W wygłoszonym we wtorek wieczorem czasu lokalnego (w środę o godz. 3.00 nad ranem czasu polskiego) dorocznym orędziu o stanie państwa, prezydent George W. Bush zapowiedział kontynuację szerzenia demokracji na świecie i walki z globalnym terroryzmem islamskim.
W trwającym prawie godzinę przemówieniu w Kongresie Bush przestrzegł przeciwko izolacjonizmowi i obiecał, że Ameryka "nie wycofa się" ze swoich zobowiązań międzynarodowych. Miarą amerykańskiego przywództwa na świecie - podkreślił - musi byćdokończenie rozpoczętego dzieła w Iraku, tj. pokonanie tam niedobitków reżimu Saddama Husajna i terrorystów islamskich.
"Nasz naród jest oddany realizacji historycznego, długofalowego celu - zmierzamy do położenia kresu tyranii naświecie. Zależy od tego przyszłe bezpieczeństwo Ameryki. (....) W czasie próby nie możemy znaleźć bezpieczeństwa przez porzucenie naszych zobowiązań i wycofanie się w nasze granice. Ameryka nigdy tego nie zrobi" - powiedział
Bush po raz kolejny przedstawił terrorystów islamskich jako śmiertelne zagrożenie dla Ameryki i podkreślił, że nie można biernie czekać na atak z ich strony. Ponownie przedstawił też operację wojskową w Iraku jako część wojny z globalnym terroryzmem oraz krucjaty na rzecz demokracji na szeroko rozumianym Bliskim Wschodzie.
"Intencje terrorystów trzeba brać poważnie. Ich celem jest zdobycie władzy w Iraku i atakowanie stamtąd. Dążą oni do pozyskania broni masowego rażenia. Przeliczą się jednak. My kochamy naszą wolność i będziemy walczyć, aby ją zachować" -oświadczył.
Powtórzył, że przedwczesne wycofanie wojsk amerykańskich z Iraku - do czego wzywa rząd USA część demokratycznej opozycji - byłoby ogromnym błędem. "Pokazałoby to, że obietnice Ameryki nic nie są warte" - powiedział, dodając, że w Iraku "nasz naród ma tylko jedną opcję: dotrzymać słowa, wspierać naszych sojuszników i pokonać wroga".
Decyzje o stopniowym wycofywaniu wojsk z Iraku - powiedział - "będą podejmowane przez dowódców wojskowych, a nie przez polityków w Waszyngtonie".
Do gmachu Kapitolu, gdzie Bush wygłaszał orędzie, próbowała się dostać Cindy Sheehan, matka żołnierza poległego w Iraku i zażarta przeciwniczka wojny. Została jednak aresztowana przed budynkiem przez straż Kongresu.
W swoim przemówieniu prezydent ostrzegł także Iran przed próbami uzbrojenia się w broń atomową. "Narody świata nie mogą pozwolić, aby reżim irański wszedł w posiadanie broni nuklearnej" - powiedział.
Wezwał także radykalną islamską partię Hamas, która niedawno wygrała wybory na terytoriach palestyńskich, aby złagodziła swoją ekstremistyczną postawę.
"Przywódcy Hamasu muszą teraz rozbroić swoją milicję, uznać Izrael i nauczyć się jak żyć w pokoju z resztą świata" - oświadczył. Rząd USA zapowiedział, że cofnie pomoc finansową dla Autonomii Palestyńskiej, jeśli rząd wyłoniony przez Hamas nie wyrzeknie się terroru i zamiaru zniszczenia Izraela.
W części poświęconej sprawom krajowym, Bush zapowiedział m.in. politykę popierania produkcji alternatywnych źródeł energii, aby zmniejszyć zależność USA od ropy naftowej. Ameryka musi sprowadzać ropę z niestabilnego regonu Zatoki Perskiej i np. Z Wenezueli, gdzie rządzi obecnie antyamerykański populista, prezydent Hugo Chavez.
Prezydent wezwał Kongres do wyasygnowania funduszu na badania naukowe nad takimi zasobami energetycznymi jak energia słoneczna, a także zapowiedział rozbudowę "czystych i bezpiecznych" elektrowni atomowych.
Przyrzekł następnie zreformowanie systemu usług zdrowotnych, aby zapewnić większą dostępność tanich ubezpieczeń medycznych.
Zaapelował także do Kongresu o przedłużenie ważności ustawy antyterrorystycznej, której część zapisów krytykowana jest jako ograniczanie swobód obywatelskich.
Wezwał poza tym legislaturę do przegłosowania ustaw, które na stałe utrwaliłyby uchwalone na razie tymczasowo obniżki podatków.