Umowy Tauronu porwał wiatr

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-03-20 00:00

Nowy ruch w wiatrowej partii szachów. Spółka należąca do grupy energetycznej z południa wypowiedziała umowy farmom. Będzie wojna o odszkodowania.

Potyczki prawne Tauronu, a konkretnie jego spółki zależnej Polska Energia — Pierwsza Kompania Handlowa (PKH), z kontrahentami z sektora wiatrowego trwają od połowy zeszłego roku. Przedwczoraj, czyli w środę, PKH wykonała kolejny ruch — wypowiedziała dwunastu kontrahentom z branży wiatrowej umowy, na podstawie których kupuje od nich energię elektryczną oraz świadectwa pochodzenia (czyli tzw. zielone certyfikaty).

Bloomberg

„Nie ma podstaw”

— Nie widziałem jeszcze pisma, ale spodziewaliśmy się takiego ruchu. To kontynuacja planu zerwania kontraktów uruchomionego [przez grupę Tauronu — red.] w lipcu ubiegłego roku. Podjęto wówczas próbę likwidacji PKH, a nawet ogłoszenia jej upadłości. Okazało się to trudne, więc teraz próbuje się innej metody. Oświadczam, że nie ma żadnych podstaw prawnych do wypowiedzenia umów, gdyż rzetelnie wykonujemy nasze zobowiązania — mówi Tomasz Podgajniak, prezes grupy Enerco, która jest kontrahentem PKH. Nie udało nam się skontaktować z pozostałymi kontrahentami, m.in. Polenergią kontrolowaną przez Jana Kulczyka.

Do tej pory inwestorzy przedstawiali jednak podobne stanowiska. Przypomnijmy początki konfliktu. Kilka lat temu właściciele farm wiatrowych podpisywali z PKH 15-letnie umowy na sprzedaż energii wiatrowej i tzw. zielonych certyfikatów. Tylko w przypadku Polenergii zawarte w grudniu 2009 r. kontrakty warte były 867,3 mln zł, a łączna ich wartość to około 4 mld zł. Umowy były fundamentem stabilności finansowej farm wiatrowych. Wytwórcy prądu zgodzili się, by ceny w nich uzgodnione były niższe o 15-20 proc. od ówczesnych rynkowych, w zamian gwarantując sobie, że nie będą się zmieniać przez 15 lat. Na początku biznes przynosił Tauronowi spore korzyści, ale od 2012 r. ceny prądu i certyfikatów zaczęły znacząco spadać. I dlatego, zdaniem szefów Polenergii, Enerco-INV Energy oraz In.ventusa (te firmy oficjalnie słały protesty do ministra skarbu, nadzorującego Tauron), państwowy gigant zaczął bawić się w podchody. Nie mogąc wypowiedzieć umów, próbował zlikwidować lub przeprowadzić upadłość PKH. Spółka jest teraz w likwidacji, ale procedury nie można dokończyć, póki firma ma kontrahentów. Stąd wypowiedzenie umów.

Słowa przeciw słowom

— Podejmiemy kroki sądowe, by zabezpieczyć nasze interesy albo uzyskać odpowiednie odszkodowanie — deklaruje Tomasz Podgajniak.

Można przypuszczać, że inwestorzy będą się bronić przed zerwaniem umów, argumentując, że można to zrobić tylko wtedy, gdy któraś ze stron naruszy warunki. A do tego, zdaje się, nie doszło. Z komunikatu prasowego PKH można jednak wnioskować (choć nie wprost), że spółka będzie odwoływała się do zmian otoczenia prawnego w związku z uchwaleniem nowej ustawy o OZE.

„We wszystkich umowach długoterminowych zawartych przez spółkę znajdowały się klauzule uwzględniające wpisany w naturę rynku świadectw pochodzenia wpływ zmian prawa na warunki umów długoterminowych. Nie budzi wątpliwości, że w trakcie obowiązywania umów doszło do istotnej zmiany otoczenia prawnego” — głosi komunikat PKH.

Firma skarży się, że „kontrahenci konsekwentnie negowali wystąpienie przesłanek uzasadniających podjęcie w dobrej wierze renegocjacji umów”, a na dodatek wywierali presję „w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami”. Inwestorzy tymczasem przekonują, że byli gotowi rozmawiać.

Będzie mniej stabilnie

Jak sobie poradzą przedsiębiorcy wiatrowi, skoro prawdopodobnie w ciągu 30 dni stracą stabilne źródło przychodów, a ewentualne uzyskanie odszkodowania to proces na lata? — Będziemy sprzedawać energię i świadectwa na rynku. Zaowocuje to bez wątpienia mniejszą przewidywalnością przychodów niż dotychczas — przyznaje Tomasz Podgajniak. Gorzej, że szef Enerco obawia się podobnego zagrożenia ze strony pozostałych państwowych grup energetycznych. Nie podaje konkretnych nazw, ale warto przypomnieć, że największą ekspozycję na branżę OZE ma gdańska Energa.

— Cała akcja [PKH — red.] wydaje się elementem skoordynowanych działań państwowych firm energetycznych, które od pewnego czasu próbują rozwiązywać analogiczne umowy z niezależnymi wytwórcami energii — twierdzi Tomasz Podgajniak. © Ⓟ

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 20 listopada 2014 r.

Już w listopadzie pisaliśmy w „PB”, że inwestorzy farm wiatrowych czują się oszukani przez Tauron. Grozili energetycznemu gigantowi i skarbowi państwa roszczeniami wartymi miliardy złotych. Walka trwa.