Nasilają się problemy polskich firm na wschodnich rynkach. Niedawno Główny Urząd Statystyczny informował, że polskim firmom mocno spada eksport na Ukrainę. W styczniu i lutym nasza sprzedaż na tym rynku była o 12 proc. mniejsza niż w analogicznym okresie ubiegłego roku — o tyle mniej polskich towarów przewożonych było przez granicę. Okazuje się jednak, że spadek zamówień to niejedyny problem naszych firm. Ich straty powiększają problemy ukraińskich kontrahentów z zapłatą za zamówione towary. Jak wynika z danych Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE), zaległości finansowe wobec polskich eksporterów rosną na Ukrainie w zastraszającym tempie.



Kryzys płynności
KUKE to rządowa agencja, której zadaniem jest m.in. ubezpieczanie polskim eksporterom transakcji na rynkach wschodnich. Firma, która zdobyła takie ubezpieczenie, może zwrócić się do KUKE o pomoc, jeśli zrealizowała zamówienie, a jej zagraniczny wierzyciel nie opłacił wysłanej faktury. W ramach ubezpieczenia KUKE przejmuje windykację takiej należności. Wartość zaległych płatności w ostatnich miesiącach wzrosła kilkakrotnie. Jeszcze do listopada 2013 r. kwota, którą windykowała KUKE, wynosiła 6,5-7 mln zł. W ciągu czterech miesięcy — na koniec marca 2014 r. — wzrosła do 30 mln zł.
— Przyrost zaległości ukraińskich firm wobec polskich eksporterów jest bardzo niepokojący. Po naszym portfelu wyraźnie widać, że w wyniku wydarzeń na Ukrainie w ostatnich miesiącach tzw. moralność płatnicza na tym rynku gwałtownie się pogorszyła — mówi Dariusz Poniewierka, prezes KUKE.
Przez cały ubiegły rok do KUKE zgłosiło się 61 polskich firm z prośbą o przejęcie windykacji wobec firm na Ukrainie, co dawało średnio po pięć takich przypadków miesięcznie. W pierwszych trzech miesiącach 2014 r. takich próśb było już 82, czyli średnio 27 na miesiąc. Na rynku rosyjskim polskie firmy również mają problemy z zaległymi płatnościami,ale zjawisko to nie nasila się aż tak gwałtownie.
Wartość kwot windykowanych przez KUKE od rosyjskich firm mocno wzrosła pod koniec ubiegłego roku, ale od tego czasu utrzymuje się na stabilnym poziomie. Ponadto, zaległe płatności na tym rynku są sporo mniejsze niż na Ukrainie. Na koniec marca KUKE miała w Rosji do odzyskania wierzytelności na kwotę 20 mln zł. Tymczasem portfel KUKE w Rosji jest prawie o połowę większy niż na Ukrainie.
— Koniunktura gospodarcza w Rosji w ostatnich kwartałach była dość słaba, przez co stopniowo pogarszała się moralność płatnicza. Nie jest to jeszcze tak silne zjawisko jak na Ukrainie, ale również niepokojące. Bacznie się temu przyglądamy — mówi Dariusz Poniewierka.
Dlatego KUKE ogranicza działalność ubezpieczeniową na tych rynkach. Od początku kwietnia polskim eksporterom znacznie trudniej jest zdobyć umowę na ubezpieczenie transakcji na Ukrainie i w Rosji.
— Nasz portfel tych instrumentów uległ pogorszeniu, więc musimy reagować. Ponieważ ryzyko wzrosło, dość istotnie podnieśliśmy wymagania wobec klientów. Teraz ukraińscy i rosyjscy kontrahenci polskich firm muszą wykazać się znacznie większą stabilnością finansową niż wcześniej — tłumaczy Dariusz Poniewierka.
Polityka psuje biznes
Rosnące problemy ukraińskich i rosyjskich firm z realizowaniem zobowiązań finansowych to przede wszystkim skutek pogarszającej się koniunktury gospodarczej. W minionym roku Ukraina była pogrążona w lekkiej recesji i pod koniec roku zaczęła z niej wychodzić. Przez zamieszki w Kijowie, a następnie konflikt z Rosją Ukraina prawdopodobnie znowu weszła w recesję, w dodatku znacznie głębszą niż dotychczasowa. Jak głęboką? Rząd w Kijowie prognozuje „spadek PKB o co najmniej 3 proc. w 2014 r.”, jednak niepewność jest tak wielka, że trudno mówić o konkretnych liczbach.
— Gospodarka Ukrainy jest obecnie zawieszona między oczekiwaną pomocą finansową ze strony Zachodu a realnymi sankcjami ze strony Rosji. Te dwa czynniki będę decydowały o koniunkturze — mówi Arkadiusz Sarna, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich. W Rosji sytuacja jest nieco lepsza, ale również nie napawa optymizmem. Wzrost gospodarczy w ubiegłym roku spowolnił do 1 proc. wobec 3-5 proc. odnotowywanych w poprzednich trzech latach. W bieżącym roku gospodarka miała doświadczyć ożywienia, jednak wobec odpływu kapitału to dziś mało prawdopodobne. — Zrewidowaliśmy naszą prognozę na 2014 r. z 2 proc. do 0,6 proc. Spodziewaliśmy się pewnego ożywienia inwestycji i popytu zagranicznego, jednak oczekiwania te zostały podważone przez rosnące ryzyko geopolityczne w regionie, a także słabnący popyt z Chin — tłumaczy Alexander Morozov, ekonomista HSBC.
OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Trzeba być ostrożnym
LECH GABRIELCZAK
dyrektor ds. eksportu Grupy Atlas
Płatności za zrealizowane zlecenia to spory problem na Ukrainie. Mamy na tym rynku własną spółkę dystrybucyjną. Widząc, jaka jest sytuacja, prowadzi ona ostatnio wyjątkowo ostrożną politykę finansową. Sprzedaje głównie zaufanym klientom, często wymaga przedpłaty, udziela bardzo niewielkich limitów kredytowych. Tylko dzięki temu, że mamy tak ostrożne podejście w tym obszarze, nie mamy większych problemów z egzekwowaniem należności. Na innych rynkach, na których jesteśmy obecni, nie widzimy, aby problem zatorów płatniczych się nasilił.
Polacy chcą pomocy dla eksporterów
Ukraiński kryzys sporo kosztuje polskich eksporterów. Spada sprzedaż zarówno na Ukrainę, jak i do Rosji. Jak szacuje Związek Polskie Mięso, tylko przez rosyjskie embargo na polską wieprzowinę nasze firmy tracą około 10 mln zł dziennie. Ciężkie położenie eksporterów budzi współczucie Polaków. Jak wynika z sondażu Grupy IQS dla „PB”, aż 68 proc. naszych obywateli uważa, że rząd powinien finansowo pomóc firmom, które odnotowują spadek sprzedaży na wschodnich rynkach. Tylko co trzeci mieszkaniec Polski (32 proc.) jest przeciwnego zdania — uważa, że przedsiębiorcy powinni ponieść skutki ryzyka biznesowego, jakie podjęli.