Uniwersalny uniform

opublikowano: 2011-08-16 11:57

Garnitur. Obowiązkowy strój mężczyzny. Odpowiedni na każdą okazję, nawet... lot na księżyc.

Następca tronu Paweł Piotrowicz, syn Katarzyny Wielkiej, miał obsesję unifikacji. W jego pułku gatczańskim powtarzalność osiągnęła absolut — nie dość, że wszyscy żołnierze byli jednakowego wzrostu i jednakowo ubrani, to nakazał, by nosili swoje klejnoty w jednej nogawce, i to w prawej. A miało to istotne znaczenie, zważywszy, że spodnie były opięte jak rajtuzy. O cierpieniach wojaków zamilczę, przypominając, że jednak ulubioną stroną większości panów jest ta lewa.

Różne są ubraniowe objawy wspomnianej unifikacji. Niegdyś garnitur był panaceum na wszelkie, nawet nieoczekiwane sytuacje. W garniturze nie tylko chodziło się na kawę czy przyjęcia, ale spotykało się w nich dozorców zamiatających posesję, natykało na rolników wyjeżdżających na furkach w pole czy dosiadających traktory. W garniturze zdobywało się góry, nawet Mount Everest, żeby wspomnieć sir Mallory’ego, ba Jules Verne wysyłał w garniturze swoich bohaterów na podbój Księżyca.

W cedrowej szafie

Dziś garnitur także jest narzędziem pracy, ale nie tej fizycznej. Znalazł swoją formułę, wyspecjalizował się. Duch aktywności panujący w pewnych kręgach sprawia, że współczesny mężczyzna musi sprostać wielu wyzwaniom. Rozwijające się życie publiczne i prywatne stawia coraz to nowe zadania. Aby im stawić czoła, winien być odpowiednio przygotowany. Dotyczy to też zawartości jego szafy, tak by nigdy nie postawiła delikwenta w ubraniowo niezręcznej sytuacji.

Coraz częściej przysłowiowa szafa zamieniana jest na osobne pomieszczenie zwane garderobą. Anglicy zawsze uważali, że jedynym drewnem nadającym się na jej umeblowanie jest to, z którego wykonuje się pudełka na cygara. To cedr — którego wizerunek nie bez powodu znalazł się na fladze Libanu — pozwalający przechowywanym w nim ubraniom „oddychać”. Wymieńmy zatem niezbędne składniki szafy aktywnego garniturowca, uzależnione od osobowości, specyfiki uprawianego zawodu czy zajmowanego stanowiska:

— Garnitur biurowy, ten najbardziej potrzebny, o niezbyt zobowiązującym charakterze, zatem o średnim natężeniu popielatego lub granatu. Ilość uzależniona od potrzeb.

— Garnitur sportowy, składający się z marynarki i gładkich spodni. Idealny ubiór dla pracujących w branży artystycznej, architektonicznej, ale i dla wszystkich. Mniej zobowiązujący, pozwalający na luźniejsze rozmowy (uzupełnienie dla garnituru biurowego).

— Komplet klubowy (granatowa marynarka i popielate spodnie) — elegancki, acz mniej formalny ubiór: na koktajl, do klubu.

— Garnitur wizytowy — jedynie w ciemnych tonacjach, absolutnie niezbędny ubiór na wieczór, na wyjście na imieniny, do teatru, ważne uroczystości, odbieranie awansu i nagród.

— Smoking — niezbędnik na wysokiej rangi uroczystości po godz. 18, z balami na czele.

Z okryć wierzchnich w garderobie winny się znaleźć:

— Trencz — okrycie letnie lub na okres przejściowy.

— Ulster lub raglan — płaszcz niezbędny, gdy temperatura zejdzie w okolice 5 st. C lub poniżej. A ulster, raglan lub hubertus z ociepleniem pod podszewką — płaszcz zimowy.

— Dyplomatka — okrycie wizytowe.

Pięć dni bez luzu

Co prawda Stanisław Wyspiański wręcz zaniechał rysowania portretów (1904 r.), dochodząc do wniosku, że garnitur „jest artystycznie niemożliwy i absolutnie wybrnąć z tego założenia niepodobna”. To jednak zdanie artysty i to sprzed wieku. Dziś garnitur bezapelacyjnie zwycięża. Dowodem może być stanowisko prezydenta George’a Busha, który zlikwidował w Białym Domu modny luz weekendowy — tzw. swobodne ubraniowo piątki — wprowadzając ubiór formalny. Za nim poszły kancelarie prawnicze i pozostałe branże, wychodzące z założenia, że w dobie recesji należy walczyć o miejsce na rynku przez bite 5 dni w tygodniu.

Ksiądz Jan Twardowski, który dopiero co nas opuścił, napisał w jednym ze swoich wierszy: „Jeż elegant wprost spod igły”. Nie sądzę, bym popełnił nadużycie, stwierdzając, że współczesny profesjonalizm każe światu biznesu i polityki upodobnić się do... jeża.

Jerzy Turbasa