Uratuje nas dywersyfikacja

Anna Bytniewska
09-09-2005, 00:00

Rosja i Niemcy podpisały w końcu umowę o budowie gazociągu omijającego Polskę. To jednak nie koniec świata.

Stało się. Gerhard Schroeder, kanclerz Niemiec, i Władimir Putin, prezydent Rosji, podpisali porozumienie dotyczące budowy podmorskiego gazociągu, biegnącego przez Bałtyk. Czy to katastrofa dla Polski? Tak, ale tylko wtedy, jeżeli w ciągu pięciu lat nie wybudujemy alternatywnych połączeń z systemem europejskich gazociągów.

Demonstracja siły

Podmorski gazociąg ma tłoczyć do Europy Zachodniej 55 mld m sześc. gazu. Eksperci są zgodni, że z punktu widzenia ekonomicznego jest przedsięwzięciem wątpliwym. Jego koszt to 12 mld EUR! Ma jednak silne polityczne uzasadnienie.

— Gazprom jest gotowy ponieść znaczne koszty, aby uniezależnić się od krajów tranzytowych — takich jak Polska Białoruś czy Ukraina. Istnienie tego gazociągu niewiele jednak zmieni w bezpieczeństwie energetycznym Polski. Mamy interesujące projekty dywersyfikacji dostaw gazu. Musimy tylko je zrealizować. Szkoda natomiast, że stracimy istotne dochody związane z tranzytem gazu przez Polskę — twierdzi Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha.

Jego zdaniem, posiadanie przez Rosjan alternatywnej w stosunku do gazociągu jamalskiego drogi przesyłu gazu do Europy zwiększa ryzyko odcięcia przez Rosję dostaw gazu dla Polski.

— Jeżeli jednak Polska połączy się z systemem gazociągów europejskich na północy i południu kraju, to ewentualne szantaże Gazpromu będą bez znaczenia — twierdzi Ireneusz Jabłoński.

Możemy się bronić

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) ma plany budowy takiego połączenia w rejonie Polic. Jego budowa mogłaby ruszyć w drugiej połowie 2006 r. Zakłada też modernizację połączenia w Zgorzelcu, by w przyszłości odbierać kaspijski gaz z gazociągu Nabucco. O ile jego budowy nie zablokują Rosjanie. Na północy Polski ma powstać terminal gazu skroplonego (LNG). PGNiG chce też włączyć się w budowę gazociągu sarmackiego, tłoczącego gaz nawet z Iranu. Te projekty mają szansę ruszyć w 2010 r. Wówczas moglibyśmy nawet zrezygnować z bezpośrednich dostaw z Rosji.

Polski rząd nie ma wątpliwości co do przyczyn budowy podmorskiej rury.

— Jest to problem bardziej polityczny niż ekonomiczny, demonstracja siły ze strony prezydenta Władimira Putina i Rosji — mówi premier rządu Marek Belka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Uratuje nas dywersyfikacja