Uwolnienie rynku pomoże portom
Przedstawiciele regionalnych portów lotniczych chcą otwartego nieba. Nie wiadomo jednak, czy lotniska są w stanie sprostać wzmożonemu ruchowi lotniczemu.
Regionalne porty lotnicze potrzebują około 300 mln zł na dostosowanie infrastruktury do wzrostu ruchu lotniczego. Mogłyby uzyskać te środki od inwestorów prywatnych.
— Mogłyby to być instytucje finansowe, zagraniczni inwestorzy branżowi lub rafinerie. Sprawę blokuje jednak prawo lotnicze, uniemożliwiając wejście kapitałowe inwestorów prywatnych. Tymczasem np. udziałowcem portu lotniczego w Bukareszcie jest niemiecka Lufthansa — mówi Tomasz Szymczak z Portu Lotniczego Poznań Ławica.
Nawet po zmianie prawa zagraniczni przewoźnicy nie zainwestują w polskie porty, bo ograniczają ich dwustronne umowy, regulujące ruch lotniczy między Polską a innymi krajami.
— Z tego powodu Lufthansa, która zainteresowana jest także połączeniami z Krakowem, nie może go uruchomić, gdyż umowa jednoznacznie określa, że ten przewoźnik może operować na połączeniach z Niemiec do Warszawy i Katowic — mówi Tomasz Szymczak.
Przedstawiciele MTiGM tłumaczą, że nikt nie stwarza w Polsce barier. Do otwarcia połączenia międzynarodowego niezbędne jest uzyskanie stosownej aplikacji w resorcie. Tę zaś można uzyskać po spełnieniu warunków formalnych, jak również umowy bilateralnej. Dodatkowo resort zasięga opinii krajowych przewoźników, głównie LOT. Zdaniem jego przedstawicieli, nie jest ona tak wiążąca jak dawniej.