Ustawa nadal kością niezgody

opublikowano: 16-01-2012, 00:00

REFUNDACJA LEKÓW

Komentarz w ubiegły czwartek zatytułowany „Legislacja pieczątkowa” zakończyłem proroczym zdaniem „Ale pozostają jeszcze ci aptekarze…”. Przewidywałem, że bezwarunkowa kapitulacja rządu wobec protestujących lekarzy to jeszcze nie koniec lekowego horroru i że swojego nie popuści kolejna branża. Słowo staje się ciałem od dzisiaj, gdy rusza akcja protestacyjna polegająca na godzinnym zamykaniu aptek w środku dnia.

Środowisko farmaceutyczne jest wycinkową nowelizacją rozżalone podwójnie. Po pierwsze dlatego, że podczas pieczątkowego protestu lekarzy wykazywało wiele cierpliwości i dzięki swojej elastyczności zdecydowanie złagodziło jego skutki dla pacjentów. Po drugie zaś widzi, że tylko bezwzględną postawą daje się wywalczyć zmianę nielogicznych przepisów. Dlatego wręcz zdumiewa, że odpowiedzialna za ustawę refundacyjną była minister zdrowia Ewa Kopacz jako marszałek Sejmu stwierdziła, że wejście w życie pilnej nowelizacji powinno uspokoić pacjentów.

Zgadzam się z Ministerstwem Zdrowia, że system przepływu publicznych miliardów na refundację leków musi być kontrolowany. Premier Donald Tusk krytykując protest lekarzy rzucił nawet przykład z ruchu drogowego, że kierowcy nie wolno przekraczać prędkości, bo mu się tak akurat podoba. Tyle tylko, ze kodeks drogowy egzekwuje aparat państwa, policja lub straż miejska. Tymczasem do systemu refundacji zaprzęgnięci zostali prywatni przedsiębiorcy, np. lekarze podejmujący decyzje administracyjne o skutkach finansowych, wykonywane przez farmaceutów. Tymczasem w części regulacyjnej powinien uczestniczyć wyłącznie aparat państwa, czyli Narodowy Fundusz Zdrowia, a lekarze i aptekarze powinni być jedynie kierowcami…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu