Unia więcej nie da

Dorota Czerwińska
opublikowano: 24-10-2011, 00:00

Rynek usług szkoleniowych zależy od dotacji unijnych. A w tym roku będzie ich o wiele mniej

Szkoleniowcy są zgodni: w mijającym roku wzrosło zapotrzebowanie na szkolenia. Firmy odblokowały budżety na kształcenie pracowników. — Coraz więcej pracodawców zaczęło pojmować uzupełnianie kwalifikacji pracowników w kategoriach zysku, a nie kosztów — twierdzi Ireneusz Górecki, prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowej (PIFS). Podobnego zdania jest Bartosz Soczówka z firmy szkoleniowej Berndson.

— Szkolenia nie są już wybierane i organizowane przypadkowo. Są zaplanowanymi i perfekcyjnie przygotowanymi projektami, monitorowanymi pod względem efektywności. Przeszkolony pracownik ma pracować lepiej — mówi Bartosz Soczówka. Takie podejście to sposób firm na przygotowanie się do drugiej fali kryzysu. Mają o tym świadczyć również najczęściej zamawiane tematy szkoleń. — Badania pokazały, że firmy, które w latach 2008-09 zainwestowały w umiejętności menedżerskie, lepiej poradziły sobie w trudnych warunkach rynkowych. Widać, że odrobiły lekcję, bo dziś na topie są szkolenia dotyczące przywództwa, zarządzania zmianą, prowadzenia trudnych rozmów, zarządzania projektami, zwiększania efektywności, współpracy z zespołami, innowacyjnych strategii itp. — wylicza Aleksander Drzewiecki z House of Skills. Na potęgę szkoli się także pracowników sprzedaży i obsługi klienta. Utrzymuje się duże zainteresowanie szkoleniami z negocjacji i budowania relacji z klientem.

Duży da radę

Ale zdaniem Aleksandra Drzewieckiego, od firm szkoleniowych oczekuje się nie tylko rozwijania pracowników, ale też doradztwa, definiowania problemów i zaradzenia im. — Coraz częściej projekty doradczoszkoleniowe zleca się doświadczonym, dużym firmom szkoleniowym — mówi Aleksander Drzewiecki. To przede wszystkim one nie odczuwają problemów z popytem na swoje szkolenia. — Za to kłopoty mają lub wkrótce mogą mieć firmy szkoleniowe, które skupiły się na szkoleniach dotowanych z Europejskiego Funduszu Społecznego — ostrzega Bartosz Soczówka. Bo rzeczywiście — rynek usług szkoleniowych wciąż bardzo zależy od dotacji z funduszy unijnych. Na wspieranie rozwoju tzw. kapitału ludzkiego, w tym szkolenia pracowników i bezrobotnych, od lat idą olbrzymie pieniądze z Unii. Dzięki temu Polska stała się prawdziwym eldorado dla firm szkoleniowych: działa ich ponad 2,5 tys., a ich obroty w sumie szacuje się na 2,5 mld zł rocznie. Ale dotowanych szkoleń będzie coraz mniej, bo unijne pieniądze już wydano. Efektem będą duże zmiany w branży. — Tegoroczne konkursy na dotacje były znacząco różne od poprzednich. Bardzo zaostrzono założenia i kryteria dostępu. Coraz trudniej korzystać ze szkoleń dofinansowanych. Docierają do nas informacje, że PARP nie planuje realizacji popularnych projektów z poddziałania 2.1.1, a projekty na szczeblu regionalnym będą przeznaczone np. dla osób po 45. roku życia, inżynierów lub przedstawicieli innych wybranych branż — informuje Ireneusz Górecki.

Czas po dotacjach

Prezes PIFS twierdzi, że rynek szkoleniowy wchodzi w erę „postEFSową”. Dla branży oznacza to, że się bardzo podzieli. Na scenie pozostaną aktorzy, którzy umiejętnie zagospodarują lukę, jaka powstanie po zakręceniu kurka z unijnymi pieniędzmi. Inni nie przetrwają ciężkiej próby na rynku szkoleń komercyjnych. — Chodzi głównie o firmy, które niemal całkowicie koncentrują się na szkoleniach dotowanych i nie walczą o znalezienie się również na rynku komercyjnym. Zresztą, nawet gdyby walczyły, to szans ma niewiele. Nie wytrzymają konkurencji z tymi, które szkolenia komercyjne prowadzą od lat — twierdzi Bartosz Soczówka. Tym bardziej, że z poziomem dofinansowywanych szkoleń bywa różnie. — To wina kryteriów. Ustawa o zamówieniach publicznych mówi jedynie o najniższej cenie i instytucje się tego trzymają. Nie zawsze idzie to w parze z jakością. Urzędnicy się szkolą, ale bez efektów. Nie chcemy i nie zamierzamy audytować czy certyfikować firm szkoleniowych, ale chcemy pokazywać przedsiębiorcom i urzędnikom, czym są dobre praktyki w naszej branży i zrzeszać tylko firmy, które oferują szkolenia na odpowiednim poziomie — mówi Ireneusz Górecki. PIFS niepokoi również to, że w większości szkoleń uczestniczą przede wszystkim osoby, które już mają wysokie kwalifikacje. Mało zaś jest osób o niskich kwalifikacjach, bezrobotnych lub zagrożonych bezrobociem. — Wskaźnik kształcenia ustawicznego w Polsce od lat wynosi 4 proc., kiedy średnia unijna to 9 proc., a w Danii nawet 30 proc. Uważamy, że warto stymulować wszystkich Polaków do ciągłej edukacji, bo od tego zależy między innymi atrakcyjność i konkurencyjność naszej gospodarki — uważa prezes PIFS. PARP przy ogłaszaniu następnych konkursów na dofinansowywanie szkoleń planuje położyć nacisk na to, by były one kierowane do osób, które wcześniej nie korzystały lub rzadko korzystały z kursów.

4%

Taki jest wskaźnik kształcenia ustawicznego w Polsce. Średnia dla Unii Europejskiej wynosi

9%

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu