Polscy przedsiębiorcy ze szczególną uwagą przyglądają się rozwojowi sytuacji na Ukrainie. I nie powoduje nimi zwykła ciekawość, ale troska o własne interesy. Brak powszechnie oczekiwanych zmian, zatrzymanie postępującej demokratyzacji tego kraju (a takie ryzyko realnie przecież istnieje) może zaowocować istotnym ograniczeniem kontaktów handlowych z Polską. Scenariusz białoruski wydaje się zupełnie nierealny, ale nawet przy utrzymaniu rynkowych zasad wymiany, współpracy, istotnie może wzrosnąć ryzyko związane z inwestycjami. Wymiana handlowa między Polską a Ukrainą to z jednej strony eksport i import (przede wszystkim surowce) — i ta część jest mniej zagrożona, ale bardzo istotną pozycją jest kooperacja, wytwarzanie produktów czy półproduktów przez nasze firmy na Ukrainie. W razie rozwoju sytuacji w kierunku innym niż oczekiwany, nasi inwestorzy będą musieli jeszcze raz przeanalizować swoją strategię. W kraju demokratycznym gwarancje rządowe nie są potrzebne, gdy demokracja nie działa, rośnie ryzyko biznesowe — pojawiają się znaki zapytania.
Rozwój sytuacji w kierunku oczekiwanym przez świat też nie jest pozbawiony ryzyka, szczególnie w krótkim okresie. Jest to związane nie tylko z postawą Rosji, która może próbować wyhamować pewne procesy gospodarcze. Ogromne znaczenie ma także postawa całej Unii Europejskiej, która musi przyjąć na siebie rolę gospodarczego gwaranta ukraińskich przemian.
Marek Zuber główny ekonomista TMS