Klinika doktor Stelczyk przyciąga kobiety z całego świata. Niemki, Brytyjki, a nawet Filipinki przyjeż-dżają tu, by skorygować mankamenty urody.
To, co dzieje się we wrocławskiej klinice Katarzyny Stelczyk, czasem przypomina serial komediowy. Ostatnio przyczyną zamieszania były dwie pacjentki z Londynu.
— Umówiliśmy się, że odbierzemy je z lotniska we Wrocławiu i zawieziemy do hotelu. Nie odezwały się do późnego wieczora, więc stwierdziliśmy, że zrezygnowały. Nagle w środku nocy telefon — nie mogą znaleźć hotelu i naszej kliniki. Rozpytywały taksówkarzy, kazały objechać miasto, ale nic nie wskórały. Po krótkiej rozmowie rozłączyły się, a potem nie odbierały komórki. Myśleliśmy, że przytrafiła się im jakaś niemiła przygoda. Poprosiliśmy o pomoc korporacje taksówkowe i policję. Na próżno — całą noc drżeliśmy o nie — opowiada Katarzyna Stelczyk, właścicielka kliniki.
Dziewczyny pomyliły Wrocław z Warszawą. Pod drzwiami mieszkania Katarzyny Stelczyk stawiły się, ale nad ranem. Za to roześmiane i zadowolone z przygody.
Skalpel jako kosmetyk
Katarzyna Stelczyk poprawianiem urody zajmuje się od piętnastu lat. Od tamtego czasu rynek usług chirurgii plastycznej przeszedł głęboką przemianę. Na początku ośrodków państwowych było tyle, co palców u jednej ręki. Prywatnych, zwykle o charakterze ambulatoryjnym — jeszcze mniej.
— Ingerencja skalpela była czymś wstydliwym, niestosownym. Teraz większość zabiegów traktowana jest jak kosmetyk poprawiający komfort życia. Wiele osób nawet przyznaje się do tego, że zostały „poprawione” — mówi lekarka.
Katarzyna Stelczyk od zawsze chciała być chirurgiem. Dzięki rodzicom, również chirurgom, wychowała się na sali operacyjnej. Czasem nie mieli jej z kim zostawić i chodziła z nimi na dyżury nocne.
Po studiach we wrocławskiej Akademii Medycznej pozostał jej czerwony dyplom, potwierdzający najlepsze oceny. Po doktoracie przyszło półtora roku w Centralnym Szpitalu Wojskowym w Warszawie.
— Jak wygnaniec kursowałam między domem a szpitalem. Cały czas marzyłam o własnej praktyce — wspomina.
Na rozkręcenie gabinetu przeznaczyła pieniądze ze spadku po rodzicach. Poszły na kupno instrumentarium, aparatu do znieczuleń z respiratorem, stołu operacyjnego, kardiomonitora i wszystkiego, co niezbędne, by przeprowadzać zabiegi. Startowała z instrumentariuszką i recepcjonistką. Teraz zatrudnia dziewięć osób. Wynajmuje dwie sale w prywatnym szpitalu.
Nowy biust na Nowy Rok
Pacjentki przyjeżdżają zachęcone przez koleżanki, które we wrocławskiej klinice skorygowały biust, uda czy twarz. Katarzyna Stelczyk swobodnie rozmawia po angielsku, niemiecku, rosyjsku i hiszpańsku.
— Osoby, które poddają się zabiegom plastycznym, nie lubią korzystać z tłumaczy. Obawiają się, że w ten sposób nie da się precyzyjnie opisać efektu, który chciałyby uzyskać — tłumaczy.
O tym, że dobry kontakt z pacjentem to podstawa, świadczy fakt, że drzwi kliniki się nie zamykają. Nigeryjki, Jamajki, Włoszki, Holenderki, a nawet Australijki zaglądają tu, by umówić się na zabieg.
Najczęściej pojawiają się w czasie wakacji, przed świętami lub przed balem sylwestrowym.
Tanio i za darmo
— Nasze ceny mocno odstają od tych na Zachodzie. Poza tym nie różnimy się od gabinetów w Europie. Praktykowałam w najlepszych klinikach na świecie. Nawet u Ivo Pantaguy w Rio de Janeiro. To najlepszy specjalista, a Brazylia to centrum światowej chirurgii plastycznej. Znam najnowsze techniki tej chirurgii i mam dostęp do najlepszych materiałów — zapewnia Katarzyna Stelczyk.
Klinika pomaga także ludziom w potrzebie. W tym celu powstała Fundacja Soma-Forma. Nieodpłatnie przywraca do zdrowia osoby po wypadkach lub z wadami wrodzonymi. Opiekuje się też wychowankami domów dziecka.
Za tę działalność Katarzyna Stelczyk otrzymała niedawno medal, certyfikat i honorowy tytuł ambasadora profilaktyki zdrowia z rąk ministra zdrowia i ambasadora ONZ — UNDP.
