Stopy w strefie euro nadal są na rekordowo niskim poziomie. A władze monetarne mimo to krytykowane są za bojaźliwość.
Europejski Bank Centralny (ECB) utrzymuje restrykcyjną — jak na obecne warunki — politykę pieniężną. Zostawił wczoraj stopy procentowe bez zmian. Główna stawka wynosi nadal 1 proc. (co i tak jest rekordowo niskim poziomem), chociaż w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Szwajcarii stopy spadły już w okolice zera. W ocenie europejskich władz monetarnych, inflacja nadal jest zagrożeniem, a najgorszą falę kryzysu mamy już za sobą.
— Do końca roku aktywność gospodarcza będzie spadać, ale w znacznie wolniejszym tempie niż obecnie — powiedział po ogłoszeniu decyzji Jean-Claude Trichet, prezes ECB, który dzisiaj w Warszawie na zaproszenie Narodowego Banku Polskiego weźmie udział w konferencji podsumowującej dwudziestolecie transformacji gospodarczej w Polsce.
Bank centralny Eurolandu jest też krytykowany przez rządy Słowenii i Cypru za zachowawczą postawę wobec zasilania rynków w płynność, poprzez skupowanie obligacji rządowych i korporacyjnych. Taką metodę, w uproszczeniu nazywaną dodrukowywaniem pieniędzy, na szeroką skalę stosują władze USA i Wielkiej Brytanii. Władze ECB kilka dni temu zyskały jednak poparcie Niemiec. Do dyskusji włączyła się Angela Merkel, kanclerz Niemiec, która uznała, że skupowanie obligacji jest pójściem o krok za daleko.
— Nie ma ryzyka deflacji [spadku cen konsumpcyjnych — red.], więc kupowanie aktywów, żeby zasilić gospodarkę w płynność, nie jest niezbędne, a może zasiać ziarno przyszłych problemów — przekonuje Axel Weber, szef Bundesbanku.