Unia w Unii

Rafał Kerger
opublikowano: 2008-04-18 00:00

Plebiscyt na nazwę aglomeracji. Wspólną promocję i ofertę terenów inwestycyjnych. Wreszcie EXPO na Śląsku zapowiadają prezydenci nowych, wielkich Katowic.

„Puls Biznesu”: Jak to jest, że założyliście na Śląsku związek metropolitalny, w którym mieszka więcej ludzi niż w Warszawie. I daliście mu budżet 2 miliony złotych. Za tyle to można ewentualnie wystawić duży dom w najlepszej dzielnicy Katowic.

Piotr Uszok, prezydent Katowic, największego miasta Górnośląskiego Związku Metropolitalnego (GZM): Ja bym tego tak nie trywializował. Budżet tworzymy z pogłównego — 1 złoty od każdego mieszkańca. Rzeczywiście, nie jest duży, ale powinien wystarczyć na pierwszą fazę kampanii informacyjnej, administrację i opracowanie strategii. Związek będzie na razie odpowiadał za opracowanie jednego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego dla całej aglomeracji, co sprawi, że wszelkie inwestycje na Śląsku będzie można łatwiej zaplanować. Ze wspólnego studium inwestor — szczególnie spoza aglomeracji — dowie się, gdzie są jakie ośrodki, jakie są funkcje miast aglomeracji. Miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego pozostaną w gestii poszczególnych 14 miast. Im więcej zadań otrzyma związek, tym więcej dostanie pieniędzy. Przy dużym samodzielnym budżecie można by nawet prowadzić w ramach aglomeracji politykę zrównoważonego rozwoju. Pytanie tylko, czy rząd w końcu obdarzy Górny Śląsk ustawą aglomeracyjną? Pisaliśmy już jeden projekt za rządów PiS, teraz pracujemy nad drugim.

Ustawa przyzna Śląskowi dodatkowe pieniądze?

Piotr Uszok: Ustawa powinna powołać na Śląsku silny obszar metropolitalny. Musi on mieć własne źródło dochodów, udział w PIT, CIT, a przede wszystkim w VAT pochodzącym od nas, własne budynki, administrację. I choć powinien mieć także wiele kompetencji, nie chcemy, by był on dodatkowym szczeblem samorządu — tak jak w Warszawie. W wielu krajach w podobnych aglomeracjach ich zarząd decyduje, która droga jest priorytetowa, którędy poprowadzić szybką kolej metropolitalną. A decyduje, bo ma na to pieniądze, a nie dlatego że nazywa się urzędem nadmiejskim.

Eugeniusz Moś, prezydent Świętochłowic, najmniejszego miasta Górnośląskiego Związku Metropolitalnego:

Ustawa ustawą, doczekamy się, ale i tak pewnie na przyszły rok będziemy musieli znacząco podnieść budżet. Warszawa na promocję wydaje 20 mln złotych. Też na ten cel powinniśmy wydawać jak najwięcej, choć pieniądze na promocję miast członkowskich muszą być skorelowane z główną linią promocji związku. Najważniejszym problemem aglomeracji jest zupełny brak promocji projektu, wewnętrznej i zewnętrznej. Głównym elementem promocji wewnętrznej — najpewniej w tym roku — będzie organizacja plebiscytu na nazwę związku metropolitalnego. Zewnętrzna promocja pojawi się później. I będzie polegała na tym, że GZM zacznie się pokazywać jako całość. Skoordynowana promocja dotychczas u nas szwankowała. Katowice się promują. Chorzów się promuje. Świętochłowice się promują. I jakoś nie widać jednoznacznej marki naszego zespołu miejskiego. Z Wrocławia drogowskazy mamy na Kraków, z Warszawy na Wrocław. Mimo że 80 proc. ludzi podróżujących tymi trasami jedzie do i z Katowic. Katowic nie ma nawet na większości plansz prognozy pogody. A przeciętny Polak wie o Śląsku tyle, że jest tu od groma górników, że w Bytomiu szyją marynarki, że w Chorzowie jest Ruch i Stadion Śląski, w Zabrzu — Górnik, a w Katowicach — Spodek. Świętochłowice mogą się promować nie wiadomo jak, a zawsze na końcu padnie pytanie od inwestorów z Polski czy z zagranicy: a ile to miasto liczy mieszkańców. Bo to jest zupełnie normalne pytanie o rynek. Jeżeli odpowiem, że 54 tysiące, to dla wielkiego inwestora nic nie znaczy. Jeżeli powiem, że to miasto w samym sercu Górnośląskiego Związku Metropolitarnego, a czas jazdy do centrum Katowic Drogową Trasą Średnicową wynosi 5 min, czyli krócej niż z Mokotowa do centrum Warszawy — to zupełnie inaczej brzmi.

Piotr Uszok: Szczególnie jeśli dodasz, że obszar miast tworzących związek ma 1200 km kw., na których mieszkają prawie dwa miliony mieszkańców, działa ponad 25 uczelni wyższych, na których studiuje 145 tys. studentów. Wytwarzane jest też prawie 9 proc. PKB. Wskaźniki te pokazują, jakie są u nas możliwości rozwoju. W Katowicach jest też prężna specjalna strefa ekonomiczna z podstrefami w Gliwicach, Dąbrowie Górniczej, Sosnowcu i w Tychach. Prezentując te wszystkie informacje, po wybraniu nazwy, chcemy wyjść z nową ofertą do inwestorów. A możemy mieć swój moment choćby dlatego, że potencjał innych dużych polskich aglomeracji — z którymi z racji przeobrażeń Śląska w latach 90. nie mogliśmy na równych warunkach konkurować — nieco się wyczerpał. Związek zaoferuje tereny inwestycyjne na Śląsku. Choć miasta nie będą przenosiły terenów do związku — ten podmiot będzie wszystko koordynował i większość spraw związanych z inwestycją będzie można tu załatwić. GZM wskaże realne możliwości scalenia terenów z pogranicza miast, których mamy tu sporo.

Wspomnieli panowie o nazwie aglomeracji. Fakt — niezbędna do promocji. Rzeczywiście jednak tak trudno ją wybrać? Miała być Silesia. Przecież to dobre.

Piotr Uszok: Silesia budzi zastrzeżenia Dolnego Śląska, osobiście jestem za tym, żeby aglomeracja nazywała się Nowe Katowice. Lepiej szukałoby się na mapie, poza tym jest New Delhi, Nowy Jork, to jakieś wzorce. Ale jeśli miałoby to rodzić jakieś konflikty, możemy podyskutować o czymś innym. Choć z drugiej strony weźmy Vancouver — tam jest 14 miast. Kopenhaga — też wiele miast. Niemieckie Zagłębie Ruhry to już inny model nazewnictwa.

Eugeniusz Moś: A może Miejski Obszar Śląska? Szczególnie atrakcyjny wydaje się skrót (śmiech). Na poważnie rzeczywiście nazwa Nowe czy Wielkie Katowice byłaby chyba najlepsza. Ja bym się jako świętochłowiczanin nie obraził, gdyśmy byli częścią Wielkich Katowic, zachowując jednocześnie samodzielność.

Skoro panowie są tak zgodni, to po co plebiscyt. On tylko wydłuży sprawę.

Piotr Uszok: Ten rok nas nie zbawi. A przynamniej — tak jak Eugeniusz stwierdził — wewnętrznie wypromujemy aglomerację. Ślązacy i Zagłębiacy — mieszkańcy naszych miast — się przemieszczają. Gdzie indziej mieszkają, gdzie indziej pracują. Więc — de facto — to już jest jeden organizm miejski. Są jednak konserwatywni i bardzo często mentalnie utożsamiają się nie tylko ze swoim miastem, ale nawet z dzielnicą. Kiedy te stereotypy przełamiemy, można będzie pójść krok dalej.

Eugeniusz Moś: GZM nie może być zwykłym związkiem komunalnym. Takie to my już mamy, w Świętochłowicach z Chorzowem — jeśli idzie o wodociągi, i z Rudą Śląską — jeśli idzie o rekultywację terenów poprzemysłowych, czyli Śląski Park Przemysłowy. GZM może pomagać włączać na przykład park do katowickiej strefy ekonomicznej. Przede wszystkim jednak związek metropolitalny ma mieć markę. Aby to wszystko chwyciło — tutejsi mieszkańcy powinni się zacząć z nim utożsamiać. Bo miasta to nie instytucje, urzędy, lecz ludzie. Jacy są ludzie, takie są miasta.

Kiedy zobaczymy nowe supermiasto na Śląsku, a przynajmniej pierwszy wynik działania GZM?

Piotr Uszok: Myślę, że za dwa lata. Pierwszą inwestycją koordynowaną przez GZM będzie warta 600 mln złotych instalacja termicznej utylizacji odpadów dla aglomeracji. Do 2010 r. zobaczymy też pewnie pierwszą poważną wspólną kampanię promocyjną aglomeracji. Jedno stoisko na targach dla marki GZM, a nie dla Katowic, Chorzowa, Świętochłowic, Gliwic czy Zabrza. Do tego czasu powinna się też pojawić na Górnym Śląsku karta usług publicznych, będąca biletem do instytucji kultury, komunikacji miejskiej itp. Ruszy też wspólny system elektronicznego naboru do szkół

Eugeniusz Moś: Dalej GZM ma koordynować budowę i przebudowę dróg o znaczeniu ponadlokalnym.

Piotr Uszok: Nim nie będzie ustawy aglomeracyjnej będziemy te drogi robić tak, jak przetestowaliśmy to przy okazji budowy Drogowej Trasy Średnicowej, kiedy tworzyliśmy karkołomne porozumienia dziesięciostronne, z miastami, przez które etapami przebiega droga, z wojewodą, z marszałkiem, z ministrem finansów czy infrastruktury.

Jakoś nie słyszę, by wspominali panowie o igrzyskach olimpijskich 2020.

Eugeniusz Moś: Nawet nie wiem, od kogo to wyszło, ale jestem jak najbardziej za. Spójrzmy na Zakopane. Sporo zyskało na kandydaturze, a już na pewno górale zarobili więcej dudków. Czasami, jak widać, wystarczy gonić króliczka. Weźmy na przykład Wrocław. Aspiracje do organizacji EXPO zakończyły się niepowodzeniem, ale promocja miasta wielkim sukcesem. Metropolia górnośląska również powinna wyznaczać sobie takie ambitne cele. A jeżeli zabraknie sił, powinniśmy skoncentrować nasze wysiłki bez podziału na Górny i Dolny Śląsk i wspólnie zorganizować EXPO. Później wybudować u nas szybką kolej miejską oraz metro. Na końcu wystąpić o organizację igrzysk.

Piotr Uszok: Z olimpiadą bym jednak nie przesadzał. Na razie naprawiajmy to, co się stało przy okazji zgłoszenia przez Chorzów akcesu organizacji meczów na EURO 2012. I przeskoczmy ze Stadionem Śląskim z listy rezerwowej na właściwą. Co do wspólnego z Wrocławiem EXPO — to rzeczywiście interesujący pomysł. I myślę, że do zrealizowania. Pewnie byłby to jakiś bodziec, aby po tragicznej katastrofie na terenach Międzynarodowych Targów Katowickich przywrócić Śląskowi i Zagłębiu dobre targi i odebrać oddaną Kielcom pałeczkę.

Jak są podejmowane decyzje w GZM, jak będziecie głosować, na przykład nad takimi sprawami jak EXPO? Jak osiągniecie równowagę między interesami małych miast, jak Świętochłowice, Mysłowice, Siemianowice, a interesami liderów — Katowic, Gliwic czy Zabrza.

Piotr Uszok: Zabiegamy o ustawę aglomeracyjną, która pozwoli nam na uzyskanie premii finansowej za zjednoczenie, sprecyzuje, jakie są zadania związku i zniesie z nas obowiązek zawierania międzymiejskich porozumień na przykład do budowy dróg czy realizacji innych ważnych dla regionu zadań. W ustawie, która pewnie wejdzie w 2010 r., znajdą się zapisy o sposobie głosowania rady prezydentów. Na pewno nie chcemy prawa weta. Takie mieliśmy w Komunikacyjnym Związku Komunalnym GOP, który został powołany w 1992 r. przez 23 śląskie miasta, aby skoordynować transport publiczny na naszym terenie — i szybko z niego zrezygnowaliśmy. Pod uwagę brane są różne systemy głosowania, na przykład proporcjonalny do liczby mieszkańców danego miasta lub podwójnej kwalifikowanej większości. Na razie organami GZM są zgromadzenie związku oraz zarząd związku, których kadencja pokrywa się z kadencjami rad miast. Gminy mają po dwóch przedstawicieli w 29-osobowym zgromadzeniu (w tym prezydenta miasta), z wyjątkiem Katowic, które mają trzech przedstawicieli. Ja jestem przewodniczącym zarządu. Na co dzień jednak menedżerem zawiadującym GZM jest dyrektor biura, prezydenci pełnią rolę rady nadzorczej.

Eugeniusz Moś: Z perspektywy Świętochłowic chciałbym, żeby głos naszego miasta w aglomeracji był słyszalny, zauważalny i decydujący. Ale będzie to bardzo trudne, co nie znaczy, że nie chcemy rozwiązywać spraw w GZM na zasadzie konsensusu i kompromisu. Nie powinno być tak, że Katowice będą narzucać swoje zdanie innym albo że my narzucimy Gliwicom. Współpraca małych i średnich miast w GZM powinna doprowadzić do sytuacji, gdzie w równoprawnych warunkach będzie realizowana zasada zrównoważonego rozwoju. Mniejszym miastom najbardziej na rękę będzie wspólna promocja. Nie ukrywam też, że takim jak Świętochłowice gminom w GZM zależy na nabraniu podobnego rozpędu inwestycyjnego, jakiego doświadczają Katowice. Za tym będziemy optować, bo z racji dobrego skomunikowania i położenia naprawdę mamy szansę, że w najbliższych latach nastąpi moda na Świętochłowice. Miasto dysponuje superatrakcyjnymi terenami inwestycyjnymi przy wewnętrznej autostradzie śląskiej, jaką jest Drogowa Trasa Średnicowa.

Piotr Uszok: Katowice chcą pomagać Świętochłowicom. I odwrotnie. Tu akurat byśmy się nie sprzeczali. Inaczej byśmy razem w tym związku nie byli. Pewnie cały GZM rozwinie się w tym kierunku, że każde z miast zyska w nim swoją etykietę i funkcję — jedno będzie bardziej sypialnią, inne bardziej centrum rozrywkowym, kolejne centrum gospodarczym. W takim podziale nie widzę problemu. Wręcz przeciwnie. n

6 miliardów budżetu

Górnośląski Związek Metropolitalny miał swój początek 9 stycznia 2006 r. w Świętochłowicach, gdzie zainteresowani prezydenci podpisali deklarację o jego utworzeniu. Formalnie zaczął działać w 2007 r. Początkowo w jego skład miało wejść 17 miast, w tym 14 na prawach powiatu. Ostatecznie, po konsultacjach statutu związku z nadzorem prawnym wojewody śląskiego, zadecydowano, że w obecnym stanie prawnym związek mogą powołać wyłącznie miasta na prawach powiatu. W skład GZM weszły więc leżące na Górnym Śląsku: Bytom, Chorzów, Gliwice, Katowice, Mysłowice, Piekary Śląskie, Ruda Śląska, Siemianowice Śląskie, Świętochłowice, Tychy, Zabrze oraz Dąbrowa Górnicza i Sosnowiec — położone w Zagłębiu Dąbrowskim — i Jaworzno. Reszta śląskich miast będzie mogła dołączyć do związku po wejściu w życie ustawy aglomeracyjnej (dla Górnego Śląska i Trójmiasta), nad którą pracuje rząd.

Siedzibą Górnośląskiego Związku Metropolitalnego są Katowice. Nad ofertą terenów inwestycyjnych GZM pracuje Pricewaterhouse-Coopers. Z własnej inicjatywy.