Znów pojawiły się kontrowersje wokół przetargu na zakup testów na BSE, nad którym „czuwali” unijni eksperci. Przegrani już protestują.
Polska raczej nie ma szans na otrzymanie do 12 mln EUR dofinansowania z Phare na zakup testów na BSE (wykrywanie choroby szalonych krów). Reprezentacja Komisji Europejskiej (RKE) po raz drugi nie przyjęła rozstrzygnięć polskiej komisji przetargowej i narzuciła dostawcę testów, który nie spełnił warunków specyfikacji. Pech chciał, że RKE spodobała się firma co prawda najtańsza, ale posądzana o fałszowanie dokumentów w pierwszym przetargu. Wynik już został oprotestowany, kontrowersji jest więcej, a pieniądze prawdopodobnie przepadną.
Zapach skandalu
Był to drugi przetarg na dostawę testów i wyposażenie naszych laboratoriów w sprzęt diagnostyczny do badań BSE. Pierwszy, z końca 2004 r., zakończył się opisanym już przez „PB” skandalem — RKE odrzuciła raport polskiej komisji i unieważniła przetarg zarzucając łamanie procedur. Z oburzeniem zareagowali na to polscy urzędnicy, m.in. z resortu rolnictwa, Głównego Inspektoratu Weterynarii oraz jednostki finansująco-kontraktującej (JFK), organu pośredniczącego w finansowaniu.
Twierdzili, że to unijni urzędnicy dopuścili się dwuznacznych działań. Unijny ekspert z komisji miał lobbować na rzecz firmy ze swojego kraju (holenderskiej) i wynosić dokumenty przetargowe wbrew procedurom. Sugerowano, że przetarg unieważniono, bo nie wygrała firma dobrze widziana w UE.
Komisja Europejska broniła eksperta i nie zgadzała się z zarzutami. Tadeusz Kozek, wiceszef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej (UKIE), w ostrym piśmie zażądał jednak wyjaśnień unieważnienia z powodów proceduralnych kilku przetargów w sektorze rolnym nadzorowanych przez Holendra. Unijnego urzędnika odsunięto od drugiego przetargu.
Holenderskie powiązania
Złożono w nim 10 ofert na trzy partie: sprzęt, wyposażenie laboratoriów oraz na dostawę testów (część o największej wartości). Do walki o dostawy testów stanęły cztery firmy: bydgoska CHS Computers (z testami firmy Bio-rad), warszawski Donserv (testy dystrybuowane przez koncern Roche), międzynarodowy koncern Idexx Europe (z centralą w Holandii) oraz holenderski CEDI-Diagnostics (o lobbowanie na rzecz tej firmy oskarżano w poprzednim przetargu unijnego eksperta).
Komisja przetargowa (zmieniona w stosunku do poprzedniego przetargu) odrzuciła oferty trzech ostatnich firm. Dwie holenderskie nie miały certyfikatów UE, Donserv zaś nie był w stanie spełnić warunków technicznych specyfikacji. Wcześniej komisja przetargowa zarzuciła tej firmie rażąco niską cenę, braki w ofercie oraz… fałszowanie dokumentów.
Donserv przedstawił zaświadczenie z firmy Polygen o tym, że będzie ona serwisować sprzęt oferowany przez Donserv. Zapytany o potwierdzenie tego faktu Polygen odpisał komisji przetargowej, że żadnej autoryzacji Donservowi nie udzielał, zaświadczenie jest więc spreparowane. Sprawę bada JFK, może ona trafić do prokuratury.
— Polygen kłamie. To próba zdyskredytowania naszej firmy. Dzięki naszemu zwycięstwu zamawiający zaoszczędzi kilka milionów euro — twierdzi Wojciech Kaca, szef Donservu.
Komisja przetargowa wybrała ostatecznie ofertę firmy CHS Computers za 7,7 mln EUR. Raport komisji został zatwierdzony przez polskie urzędy i poszedł do RKE.
— Urzędnicy RKE nie zgodzili się na takie rozstrzygnięcie i na spotkaniu z ministrem Kozekiem stwierdzili, że specyfikacja była zła, bo ograniczała konkurencję, choć wcześniej eksperci unijni akceptowali te zasady. Postawiono ultimatum: albo wybieramy najtańszą ofertę bez względu na to, czy spełnia specyfikację, albo Polska nie dostanie ani grosza na zakup testów — poinformowała nas osoba zbliżona do projektu.
Teorie spisku
Po interwencji ministra Kozeka wybrano ofertę Donservu za 2,6 mln EUR. JFK zaprotestowała argumentując, że to wbrew procedurom, a Donserv — poza tym, że nie spełnia specyfikacji — zaproponował prawie trzykrotnie niższą cenę niż średnia na rynku. „Decyzja ta jest bezpodstawna i nie poparta przesłankami merytorycznymi. RKE, jak w I przetargu, zaprzecza wcześniej podjętym decyzjom w postaci zatwierdzenia specyfikacji technicznej do tego projektu” — napisał do UKIE Piotr Zaprzałek, szef JFK.
Wzburzeni są członkowie komisji przetargowych, którzy nie chcą nic mówić, bo podpisali zobowiązanie o poufności. Prof. Franciszek Żmudziński, uznawany za jednego z najlepszych w Polsce ekspertów od BSE, pytany przez „PB” o opinię, powiedział tylko, że jeśli przetargi mają tak wyglądać, więcej nie będzie w nich uczestniczył.
Tadeusz Kozek nie chce komentować zakulisowych rozgrywek.
— Przetarg jest rozstrzygnięty, teraz jest czas na protesty — mówi jedynie Tadeusz Kozek.
Bruno Dethomas twierdzi, że niczego nie nakazywał UKIE.
— Polskie władze wzięły za to odpowiedzialność. Tekst specyfikacji zmieniono między pierwszym a drugim przetargiem, co jest sprzeczne z zasadami Phare. Zmiany ograniczyły konkurencję — twierdzi Bruno Dethomas.
Krzysztof Jażdżewski, p.o. głównego lekarza weterynarii, jest zadowolony, że w ogóle dostanie testy.
— Może pierwotnie wybrany test był wygodniejszy, ale testy Roche też wykrywają BSE, są skuteczne i mają certyfikat — mówi główny weterynarz.
Radość chyba przedwczesna. Formalny zwycięzca przetargu (CHS Computers) złożył protest. Czy zrobią tak też firmy, które jak Roche nie spełniają wymagań i dlatego nie uczestniczyły w przetargu.
— Specyfikacja preferowała jednego dostawcę i dlatego nie startowaliśmy w przetargu. Informowano o tym i JFK, i RKE, i UKIE, ale nikt nic nie zrobił. Wybór testów Roche jest podwójnym skandalem, bo one ewidentnie nie spełniały wymogów. To tak, jakby zamówiono ciężarówkę o ładowności 10 ton, a wybrano malucha, bo tańszy. Jeśli stało się to na polecenie RKE, to o jakich procedurach można tu mówić? — powiedział nam anonimowo przedstawiciel jednej z firm.
Są też spiskowe teorie: ktoś chciał, by przetarg przedłużyć i unieważnić, żeby Polska nie kupiła testów. Nasze laboratoria zostałyby zmuszone do późniejszych zamówień i mógłby je wygrać dostawca, który w trakcie przetargów nie miał certyfikatów. Wątpliwości jest mnóstwo. Trzeba je wyjaśnić.