Po ostatnich złych wieściach z Monnari, Reportera i Semaksu, które złożyły wnioski o ogłoszenie upadłości, zapytaliśmy pozostałych przedstawicieli branży, czy przygotowują podobne, niemiłe niespodzianki dla inwestorów. I choć analitycy wieszczą, że to jeszcze nie koniec odzieżowych bankructw, to przedstawiciele giełdowych spółek zaklinają się, że nie zamierzają upadać.
Bytom, producent eleganckich męskich ubrań, postawił na bardzo intensywną
restrukturyzację spółki. W związku ze spadkiem popytu spółka ograniczy moce
produkcyjne.
- Nie planujemy składać wniosku o upadłość. Przeniesiemy
produkcję z Bytomia i Wrocławia do zakładu w Tarnowskich Górach. W ten sposób
dopasujemy możliwości spółki do aktualnej sytuacji rynkowej – mówi Tomasz
Sarapata, prezes Bytomia.
W tym roku spółka wyprodukuje 200 tys. sztuk ubrań
z metką Bytomia, czyli o 40 tys. mniej niż rok temu. Integracja produkcji w
jednym miejscu, poza redukcją etatów, ma przynieść spółce znaczne oszczędności.
- Wynajmiemy teren po zakładzie w Bytomiu. Poza tym spadną nam koszty
logistyki i opłaty za media w dwóch miejscach. Da to nam kilka milionów
oszczędności. Część tej kwoty pochłoną działania restrukturyzacyjne. Jednak to
się opłaci, bo szacujemy, że cięcia pozwolą nam wykazać rentowność już po drugim
kwartale tego roku – mówi Tomasz Sarapata.
Zarząd przyznaje, że pierwsze
trzy miesiące roku nie były najlepsze, ale w przyszłość patrzy z umiarkowanym
optymizmem.
- Zdaję sobie sprawę, że najgorsze dopiero przed nami. Myślę, że
jesteśmy przygotowani, by przetrwać ten czas. Zwłaszcza, że sprzedaż w naszych
firmowych salonach jest coraz lepsza – mówi Tomasz Sarapata.
Co mają do powiedzenia przedstawiciele innych spółek odzieżowych? Co
prognozują analitycy? Sprawdź w dzisiejszym „Pulsie Biznesu”.
Kierowanie firmą w czasie kryzysu nie musi być trudne. Przeczytaj rady ekspertów. Zobacz, jak w trudnych chwilach radzą sobie inni. Szukaj rad, inspiracji i prostych rozwiązań w „Pulsie Biznesu" i na stronie kryzysk.pb.pl