3,3 mld zł — taka jest wartość tegorocznych przetargów Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) na utrzymanie szybkich tras. W pierwszych postępowaniach — na Mazowszu, w regionach gdańskim i poznańskim — wykonawcy już złożyli oferty. Niezależnie od tego, czy były to zamówienia warte setki milionów złotych – jak w Gdańsku, czy niewielkie, kilkumilionowe — jak w Poznaniu, wartość najtańszych ofert była niewiele wyższa niż połowa budżetu GDDKiA. Na Pomorzu np. kosztorys dyrekcji opiewał na 637,6 mln zł, a najtańsze oferty na 381,4 mln zł.
— Trudno przypuszczać, że zamawiający aż tak się pomylił opracowując kosztorysy. Ceny ofert są niskie m.in. dlatego, że w postępowaniach zaczynają pojawiać się niewielkie firmy, dotychczas realizujące różne kontrakty samorządowe. Brakuje im zleceń na rynku lokalnym, więc szukają ich w zamówieniach GDDKiA — mówi Grzegorz Bagiński, dyrektor generalny grupy Saferoad w Polsce.
W efekcie ceny tną także podmioty specjalizujące się w utrzymaniu dróg, które nie mają zdywersyfikowanej działalności.
Firmy planują spotkanie z GDDKiA i resortem infrastruktury
Wiele firm szykuje się na batalię w Krajowej Izbie Odwoławczej (KIO), by sprawdziła, czy konkurenci nie oferują rażąco niskich stawek.
— Na 10 maja zaplanowaliśmy branżowe spotkanie, a 11 maja będziemy uczestniczyć w konferencji z przedstawicielami Ministerstwa Infrastruktury i GDDKiA, na którym będziemy omawiać kwestie związane z utrzymaniem dróg. Zaskakują nas tak niskie ceny w przetargach. Obawiamy się, że w praktyce oferty różnych wykonawców są nieporównywalne, co utrudnia rzetelną ocenę — mówi Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.
Dotychczas wykonawcy brali na siebie ryzyko utrzymania drogi w określonym standardzie i otrzymywali wynagrodzenie ryczałtowe. Według nowych założeń to dyrekcja określa wstępny zakres prac, tzw. przedmiar, na podstawie którego wykonawcy wyceniają prace. Menedżerowie twierdzą, że taki system daje pole do żonglowania cenami, ponieważ GDDKiA nie ma obowiązku zamówienia wszystkich prac w zakresie przewidzianym pierwotnie w postępowaniu. W efekcie by zdobyć kontrakt, zdeterminowani przedsiębiorcy mogą nisko wyceniać niektóre zadania, licząc, że dyrekcja zamówi je w mniejszym zakresie, niż założyła w przetargu, albo nie zamówi wcale. GDDKiA będzie np. przewidywać cykliczne koszenie poboczy i pasów zieleni, ale faktycznie nie zamówi tych prac, bo będzie susza i nie będzie to konieczne. Firma, która nisko je wyceni, może wygrać kontrakt, a wyceniająca wysoko — przegra. Jeśli jednak dyrekcja zamówi wiele robót, które najtańszy oferent tanio wycenił, licząc, że nie będzie musiał ich wykonywać, rentowność kontraktu, a może nawet płynność wykonawcy będą zagrożone. W takiej sytuacji porównanie ofert jest trudne, bo firmy wyceniają różny zakres prac. Jeśli w założonej cenie nie zdołają ich wykonać, dyrekcja może zlecić je innemu wykonawcy i ogłosić nowe postępowanie.

GDDKiA zapewnia natomiast, że nowy system pozwoli realizować płatności za rzeczywiście wykonane prace utrzymaniowe. To zaś złagodzi problem ewentualnego niedoszacowania ofert.
— Na etapie postępowania przetargowego GDDKiA określa szacowany przedmiar prac dla wszystkich pozycji ujętych w tabeli elementów rozliczeniowych. Zadaniem wykonawcy jest przypisanie oferowanej ceny do poszczególnych pozycji jednostkowych. W cenie GDDKiA taki sposób rozliczenia jest najbardziej przejrzysty oraz umożliwia realne i rzetelne określenie cen proponowanych przez wykonawcę. Oferty oceniane są pod kątem prawidłowości dokonanej wyceny oraz tego, czy dana oferta nie jest rażąco niska — twierdzi Szymon Piechowiak, rzecznik GDDKiA, dodając, że jeśli stawki budzą wątpliwości, dyrekcja może zażądać od wykonawcy wyjaśnień, a w razie ich braku albo jeśli nie są one przekonujące, odrzucić ofertę.
Ryzyko niedoszacowania ofert i wzrostu cen złagodzi waloryzacja
Wykonawcy obawiają się także, że wysokie ceny materiałów, np. farb do malowania oznakowań czy stali na bariery, oraz problemy z dostępnością pojazdów potrzebnych do utrzymania dróg mogą negatywnie wpłynąć na rentowność tanich kontraktów. Dyrekcja przypomina jednak, że wprowadza waloryzację, która powinna złagodzić ewentualne podwyżki. Będzie uwzględniać inflację, koszty pracy i paliwa. Ryzyko wzrostu cen innych towarów jest po stronie wykonawcy.
