W Monachium zakończyły się targi Transport Logistic, które prawdopodobnie były największą wystawą transportowo-logistyczną w tym roku w Europie, mimo że w innych krajach naszego kontynentu szykuje się jeszcze kilka znaczących imprez na jesieni.
Liczba wystawców — prawie 1,3 tys. (w tym 21 firm z Polski) oraz zwiedzających — ponad 40 tys., wskazuje, że raczej nigdzie nie powtórzy się tak wielkie wydarzenie logistyczno-transportowe. Wzięły w nim udział zarówno duże koncerny, jak i firmy kilkuosobowe.
Mniejsze spółki, tworząc np. ekspozycje krajowe (skupiające osobne stoiska), gromadziły się w jednym miejscu, dzięki czemu były bardziej widoczne i łatwiej rozpoznawalne jeśli chodzi o usługi oferowane w danym kraju. Tak pokazywali się przedsiębiorcy np. z Czech, Włoch czy Litwy.
Niestety, z takiego rozwiązania polskie firmy nie skorzystały, a szkoda, bo zainteresowanie naszym krajem było szczególnie duże, zwłaszcza jeśli chodzi o inwestycje w centra dystrybucyjne i obsługi ładunków kierowanych na Wschód. Osoby odwiedzające polskie stoiska potwierdzały, że nasz kraj jest postrzegany jako doskonała furtka na Wschód. To dowód, że mamy ogromny, niewykorzystany jeszcze potencjał logistyczny. Pozostaje tylko pytanie: w jakim stopniu Polacy są w stanie go zagospodarować. Jednak nie wszystko zależy od samych przedsiębiorców, bo istotną zachętą do korzystania z ich usług mogłyby być obowiązujące w naszym kraju regulacje prawne.
W innych krajach urzędnicy zwracają większą uwagę na to, co dzieje się w ich środowisku gospodarczym. W Monachium pojawili się nie tylko przedstawiciele biznesu, ale również administracji rządowej poszczególnych państw europejskich, którzy brali udział w konferencjach i spotkaniach, zachęcając do korzystania z usług firm w swoich krajach. Niektóre ministerstwa miały nawet swoje wystawy, jak np. ministerstwo transportu z Czech.
Z Polski nie było nikogo, nie było też „dnia polskiego”, jedynie kilka dużych koncernów zorganizowało dni polskie na swoich stoiskach. Mały udział (biorąc pod uwagę ogólną liczbę wystawców) polskich firm być może wynika z tego, iż impreza ta nie jest objęta dofinansowaniem ze środków Unii Europejskiej, z czego korzystają prawie wszystkie inne kraje unijne. Zwrot kosztów udziału w targach wynosi do 70 proc. Szkoda, bo kolejna okazja do pokazania w Monachium naszego rynku transportowo-spedycyjno-logistycznego będzie dopiero za dwa lata.
Beata Trochymiak Polska Izba Spedycji i Logistyki