 groszy mniej. Kiedy wspólnie organizowaliśmy EURO 2012, straciła kolejne 10 gr. W czasie protestów na Majdanie w lutym 2014 roku hrywna była już warta tylko 25 groszy, ale to jeszcze nie koniec spadków, bo obecnie można ją kupić za zaledwie 16 groszy.

W długim terminie to właśnie kurs waluty jest najlepszym barometrem gospodarki, a ten jeśli chodzi o hrywnę utrzymuje tendencję spadkową od nieco ponad dekady. Deprecjacja waluty krajowej powoduje wzrost kosztu obsługi długu zagranicznego, a ten w przypadku ukraińskiego sektora finansów publicznych wynosi ok. 100 proc. PKB. W ciągu ostatnich 14 miesięcy ukraińska waluta straciła w stosunku do dolara 67 proc. na wartości, co w połączeniu z inflacją wynoszącą 25 proc. uczyniło ją walutą z najgorszymi wynikami.
Jak podaje The Economist ukraiński rząd tnie wydatki wszędzie gdzie tylko może – w edukacji, ochronie zdrowia i urzędach. Zmieniono także plan emerytalny, tak, aby waloryzacja rent i emerytur postępowała w wolniejszym tempie. W sumie wydatki w pierwszym kwartale były o 17 proc. niższe niż rok wcześniej.
Rząd stara się również wprowadzać reformy, zwłaszcza w Neftogazie, największym krajowym przedsiębiorstwie sektora energetycznego, rozbijając go na cztery spółki zajmujące się produkcją, transportem i przechowywaniem energii, a także zaopatrywaniem w nią. Rząd stara się walczyć także z korupcją, jednak walka ta przypomina bardziej zmagania z hydrą.
A jak ukraińskie życie z rosnącymi cenami wygląda w rzeczywistości? Otóż pensja minimalna na Ukrainie to 1218 UAH, czyli ok. 220 zł. Za tę kwotę można kupić tam np. 12 posiłków w biznesowej restauracji, czy 10 podwójnych biletów do kina. Za całą tę kwotę można wynająć też pokój, ale tylko w mniejszej miejscowości.
W Sławutyczu, niewielkim miasteczku na północ od Kijowa kasjer w sklepie zarabia 1500 UAH. Pracownik fizyczny dostaje 2500 UAH i jeszcze tysiąc jeżeli pracuje w niebezpiecznych warunkach np. przy elektrowni w Czarnobylu. 3500 UAH to 630 zł i zarazem dość wysoka pensja na prowincji.
- Tym, którzy pracują przy elektrowni państwo sponsoruje mieszkania i daje dodatki do pensji, tylko wtedy można jakoś przeżyć. Inaczej to zwykła, trudna egzystencja – mówi mi robotnik budujący Arkę przy czarnobylskiej elektrowni.
W sklepie bułki z nadzieniem są po 6 UAH (1,1 zł), chleb to 8 UAH (1,4 zł), 10 jajek kosztuje 16 UAH (2,8 zł), a litr mleka 10 UAH (1,8 zł). Za kg wędliny na kanapki trzeba zapłacić 100 UAH (17 zł), a za ryby prawie dwa razy mniej. Jest więc taniej niż w Polsce, ale nie tak bardzo jak wynikałoby to z dysproporcji cen. Są także produkty droższe, jak np. kawa czy pomidory (niewiele), ale i tradycyjnie śmiesznie tanie: półlitrowe piwo można dostać za równowartość bułki, 0,7 l wódki za 40 UAH (7 zł), a paczkę markowych papierosów za połowę tego.
Ceny są nieco wyższe w Kijowie, gdzie płace także rosną. Trzeba jednak przyznać, że wojna z Rosją wpłynęła nie tylko na bezpośrednie straty gospodarcze, a również pośrednio na każdego obywatela, który na koniec miesiąca musi zapłacić rachunki. Zarabia się bowiem o wiele mniej niż w Polsce, a ceny są tylko nieco niższe. Znamienne jest także, że Ukraińcy marzą o wyjeździe na Zachód, a dla wielu tym Zachodem jest właśnie Polska.