Urzędowy optymizm przegrał z prozą życia
NAGANA PRZED FRONTEM: Mimo wielu uwag pod adresem prezesa Stanisława Alota, premier Jerzy Buzek na razie nie zdecydował się na jego odwołanie. fot. Borys Skrzyński
Każda z czterech rządowych reform ma jakieś niedociągnięcia. Dotychczas najgłośniej mówiło się o błędach reformy służby zdrowia, ale ostatnio nie ustępuje jej emerytalna. Sprawcą tego jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który okazał się nie przygotowany ani do reformy zdrowotnej, ani tym bardziej do emerytalnej. I chociaż można się tego było spodziewać, to wcześniej jakoś nikt głośno o tym nie mówił. Przedstawiciele branży obawiali się reakcji rządu, ZUS, a przede wszystkim UNFE.
PRASA ZAGRANICZNA już w styczniu przepowiadała, że reforma emerytalna w Polsce nie będzie od razu sprawnie funkcjonować. Wskazywała m.in. na braki w systemie informatycznym oraz na to, że Prokom — realizator tegoż systemu — nie zdąży na czas z jego uruchomieniem. I tak się stało. Według obserwatorów zagranicznych, datą realną był dopiero 1 stycznia roku 2000. Przyznaje to również Ryszard Krauze, szef Prokomu, który twierdzi, iż taki był pierwotny termin. Wdrażanie podobnych systemów informatycznych w krajach takich jak Chile i Meksyk trwało od trzech do czterech lat i nadal są one tam udoskonalane. Szkoda, że w Polsce nikt tego nie wziął pod uwagę. A przecież nasz II filar oparty jest w dużej mierze na doświadczeniach Ameryki Łacińskiej.
TWÓRCY I ORGANIZATORZY polskiej reformy emerytalnej zapomnieli o jej najważniejszym elemencie, czyli instytucji rozdzielającej składki ubezpieczonych. Arbitralnie zdecydowano, że system ma działać sprawnie od 1 stycznia 1999 roku, zaś fundusze otrzymają już w maju składki swoich klientów. Prokom miał przygotować w ciągu 9 miesięcy gotowy produkt i zgodził się na to, chociaż musiał zdawać sobie sprawę, iż jest to termin mało realny. Datą bezpieczną był 1 stycznia 2000 r., tym bardziej że w momencie przyjmowania tych ustaleń nie były gotowe wszystkie przepisy dotyczące reformy. Ważniejsze od zdrowego rozsądku okazały się jednak z jednej strony względy polityczne, zaś z drugiej — wartość kontraktu.
KTO NAJBARDZIEJ ZAWINIŁ? Rząd, który za późno przygotował ustawy? ZUS, który nie ostrzegał, że może nie zdążyć? Środowisko funduszy emerytalnych, które coś przeczuwało, ale milczało? Prokom, który we właściwym czasie głośno nie protestował? Wszyscy mają udział w tym, że oto mamy sierpień, zaś składki do funduszy nie przepływają regularnie. A można było tego uniknąć. Wystarczyło w odpowiednim czasie przerwać urzędowy optymizm i odłożyć termin rozpoczęcia działalności przez towarzystwa i fundusze emerytalne. Firmy, które dzisiaj uczestniczą w II filarze i tak by nie zrezygnowały, ponieważ interes jest zbyt opłacalny.
PRAWDOPODOBNIE nikt się również nie spodziewał, że już w ciągu pierwszych miesięcy przystąpi do II filaru ponad 5 mln osób, czyli ponad 80 proc. z ponad 6 mln planowanych. Gdyby szczyt zgłoszeń nastąpił we wrześniu, do obecnej sytuacji zapewne by nie doszło, a ZUS miałby już wprawę. Jednak przy wprowadzaniu tak potężnej reformy trzeba uwzględnić wszystkie ewentualności, a nie naiwnie liczyć na szczęście. Stanisław Alot, prezes ZUS, był urzędowym wiecznym optymistą i z rozbrajającym uśmiechem przekonywał, że wszystko jest w porządku, chociaż od samego początku nie było!
PROPOZYCJA wypłacania funduszom zaliczek przez ZUS, na poczet ich przyszłych wpływów, wywołuje wiele kontrowersji. Dzieli towarzystwa emerytalne, które obawiają się wielkiego zamieszania oraz kalkulują, czyj interes zostanie w ten sposób zaspokojony: klientów czy PTE. Zresztą w innych krajach forma zaliczek nie sprawdziła się. Zaniepokojony premier Jerzy Buzek zapowiada systematyczną kontrolę funkcjonowania harmonogramu, ustalonego na nowo przez ZUS i Prokom. Obiecuje już wÉ listopadzie zdecydowaną poprawę i wypłacenie zaległych odsetek klientom OFE.
NAM NIE POZOSTAJE nic innego, jak znowu zaufać władzy i cierpliwie czekać. Ale ta cierpliwość zaczyna się już kończyć.