Ponoć na tym świecie tylko dwie rzeczy są pewne — śmierć i podatki. Jednak w Polsce akurat podatków nigdy nie możemy być pewni. Przez lata została misternie utkana pajęczyna niejasnych i sprzecznych przepisów z wielu ustaw i rozporządzeń. Skutek? Często to wola urzędnika, a nie litera prawa decyduje, co i kiedy należy stosować. Nie dziwi więc, że w rankingu "Paying Taxes", sporządzonym przez PricewaterhouseCoopers, nasz kraj znalazł się w UE na przedostatnim miejscu.
Przykładów, dlaczego tak kiepsko wypadamy w rankingu, nie brakuje. Sprawa Romana Kluski przeszła już do legendy, ale przedsiębiorców prowadzących walkę z fiskusem jest znacznie więcej. Wśród nich znaleźli się producenci działów specjalnych produkcji rolnej, a więc m.in. drobiarze, pszczelarze, grzybiarze. Przez wiele lat mogli niezależnie od wielkości obrotu wybrać sposób rozliczania się z podatku dochodowego — zwykły lub ryczałtowy. Nagle w 2004 r. urzędnicy Ministerstwa Finansów zdecydowali: kto ma ponad
800 tys. euro przychodu, może
zapomnieć o ryczałcie. A do-
datkowo musi zapłacić wyższe
podatki wraz z odsetkami
za okres… pięciu lat wstecz.
Skutkiem są ciągnące się
latami sprawy sądowe i groźba
masowych bankructw.
Jeśli nie chcemy uchodzić wśród przedsiębiorców, także zagranicznych, za podatkowy Dziki Zachód — czas przystąpić do uporządkowania przepisów, wprowadzić jasne reguły dokonywania interpretacji oraz odpowiedzialności urzędników za błędne decyzje. Zasada "fiskus zawsze ma rację" nie ma podstaw ani prawnych, ani moralnych.
Andrzej Arendarski
prezes Krajowej Izby Gospodarczej,
wiceprezes Eurochambres