Uliczny dialog społeczny

Jacek Zalewski
01-09-2008, 00:00

Piątkową manifestacją Solidarności merytorycznie zajęliśmy się w numerze poprzednim, którego okładkę przypominamy. Pochód przeszedł do kronik, ale do historii przez duże H raczej nie. To wszystko już było — paraliż Warszawy, petardy, rymowane hasła etc. Standardem był również dementowany przez działaczy związkowych, ale oczywisty wydźwięk polityczny — przecież Solidarność nigdy nie ruszyłaby na rząd PiS, podobnie jak OPZZ nie uderzyłoby w rząd SLD. Ekipa PO-PSL ma pecha, bo musi nadstawiać oba policzki. Tylko patrzeć, jak natrą wojska OPZZ — a co to, my gorsi?

Rekord manifestacyjnej głupoty w piątek nie padł, bo jest wyśrubowany — sześć lat temu ustanowiło go OPZZ najściem na NBP pod hasłem „Nieugięta Banda Palantów”. Kuriozalność owej bitwy o stopy procentowe polegała na tym, że patronował jej… premier Leszek Miller. Z kolei najbardziej burzliwe, ale i najskuteczniejsze okazało się górnicze natarcie na Sejm trzy lata temu, gdy w oparach gazów łzawiących uchwalona została specustawa emerytalną. Manifestacja piątkowa była kontynuacją tamtej, jako że jej lejtmotywem również były wcześniejsze emerytury. I podobnie zakończyła się zapowiedzią „jeszcze wrócimy”. Oby pod jej wpływem i tak już zredukowane rządowe plany ogarnięcia emerytalnego bezhołowia nie trafiły do kosza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Uliczny dialog społeczny