Unia postawiła nowe warunki firmom z SSE

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2002-10-09 00:00

Komisja Europejska chce, aby inwestorzy, którzy weszli do specjalnych stref ekonomicznych w 2000 r., mogli dostać zwrot najwyżej połowy wydatków inwestycyjnych. Polski rząd proponuje, aby w sprawie uzyskania lepszych warunków inwestorzy sami lobbowali u wrót Unii. I dał im na to „aż” tydzień.

Dopiero w ostatni poniedziałek przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki przedstawili kilkunastu zagranicznym inwestorom działającym w specjalnych strefach ekonomicznych (SSE) zalecenie obniżenia poziomu dopuszczalnej pomocy publicznej, które prawie tydzień wcześniej Komisja Europejska (KE) przekazała polskiej stronie negocjacyjnej. Oferta „nie do odrzucenia” dotyczy wybranych firm — około 70 podmiotów zagranicznych, które zezwolenia na inwestycje uzyskały w ostatnim roku obowiązywania starych zasad korzystania z ulg podatkowych.

KE chce, aby duże firmy, które weszły do polskich stref w 2000 r., mogły liczyć na ulgę inwestycyjną nie większą niż połowa wartości zrealizowanej inwestycji. Dodatkowym ograniczeniem ma być czas — pomoc mogłaby być udzielana nie dłużej niż do 2006 r. Na spotkanie zaproszono wyłącznie kilkunastu przedstawicieli firm, za którymi stoją europejskie spółki, m.in. Philipsa, FIAT-a, Flextronicsa, SCG czy Gem Plus. Ewa Freyberg, wiceminister gospodarki, poprosiła ich o lobbing w KE, wychodząc z założenia, że spółki matki polskich oddziałów mają większą siłę przekonywania w Brukseli niż polski rząd. Zastrzegła jednak, że mają na to czas tylko do 16 października. Wtedy polski rząd zamierza zamknąć rozdział o konkurencji i skończyć negocjacje w sprawie SSE. Rząd nie chce już poświęcać więcej uwagi.

Inwestorzy są rozczarowani, bo uważają, że rząd przestał walczyć o ich prawa. Nie ukrywają, że mogą zmienić plany inwestycyjne w Polsce. Obecny na spotkaniu przedstawiciel włoskiej firmy Brembo rozważał nawet możliwość skierowania sprawy do sądu.

— To przecież już kolejna zmiana. Rząd powinien być zadowolony, że bez większego sprzeciwu przyjęliśmy konieczność zmiany umów i zgodziliśmy się na zmianę warunków zmniejszających ulgi do pułapu 75 proc. wartości inwestycji. Ale w tej sytuacji trzeba się zastanowić, czy w ogóle warto tu dalej inwestować — mówi pragnący zachować anonimowość dyrektor jednej ze spółek zaproszonych na spotkanie.

— Rząd za wszelką cenę powinien przekonać KE, że to w fatalnym świetle postawi cały rynek inwestycyjny w Polsce. Zmniejszenie limitu tylko firmom, które rozpoczęły działalność w 2000 r., dyskryminuje te podmioty z niewiadomych powodów. Zainwestowaliśmy w Polsce od tamtej pory już 70 mln zł i pewnie trzeba się zastanowić, co dalej — mówi Marek Baberowski, dyrektor fabryki francuskiej spółki Gem Plus.

Spółka produkuje w Pomorskiej SSE karty chipowe dla telefonii komórkowej i stacjonarnej. Zakład w Tczewie wybudowano biorąc pod uwagę możliwość przeniesienia tu całej produkcji z fabryk z Niemiec i Francji. Należy się spodziewać, że spółka zrewiduje swoje plany. Nie trzeba chyba dodawać, że na niekorzyść Polski.

Najbardziej pokrzywdzeni czują się ci inwestorzy, którzy o kolejne zezwolenia występowali rozszerzając, a nie rozpoczynając działalność.

— Wiele firm w 2000 r. otrzymało kolejne zezwolenia na nową część tego samego projektu, np. kupując nową działkę na drugą część fabryki. Czy będą teraz sklasyfikowani jako gorsi? — retorycznie pyta Zbigniew Kozicki, dyrektor inwestycyjny firmy Flextronics.

Flextronics, producent z branży elektronicznej, zainwestował w Polsce 280 mln zł i jeszcze nie zamknął inwestycji. Zbigniew Kozicki przyznaje jednak, że firma zawsze szuka krajów, które oferują najlepsze warunki i teraz także nie będzie przeszkód, żeby się przenieść gdzie indziej.