Ustawa nie może preferować wybranych firm

Materiał sponsorowany
opublikowano: 2014-04-15 00:00

Z MARCINEM ROSZKOWSKIM, PREZESEM ZARZĄDU INSTYTUTU JAGIELLOŃSKIEGO, ROZMAWIA PAWEŁ MUELLER

Eksperci Instytutu Jagiellońskiego alarmują, że prace nad projektem ustawy regulującej rynek pożyczek przybierają niepokojący obrót. Czy faktycznie są ku temu powody?

Regulacja sektora pożyczkowego jest sprawą niezwykle istotną. Nie przekonują mnie argumenty części branży, że rynek sam się ureguluje. Bezpieczeństwo finansowe obywateli jest sprawą tak wielkiej wagi, że nie można polegać tu jedynie na deklaracjach uczestników rynku. Dlatego potrzebne jest szybkie przyjęcie przepisów, które pogodzą trzy zasadnicze kwestie: ochronę konsumentów przed nieuczciwymi firmami, możliwość wyboru oferty pożyczkowej i swobodę działalności gospodarczej. Jest to zadanie karkołomne, ale bez zachowania tych trzech warunków każda regulacja będzie zła. Niestety, ostatnia wersja projektu, która wyszła z resortu finansów, narusza wszystkie te trzy elementy.

Proszę o konkrety.

Jednym z celniejszych rozwiązań, zaproponowanych przez MF na poprzednich etapach prac, był rejestr rzetelnych firm pożyczkowych i wymóg 200 tys. zł kapitału, którym musiałyby się legitymować podmioty udzielające pożyczek. Byłoby to mobilizacją do przestrzegania dobrych praktyk. Rezygnacja z pomysłu rejestru powoduje, że ochrona konsumentów stanie się iluzoryczna. Na pewno cieszą się z tego te firmy, które są stałymi „klientami” UOKiK w zakresie wysokich kar z powodu złych praktyk. Rozwiązania, które praktycznie eliminują mikropożyczki, skazują Polaków na korzystanie z pożyczek długoterminowych — a więc zawężają możliwość wyboru. Ta eliminacja natomiast stanowi otwarte preferowanie firm specjalizujących się w pożyczkach na dłuższy okres, zatem wyraźnie ogranicza zasadę swobody działalności gospodarczej.

Rząd wyjaśnia, że chodzi o walkę z lichwą. Nie jest Pan przekonany co do konieczności rozwiązań, które idą w tym kierunku?

Ależ uważam, że są one niezbędne! Rzecz w tym, że najnowsza wersja projektu nie daje narzędzi do eliminowania firm balansujących na granicy prawa, tylko daje określone preferencje wybranym uczestnikom rynku pożyczkowego. Jeśli zlikwidujemy „chwilówki” świadczone przez profesjonalne firmy, to przysporzymy klientów przysłowiowym firmom reklamującym się na latarniach i lombardom. Mikropożyczki zaciągają osoby, które potrzebują pieniędzy na najważniejsze potrzeby, a nie ci, którzy chcą wyjechać na wakacje życia.

Czy wobec tego nie powinno być żadnych limitów kosztów?

Owszem, powinny być, ale nie wzięte z sufitu, lecz uwzględniające realia rynkowe i odpowiednio uzasadnione. Dobrym, choć nie doskonałym krokiem w tym kierunku była grudniowa wersja projektu. Natomiast zróżnicowanie limitu kosztów dla pożyczek krótko- i średniookresowych jest po prostu stworzeniem preferencyjnych warunków dla części sektora pożyczkowego. To zaś wymaga zadania urzędnikom MF i Kancelarii Premiera pytania o powody takiej decyzji, o przebieg prac nad ustawą (w tym konsultacje z podmiotami zewnętrznymi) i o przedstawienie skutków takich rozwiązań. Zapewniam, że będziemy dalej monitorować przebieg prac nad ustawą.