Po fiasku planu blitzkriegu i obsadzenia w Kijowie wasalnego rządu, Władimir Putin zadowala się trwałym zagarnięciem czterech ukraińskich obwodów. Imiennik cara Kremla po stronie ukraińskiej, Wołodymyr Zełenski, kolejny raz ogłosił zwycięstwo moralne. Zachodni świat kolejny raz potwierdził taką ocenę, tym razem wprost z Kijowa, gdzie odbyło się coś na kształt szczytu G7. Włoska premier Giorgia Meloni, sprawująca rotacyjne przewodnictwo grupy potentatów, postanowiła w taki sposób zaistnieć. Ze składu G7 towarzyszył jej tylko Justin Trudeau, premier Kanady, pozostali włączyli się z ekranów. Osobiście uczestniczyła natomiast Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej oraz Alexander De Croo, premier Belgii, przewodzącej w tym półroczu Radzie UE. Podróżując przez Polskę, zachodni politycy wpisali do kalendarzy również rozmowy w Warszawie. G7 przyjęła górnolotną deklarację poparcia Ukrainy. Niestety, postępuje rozwieranie się nożyc czasowych, ponieważ krwawiące państwo potrzebuje np. amunicji artyleryjskiej natychmiast, natomiast realnie może na nią liczyć dopiero w odległej perspektywie.
Nowym wątkiem rocznicy stał się konflikt unijno-ukraiński na stykach gospodarczych. W związku z blokadą Morza Czarnego uruchomiony został eksport ukraińskich produktów rolnych przez m.in. Polskę. Szybko okazało się, że pazerny biznes idzie po linii najmniejszych kosztów i znaczną część niby tranzytu zostawia u nas. Rozlewający się konflikt skutkuje blokowaniem przez polskich rolników przejść granicznych. Uczestnicy szczytu G7 podróżowali z Przemyśla do Kijowa nocnym pociągiem. Ursula von der Leyen przekraczała granicę kolejowym przejściem Medyka/Mościska, a o rzut beretem trwała/trwa blokada przejścia drogowego Medyka/Szeginie. Aż się prosiło, żeby z Przemyśla choć na krótko zajrzała na blokadę i usłyszała, co zdeterminowani rolnicy myślą np. o Europejskim Zielonym Ładzie. Niestety, w tak brutalnym, wręcz frontalnym ujęciu ten problem nigdy nie znajdzie się w agendzie eurokracji.

