Ukraiński górnik pofedruje w Polsce

W kopalniach pojawiają się górnicy ze Wschodu. To pojedyncze przypadki, ale trend jest wzrostowy

O braku rąk do pracy słychać w Polsce w każdej branży. GUS opublikował wyniki ankiety, według której największe trudności przedsiębiorcy wiążą dziś z kosztami zatrudnienia (61,8 proc. wskazań). GUS wskazuje też, że od połowy 2013 r. zwiększa się znaczenie bariery związanej z niedoborem wykwalifikowanych pracowników, a szczególnie intensywnie od czerwca 2016 r. Górnictwa ten trend nie omija, mimo że jeszcze niedawno największe państwowe firmy z tej branży stały na krawędzi. Ceny węgla na świecie jednak wzrosły, nadpodaż znikła, a popyt przekracza podaż. Tylko fedrować.

KIM FEDROWAĆ?:
Zobacz więcej

KIM FEDROWAĆ?:

Węgiel na świecie drożeje, popyt na surowiec krajowy rośnie, a kopalnie wróciły do inwestowania. Tylko do rąk do pracy brakuje. Firmy zaczynają spoglądać w kierunku Ukrainy. Bloomberg

Sposób „na firmę”

W kopalniach Polskiej Grupy Górniczej (PGG), największej firmy górniczej w Polsce, kilku Ukraińców pracuje już pod ziemią, ale — jak wynika z relacji naszych rozmówców — zatrudnia ich firma zewnętrzna, współpracująca z PGG.

— PGG nie zatrudnia i na razie nie zamierza zatrudniać obcokrajowców. Bazujemy na absolwentach szkół średnich, z którymi mamy umowy o współpracy — mówi Tomasz Głogowski, rzecznik PGG. Przyznaje jednak, że słyszał o nielicznych Ukraińcach w kopalniach PGG przysyłanych przez ekipy zewnętrzne. Grupa nie prowadzi jednak statystyk, koncentruje się raczej na ocenie kwalifikacji i uprawnień pracowników, których wpuszcza pod ziemię.

— Pojawiają się, w firmach zewnętrznych — potwierdza pytany o zagranicznych górników Daniel Ozon, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Ukraińców nie zatrudnia lubelska Bogdanka, mimo bliskości wschodniej granicy. Nasi rozmówcy z tej firmy wyjaśniają, że powodem są wynagrodzenia w Bogdance, które wyróżniają się na tle wynagrodzeń w innych firmach w regionie. Nasi rozmówcy przekonują też, że górników zza wschodniej granicy nie ma nawet w ekipach zewnętrznych, które pracują na terenie Bogdanki. Ale jeśli tacy pracownicy w końcu się pojawią, to najprędzej właśnie w tych firmach. Wynagrodzenia są tam niższe, więc pracownicy częściej odchodzą.

— Brakuje rąk do pracy, a taniej jest zatrudnić zewnętrzną firmę, niż wysłać własnych pracowników. Różnica w wypłacie to czasem nawet 1000 zł, a firm górniczych i tak przybywa — mówi jeden z naszych rozmówców z PGG.

Język musi być

Rąk do pracy brakuje też w największej prywatnej kopalni w Polsce, czyli w czeskiej PG Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. Prywatnemu kuszenie górnika idzie trudniej niż państwowemu — kopalnia pracuje siedem dni w tygodniu, a nagrody zależą od wyników.

— Chcemy zatrudniać, ale Polaków. Potrzebujemy pracowników wykwalifikowanych i znających język, co ma znaczenie dla standardów bezpieczeństwa. Dlatego pewne nadzieje wiążemy z polskimi górnikami pracującymi w wygaszanych kopalniach czeskiej firmy OKD — mówi Michal Herman, prezes PG Silesia.

— Górnik musi zrozumieć komendy dyspozytora, np. pierwsza w prawo, ucieczka. Górnicy muszą być komunikatywni w języku polskim — podkreśla jeden z naszych rozmówców z sektora państwowego. Na znajomość języka i bezpieczeństwo uwagę zwraca też Jan Chojnacki, właściciel małej kopalni Siltech z Zabrza.

— Porozumiewanie się na dole, po polsku, jest bardzo ważne. W przypadku Ukraińca wystarczy jednak miesiąc nauki — uważa Jan Chojnacki. Siltech jeszcze Ukraińców nie zatrudnia, ale nosi się z takim zamiarem. Rozmawia już z firmami wyspecjalizowanymi w rekrutacji takich pracowników. W sierpniu śląskie media donosiły, że czterech Ukraińców fedruje w małej prywatnej kopalni Ekoplus w Bytomiu. Nie udało nam się uzyskać potwierdzenia tej informacji.

Dalej, na Zachód

— Stopniowo ta tendencja będzie pewnie się nasilać. Szczególnie jeśli konflikt na Ukrainie będzie się utrzymywał — uważa Daniel Ozon. Konflikt wypchnął za granicę górników, którzy pracowali w kopalniach w Donbasie. Do Polski przyjeżdżają też jednak górnicy pracujący w kopalniach zachodniej Ukrainy, które prowadzą niewielkie wydobycie. Jadą za chlebem, podobnie jak pracownicy z innych branż. W Polsce zajmują się najprostszymi pracami górniczymi.

— Jadą nawet dalej. Mieliśmy ostatnio taką sytuację: daliśmy zgodę firmie zewnętrznej na zatrudnienie kilkunastu górników z Ukrainy. Przyjechali, ale pracy nie podjęli. Pojechali na Zachód — mówi menedżer jednej z państwowych firm.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ukraiński górnik pofedruje w Polsce