Polska i przyszli członkowie dostaną tylko część nowego dofinansowania m.in. do masła i mleka w proszku. To skandal!
Ministrowie spraw zagranicznych Unii Europejskiej ostatecznie zdecydowali, że nowe dopłaty do produkcji masła, mleka w proszku, roślin energetycznych i orzechów będą wprowadzane w nowych państwach członkowskich, w tym w Polsce, stopniowo. Oznacza to, że Unia narzuca przyszłym członkom mechanizm dochodzenia do pełnych dopłat w corocznym układzie 30, 35, 40, 50, 60, 70, 80, 90 proc. także dla nowych instrumentów pomocy.
Erozja zasad
— To ewidentna dyskryminacja, która upośledza krajową branżę producentów i przetwórców mleka i znacząco pomniejsza nasze zdolności konkurencyjne. Gdzie podziały się te szlachetne zasady, leżące u podstaw jednolitego rynku? — ironizuje Stanisław Michalski, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich.
Jerzy Plewa, wiceminister rolnictwa deklaruje, że rząd nadal będzie dążył do uzyskania równych dopłat. Polski rząd dołączył do dokumentu jednostronne oświadczenie, w którym zarzuca Unii, że zmierza w ten sposób do „erozji rezultatów negocjacji z Kopenhagi” w grudniu 2002 r. Franz Fischler, komisarz UE ds. rolnictwa, określił protesty Polski i innych krajów przystępujących do Unii jako próby „nadużycia dyskusji w celu wznawiania bojów, których się nie da wygrać”. I twierdzi, że adaptacja nie oznacza erozji.
— Krajowe firmy z sektora mleczarskiego mają duże zdolności adaptacyjne. Będą pluć krwią, a nie pozwolą, by lata ciężkich dostosowań poszły na marne — tłumaczy Stanisław Michalski.
Kipiące mleko
Kolejnym ciosem dla branży jest decyzja UE w sprawie zamrożenia kwot produkcji mleka do 2014 r. W oświadczeniu naszego rządu czytamy, że Polska powinna mieć możliwość wykorzystania w okresie 2008-14 dodatkowej — w stosunku do kwoty mlecznej — rezerwy restrukturyzacyjnej, żeby uwzględnić rezultaty dostosowań strukturalnych w sektorze mleczarskim i spadek zużycia mleka w gospodarstwach rolnych.
— Zamrożenie kwot stoi w sprzeczności z ustaleniami zapisanymi w traktacie akcesyjnym. To skandal — mówi Stanisław Michalski.