Firma prezentowana w kolejnym odcinku cyklu „Było, nie minęło” sięga korzeniami do roku 1936. Automatycznie wywołuje to historyczne skojarzenia z Centralnym Okręgiem Przemysłowym. Ale tym razem nie chodzi o sektor zbrojeniowy czy lotniczy, lecz o jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek spożywczych — Tymbark.
Odpowiedź na zdegradowanie
Historia gminy Tymbark na południowy wschód od Krakowa, w centralnej części Beskidu Wyspowego, sięga XIV wieku. Polujący w pobliskich lasach król Kazimierz Wielki zdecydował w 1357 r. o lokacji dla kolonistów niemieckich miasta Tannenberg, czyli po polsku Jodłowej Góry. Przez lata wersja niemiecka uległa regionalnemu przekształceniu w Tymbark. Notabene w okresie niepodległej II Rzeczypospolitej, konkretnie w 1934 r., miasto po długich sześciu wiekach utraciło swój status. Z powodów społeczno-ekonomicznych, jako że większość mieszkańców pracowała w sektorze rolnym. Zdegradowany do gminy wiejskiej Tymbark do dzisiaj jednak szczyci się kazimierzowskim herbem z królewską koroną. Już w XVII wieku rozwijało się na tamtejszym terenie sadownictwo, a Dunajcem i dalej Wisłą płynęły do Gdańska słynne tymbarskie śliwki. W okresie zaborów Austriacy postawili, wzorem podalpejskich miejscowości w Tyrolu, na dalszy rozwój sadownictwa. Praktyczne władze Galicji wprowadziły wręcz obowiązek sadzenia drzewek owocowych przez… pary zawierające związek małżeński. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości upłynęło jednak sporo czasu do powstania w Tymbarku poważnego podmiotu gospodarczego — Podhalańskiej Spółdzielni Owocarskiej. Formalnie została zarejestrowana w sądzie 24 marca 1937 r., ale działalność podjęła kilka miesięcy wcześniej — stąd wspomniany na początku rok 1936 dumnie wybijany na współczesnych opakowaniach. Założycielem spółdzielni był młody inżynier sadownictwa, nauczyciel miejscowej szkoły rolniczej z talentem menedżerskim — Józef Marek.
Wzorcowy zakład socjalistyczny
Wojna i okupacja hitlerowska oczywiście sparaliżowały owocowy biznes, ale po 1945 r. spółdzielnia szybko odżyła i ponownie stała się jedną z najbardziej prężnych firm Małopolski. Ze względów doktrynalnych w 1950 r. spółdzielnię upaństwowiono, jak wszystkie większe firmy, a rok później Tymbark stał się częścią Centralnego Zarządu Przemysłu Owocowo-Warzywnego. Jako wzorcowe socjalistyczne przedsiębiorstwo zakład stopniowo się jednak rozwijał i rozbudowywał. Następowały także powolne przemiany technologiczne. W 1959 r. szwajcarski ekspert zaproponował nowatorskie w Polsce zagęszczanie soku owocowego. Dwa lata później zainstalowano pierwszą w kraju stację wyparną do zagęszczania soków z jabłek oraz owoców kolorowych. W 1967 r. — trudno uwierzyć, że dopiero wtedy — opracowana została w Tymbarku receptura soku z czarnej porzeczki. Później zainstalowano suszarnię rozpyłową oraz uruchomiono produkcję proszków owocowych i warzywnych. Ruszyło odwadnianie aromatów owocowych i odzyskiwanie barwników z wytłoków.
W latach osiemdziesiątych zakład włączono w struktury Igloopolu Dębica, który metodami administracyjnymi został małopolskim potentatem branży spożywczej. Zmiany ustrojowe umożliwiły w 1990 r. powrót firmy w Tymbarku do statusu samodzielnego przedsiębiorstwa przekształconego w 1995 r. w jednoosobową spółkę skarbu państwa — Podhalańskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Spożywczego Tymbark. Twarde realia rynkowe spowodowały jednak, że od 1999 r. zakład stał się częścią grupy Maspex Wadowice.
Fragment większej całości
XXI wiek to całkiem nowa epoka w dziejach Tymbarku. Grupa Maspex rozwinęła się w prawdziwego potentata branży spożywczej w Europie Środkowej i Wschodniej, dlatego stać ją na rozwojowe inwestycje i wdrażanie nowoczesnych technologii. Należy do absolutnej czołówki polskich przedsiębiorstw, co docenia środowisko biznesowe. Forum Ekonomiczne w Krynicy-Zdroju wyróżniło Maspex Wadowice tytułem Firmy Roku 2008 Europy Środkowej i Wschodniej. Znaczące są również osiągnięcia dosłownie z ostatnich dni. Maspex znalazł się w piątce nominowanej w kategorii „Polska marka na świecie” wielkiego rankingu „Pulsu Biznesu” upamiętniającego srebrny jubileusz gospodarczej i społecznej wolności (finałowej gali z 20 maja poświęcamy w tym magazynie strony 56-57). Prezes grupy Krzysztof Pawiński znalazł się zaś w trójce menedżerów nominowanych w kategorii „Sukces” prestiżowych nagród im. Jana Wejcherta (uroczystość z 15 maja przypominamy na stronie 58).
Stworzona od podstaw grupa Maspex to wręcz symbol ćwierćwiecza polskich przemian. Powstała w 1990 r., a później systematycznie tworzyła lub przejmowała kolejne marki, wchodziła na kolejne rynki. Obecnie zatrudnia 5 tys. osób, skupia 12 spółek krajowych oraz 11 zagranicznych, a jej skonsolidowane przychody przekraczają rocznie 3 mld zł. Poza Polską obecna jest w państwach unijnych — Czechach, Słowacji, Węgrzech, Rumunii i Bułgarii, a także na Ukrainie, w Rosji i ostatnio w Turcji. Jej oferta dzieli się na dwa podstawowe segmenty: mokry — soki, nektary, napoje owocowe, napoje energetyczne; suchy — makarony i płatki, sosy i dania, produkty instant, słodycze, słodziki, witaminy i suplementy diety. Do głównych marek należą: Kubuś, Lubella, Puchatek, Ekland, Deco-Morreno, Cremona, La Festa, Plusssz. Nie tylko z racji wieku dziekanem całego tego korpusu pozostaje oczywiście Tymbark. Zakup przez Maspex w 1999 r. tej spółki razem z cenną marką umożliwił jej umocnienie na pozycji lidera wyjątkowo konkurencyjnego rynku soków, nektarów i napojów, a także dżemów, marmolad i owocowych win. Zaufanie konsumentów zobowiązuje do zachowania wysokiej jakości i bezpieczeństwa napojów. Wewnętrzne przepisy proekologiczne są zaś w Tymbarku często nawet bardziej restrykcyjne od międzynarodowych standardów, co doceniają… bociany, których para od lat przylatuje i rozmnaża się w gnieździe na historycznym kominie zakładu (zdjęcie obok). Poszukując siedlisk, bociany są naprawdę bardzo wybredne i poważnie myślą o przyszłości, zatem ich przywiązanie do Tymbarku to symboliczna dobra wróżba również w kategoriach biznesowych.
Kapslowy strzał w dziesiątkę
Aż trudno uwierzyć, ale przez cały okres Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej powszechnie znany Tymbark nie miał wyrazistego logo. Na etykietach i opakowaniach pojawiały się incydentalnie owoce, ale równie oficjalnym co przypadkowym znakiem marki pozostawały… dwa koguciki z ludowej wycinanki. Absolutnie nie kojarzyły się z branżą, zatem nie spełniały podstawowego celu stawianego przed takim znakiem. Dopiero w warunkach uwolnionego rynku, w 1991 r., opracowane zostało i wprowadzone naturalne i proste logo — jabłuszko.
Znakomitym pomysłem marketingowym idącym w ślad za nowym znakiem okazało się zapoczątkowane w 1993 r. umieszczanie napisów pod kapslami butelek. Historyczny pierwszy brzmiał „Uszy do góry”, potem doszły takie jak „Trzymaj się”, „Uśmiechnij się”, a obecna paleta sięga… pięciuset wariantów. Firma wykorzystuje również kreatywność zgłaszających propozycje klientów. Oto kilka przykładów: „Wyjdziesz za mnie?”, „W naturze siła!”, „To jak będzie z nami?”, „Pooglądamy znaczki?”, „A dokąd to?”, „Uwielbiam, kiedy to robisz”, „Spragnionych napoić!”, „Owocowa nadprzestrzeń”, „A flaszka jest?”, „Znasz li ten kapsel?”, „Otwierasz znakomicie!”, „Wstrząśnięty i zmieszany”, „Oczywista owocowość”, „Ciągnie kapsla do ludzi”. Ten prosty w sumie pomysł zwiększył Tymbarkowi sprzedaż wręcz skokowo. Dzisiaj już się opatrzył, ale zarazem ugruntował, nadal aktywne są fora kolekcjonerów poszukujących brakujących wersji. Najprostszym rozwiązaniem jest zwyczajnie… kupić napój i liczyć na trafienie. Do szczególnie spragnionych trafiają dodatkowe inicjatywy Tymbarku, np. rozdawanie magnetycznych kapsli z okazji walentynek.
I pomyśleć, że kiedyś od kapsla używanego w podwórkowych wyścigach wymagało się jedynie, aby był równy, tzn. niepogięty przy otwieraniu butelki, i miał po pstryknięciu dobry poślizg…
