"Usłyszcie mój krzyk!"

opublikowano: 08-09-2015, 11:50

Na oczach stu tysięcy widzów, dyplomatów i szefów PZPR, 8. września 1968 r. podczas ogólnokrajowych dożynek na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia samospalenia dokonał Ryszard Siwiec.

Ten desperacki gest był protestem przeciwko inwazji państw Układu Warszawskiego na Czechosłowację. W pociągu z Przemyśla do Warszawy pisał do swojej żony:

Zobacz więcej

Ryszard Siwiec (1909-1968)

"Kochana Marysiu, nie płacz. Szkoda sił, a będą ci potrzebne. Jestem pewny, że to dla tej chwili żyłem 60 lat. Wybacz, nie można było inaczej. Po to, żeby nie zginęła prawda, człowieczeństwo, wolność ginę, a to mniejsze zło niż śmierć milionów. Nie przyjeżdżaj do Warszawy. Mnie już nikt nic nie pomoże. Dojeżdżamy do Warszawy, pisze w pociągu, dlatego krzywo. Jest mi tak dobrze, czuję spokój wewnętrzny jak nigdy w życiu.

List ten dotarł do adresatki dopiero w 1990 r. Przez 22 lata spoczywał w archiwum Służby Bezpieczeństwa, która go przechwyciła i ukryła starając się zatuszować jakikolwiek ślad po desperackim czynie Siwca.

Kim był człowiek, który zainspirowany samobójstwem buddyjskiego mnicha w 1963 r., protestującego przeciwko prześladowaniom współwyznawców, postanowił sam spektakularnie zapłonąć aby zwrócić uwagę społeczeństwa? Siwiec urodził się w 1909 r., skończył filozofię na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie a w czasie wojny walczył w AK. Po 1945 r. odmówił pracy w szkole zdając sobie sprawę z konieczności wykładania filozofii marksistowskiej w szkołach komunistycznej Polski. Podjął pracę jako księgowy, dorabiając hodowlą kur i uprawą ogrodu. 

Przez lata pisał na maszynie ulotki antykomunistyczne, które podpisywał JAN POLAK. Jednak dopiero interwencja w Czechosłowacji, z udziałem Wojska Polskiego, z którego mundurem czuł się związany, przekonała go o konieczności wstrząśnięcia sumieniem Polaków. Przed wyjazdem do stolicy napisał testament, który zakończył słowami: 

"Ludzie, w których może jeszcze tkwi iskierka ludzkości, uczuć ludzkich, opamiętajcie się! Usłyszcie mój krzyk, krzyk szarego, zwyczajnego człowieka, syna narodu, który własną i cudzą wolność ukochał ponad wszystko, ponad własne życie, opamiętajcie się! Jeszcze nie jest za późno!"

Przed podpaleniem rozrzucił plik ulotek tłumaczących jego gest, po czym oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił. Nie pozwalał gasić płomieni, krzyczał: Protestuję

Poparzenia objęły 85% jego ciała. Zmarł po 4 dniach w Szpitalu Praskim. Został pochowany na cmentarzu w rodzimym Przemyślu. Podczas pogrzebu Służba Bezpieczeństwa rozsiewała plotki, jakoby był on alkoholikiem i człowiekiem niezrównoważonym.

Pół roku później na praskim placu św. Wacława samospalenia dokonał student czeski Jan Palach. Nie mógł on wiedzieć o czynie Siwca, ponieważ pierwsza taka informacja publiczna została podana przez Radio Wolna Europa już po śmierci ich obydwu.

Oficjalnie na temat czynu Siwca można było mówić dopiero po upadku komunizmu, choć już w 1981 r. rodzina zmarłego zaryzykowała i własnym sumptem wydała broszurę tłumaczącą jego czyn. W 1991 r. powstał film "Usłyszcie mój krzyk!" (nagrodzony Feliksem w Berlinie) wykorzystujący utajnione dotychczas materiały filmowe SB. 

W XXI wieku Ryszrad Siwiec został pośmiertnie odznaczony najwyższymi polskimi, czeskimi i słowackimi orderami. Jego imię noszą most w Przemyślu i ulice w Pradze i Warszawie. Pomniki ku czci jego odważnego sprzeciwu i desperackiego gestu w obronie polskiego honoru stoją w stolicach Czech i Polski.

Materiały filmowe Służby Bezpieczeństwa ukrywane do 1990 r.:

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu