Uruchomienie ruletki to gruba prowokacja

opublikowano: 11-02-2021, 20:00

Tydzień temu do ogłoszenia warunkowego wycofania się przez władców od piątku, 12 lutego, z niektórych zakazów prowadzenia działalności gospodarczej rzucił się do kamer wyjątkowo aż kwartet decydentów.

Premier Mateusz Morawiecki oraz dwaj wice, czyli Piotr Gliński i Jarosław Gowin, pozycjonowali się na „dobrych policjantów”, natomiast ministrowi zdrowia Adamowi Niedzielskiemu już na stałe przypadła rola „złego”, który straszy przesłuchiwanych…, pardon, zdesperowanych polskich przedsiębiorców możliwością powrotu do restrykcji. Notabene wicepremier z teką ministra rozwoju, pracy i technologii od czasu tamtego występu wciąż walczy z puczem wewnątrz stworzonej przez siebie rządowej przystawki Porozumienie Jarosława Gowina (nazwisko przewidująco wstawił w 2018 r. do nazwy zarejestrowanej w sądzie). Początkowo wyglądało to na operetkę, ale może doprowadzić nawet do wysadzenia sejmowej większości pod przewodem Prawa i Sprawiedliwości.

Przedsiębiorcy z branż zarówno warunkowo ułaskawionych, jak też skazanych na dalszą odsiadkę zapowiedź wyroku niby znali. Prawnie liczy się jednak tylko Dziennik Ustaw, na który musieliśmy czekać prawie tydzień, aż do tłustego czwartku. Około godziny 15 wreszcie opublikowane zostało rozporządzenie Rady Ministrów, wchodzące w życie od północy, czyli z vacatio legis zaledwie 9-godzinnym. Przedsiębiorcy i tak powinni być szczęśliwi, że ukazało się nie o godzinie… 23, jak to rząd PiS miewa w zwyczaju. Takie trzymanie tysięcy firm do ostatniej chwili w niepewności to kolejny przykład lekceważenia przez władców nie tylko biznesu, lecz generalnie społeczeństwa. Notabene wytęsknione zwłaszcza przez hotelarzy rozporządzenie walentynkowe zostało fatalnie napisane, bo to enta już nowelizacja wersji wyjściowej z 21 grudnia 2020 r., bardzo trudna do czytania. Kto chce być na bieżąco, musi we własnym zakresie tworzyć plik z tekstem ujednoliconym. Zgodnie z zasadami dobrej legislacji, po tylu chaotycznych zmianach bezwzględnie powinno zostać wydane rozporządzenie nowe, będące od razu urzędową wersją jednolitą.

Na całe szczęście władcy z grubsza dotrzymali obietnic z poprzedniego piątku. Znalazła się jednak istotna zmiana na plus, przeforsowana przez bardzo specyficzne lobby. Z zaskoczenia wstawiono dodatkowe warunkowe ułaskawienie w takim brzmieniu: „Do dnia 28 lutego 2021 r. w kasynach oraz obiektach działalności związanej z eksploatacją automatów do gier hazardowych (ujętej w PKD w podklasie 92.00.Z) może znajdować się nie więcej niż 1 osoba na 15 m2 powierzchni dostępnej dla klientów, przy zachowaniu odległości co najmniej 1,5 m, z wyłączeniem obsługi. Przed wejściem do kasyna lub obiektu działalności związanej z eksploatacją automatów do gier hazardowych zamieszcza się informację o limicie osób oraz podejmuje środki zapewniające jego przestrzeganie”. A zatem jaskinie ruletki i pokera (hazardowi naturalnie towarzyszy m.in. serwowanie drinków i przekąsek) załatwiły sobie zapis, precyzujący rygory prowadzenia działalności podczas epidemii, o jakim od wielu tygodni marzy gastronomia czy branża fitness.

Paranoja antywirusowej polityki rządu: od 12 lutego jedzą, piją, lulki palą – ale tylko w kasynach, zwyczajne lokale nadal przymusowo zamknięte.
Adobe Stock

Wybiórcza łaska dla branży hazardowej to zarazem dyskryminacja innych firm usługowych z półki bardzo podobnej co do stopnia zagrożenia transmisją koronawirusa. Mówiąc bardziej dosadnie – gruba prowokacja rządu. Przepowiadam, że stanie się katalizatorem masowego ruchu oporu pokrzywdzonych przedsiębiorców wobec nieuczciwych władców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane