Sytuacja ta zmusiła sojuszników Ukrainy do intensywnego poszukiwania nowych źródeł amunicji na całym świecie, aby zapewnić ciągłość dostaw. Mimo że wysiłki te stopniowo nabierają tempa, nie ma pewności, czy szybko uda się zdobyć wystarczająco dużo amunicji, aby zachować stabilność na froncie.
Siły rosyjskie wystrzeliwują obecnie siedem razy więcej pocisków niż ich przeciwnicy, co jest ponad dwukrotnym wzrostem w stosunku do stycznia.
Postępy Rosji na froncie będą oznaczały konieczność większych wydatków na obronę przez NATO
Mimo że zachodni liderzy coraz bardziej zdają sobie sprawę z konsekwencji opóźnień, nadal występują braki w amunicji. Są oni świadomi, że obrona terenów należących do NATO będzie wymagała większych wydatków, jeśli Rosja osiągnie znaczące sukcesy na terytorium Ukrainy.
Z tego powodu europejscy sojusznicy Ukrainy szukają amunicji na całym świecie. Czechy prowadzą jedną z takich inicjatyw, a podobne wysiłki są przygotowywane przez Estonię.
W ostatni czwartek Zełenski wyraził w "Washington Post" obawę, że bez niezbędnego wsparcia, ukraińskie siły zbrojne mogą być zmuszone do wycofania się, tracąc zdobyte tereny na rzecz Rosji. To z kolei mogłoby umożliwić Putinowi skierowanie działań wojennych na większe miasta Ukrainy.
Ukraińskie siły opierają się rosyjskim postępom, kopiąc okopy i wznosząc bariery, aby umocnić linię frontu o długości 2 tys. kilometrów. Przenoszą również walkę na nowe tereny. W ciągu ostatniego miesiąca Ukraina zaatakowała ponad tuzin rafinerii ropy w Rosji za pomocą dronów wyposażonych w materiały wybuchowe.
