Ukraiński pracownik nie jest konkurencją

opublikowano: 25-10-2017, 22:00

Polacy nie czują się zagrożeni migracją pracowników ze Wschodu, bo mają pierwszeństwo w zatrudnieniu, a Ukraińców puszczają przodem na własne życzenie

Przybysze z Ukrainy obejmują z reguły stanowiska, którymi Polacy nie są zainteresowani. To dlatego 88 proc. polskich pracowników nie obawia się, że Ukraińcy mogą odebrać im pracę — wynika z pierwszej edycji raportu Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej”.

— Zatrudnienie Polaków i Ukraińców ma generalnie komplementarny, a nie substytucyjny charakter. Brak obcokrajowców najczęściej nie oznaczałby, że w ich miejsce pojawiliby się polscy pracownicy. Zamiast tego te miejsca pracy pozostawałyby wolne, ze szkodą dla nas wszystkich — mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Pracodawcy RP.

— Firma w pierwszej kolejności zatrudni Polaka, ale ze względu na brak chętnych musi sięgać po zasoby zza granicy — dodaje Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service.

Uzasadnione pierwszeństwo

Kolejność preferencji nie jest przypadkowa. O niższej atrakcyjności ukraińskiego pracownika decyduje przede wszystkim to, że jego zatrudnienie wiąże się z dodatkowymi trudnościami. Z badania Personnel Service wynika, że największą barierą w rekrutacji obywateli z Ukrainy są formalności administracyjne (36 proc. wskazań). Co czwarta firma przyznaje, że utrudnieniem jest bariera językowa, a dla co piątej jest to maksymalny (do niedawna 6-, a obecnie 9-miesięczny) okres pracy w ciągu roku.

Ostatnia przeszkoda wynika bezpośrednio z krótkoterminowego charakteru zatrudnienia, do którego uprawnia tzw. oświadczenie pracodawcy o zamiarze zaoferowania pracy cudzoziemcowi. To procedura uproszczona, która pozwala wykonywać pracę w Polsce bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę i jest stosowana nagminnie (z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w pierwszym półroczu 2017 zarejestrowano 905 tys. oświadczeń o zamiarze zaoferowania pracy Ukraińcowi, podczas gdy liczba zezwoleń na pracę wyniosła 91 tys.).

Potrzeba asymilacji

Nowe przepisy dotyczące pracowników sezonowych, które weszły w życie od 1 września, przedłużają co prawda pobyt z sześciu do dziewięciu miesięcy, ale zdaniem ekspertów, to ciągle za mało. — Potrzebujemy tych pracowników na stałe. Odejście od zatrudnienia tymczasowego w obliczu wprowadzonej niedawno obniżki wieku emerytalnego czy dyskusji o niedofinansowaniu służby zdrowia jest szczególnie istotne. Potrzebne są zmiany w prawie, które skłoniłyby do zatrudniania w formach, które wiążą się z opłacaniem składek — twierdzi Łukasz Kozłowski.

Z badania Personnel Service można wnosić, że takie rozwiązania spotkałyby się ze społeczną akceptacją. Ponad połowa pracowników określa swój stosunek do zatrudnionych w Polsce Ukraińców jako neutralny, 41 proc. jest do nich nastawiona pozytywnie, a negatywnie jedynie 7 proc. W ramach ostatniej grupy największy odsetek stanowią osoby w wieku 18-34 lata oraz te, które posiadają jedynie wykształcenie podstawowe.

Spór o płace

Polscy pracownicy o niskich kwalifikacjach i zarabiający najmniej są także tymi, którzy zgłaszają największe obawy, że napływ pracowników z Ukrainy hamuje wzrost płac. Odsetek osób, które podpisują się pod tym stwierdzeniem, dla całej próby wyniósł 42 proc. W hamowanie podwyżek wynagrodzeń za sprawą napływu obywateli z Ukrainy nie wierzy dokładnie połowa respondentów, a 8 proc. nie ma zdania na ten temat. Podział zdań wynika z trudności w jednoznacznym określeniu wpływu ukraińskich pracowników na wysokość płac w naszej gospodarce.

Z jednej strony, ich napływ ogranicza braki w podaży pracy, czyli teoretycznie zmniejsza skłonność pracodawców do oferowania wyższych stawek. Z drugiej, wynagrodzenia Ukraińców rosną, podobnie jak nasze (z danych GUS wynika, że we wrześniu przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 4473,06 zł, co oznacza wzrost o 6 proc. r/r).

— W porównaniu z ubiegłym rokiem minimalne wynagrodzenie dla ukraińskiego pracownika wzrosło o 10-20 proc. Ciężko więc mówić o hamowaniu presji płacowej w polskiej gospodarce na skutek napływu pracowników z Ukrainy — twierdzi Krzysztof Inglot. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Ukraiński pracownik nie jest konkurencją