Czy można zarabiać na ukąszeniu przez pszczołę? Nie jest to łatwe, ale udaje się Edwardowi Kałużnemu.
Doktor Edward Kałużny, lekarz weterynarii z Leszna, od 2 lat prowadzi w zabytkowym pałacu w Witosławiu (woj. wielkopolskie) jedyny w Polsce ośrodek apifitoterapii. Za tą nazwą kryje się terapia wykorzystująca produkty pszczelarskie i zioła.
Bez biurokracji
Doktor Kałużny, który jest twórcą terminu apifitoterapia, opowiada, że uruchomienie ośrodka nie wymagało zezwolenia Ministerstwa Zdrowia, ponieważ tego rodzaju terapia jest traktowana jako profilaktyka prozdrowotna.
Ośrodek oferuje kuracjuszom 50 miejsc. Mogą oni skorzystać z tradycyjnej apifitoterapii, albo bardziej radykalnej odmiany — apitoksynoterapii, czyli leczeniu poprzez ukąszenia pszczół.
— Z tej metody mogą skorzystać wyłącznie osoby nie uczulone na pszczeli jad — zastrzega doktor Kałużny.
Cykl leczniczy trwa od 3 do 4 tygodni.
— W tym czasie pacjent poddawany jest dawkowanym indywidualnie użądleniom. Średnia dawka lecznicza wynosi 18-20 użądleń, a cena pojedynczego to 2 złote. Pszczoły żądlą w tych samych punktach ciała, na których stosuje się akupunkturę — wyjaśnia doktor Kałużny.
Mimo że stosowanie apitoksynoterapii wiąże się z pobytem w ośrodku (pacjent korzystający z kuracji płaci 100 złotych za dzień pobytu), chętnych, jak twierdzi Edward Kałużny, nie brakuje.
Wódka miodówka
Przy witosławskim pałacu stacjonuje pasieka licząca 120 uli. Pozwala to naukowcowi przedsiębiorcy zdywersyfikować działalność.
— Wydajność pasieki sięga 3,5 tony produktów rocznie (miód, kit pszczeli, jad i mleczko pszczół). To oprócz ogrodu zielarskiego zaplecze surowcowe dla wytwarzanych przeze mnie produktów pasiecznych, leków naturalnych i jedynej w Polsce legalnej wódki miodówki — tłumaczy Edward Kałużny.
Na razie Miodówka Witosławska, bo tak brzmi nazwa trunku, rozlewana jest do 2,5 tys. stylowych butelek rocznie. Ten rarytas dostępny jest tylko w niektórych sklepach w Lesznie, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku i Toruniu.
— Myślę o rozszerzeniu produkcji. Moja miodówka, mimo braku promocji sprzedaje się coraz lepiej. Wiadomość o jej walorach przekazywana jest pocztą pantoflową, a do mnie dociera coraz więcej zapytań ze strony handlowców — twierdzi Edward Kałużny.
Mimo to nie zamierza wchodzić w układy z dużymi hurtowniami.
— Chcę raczej pójść śladem lokalnych winiarzy z Niemiec, czy Francji, których produkty, choć cieszą się powszechną estymą, nie są dostępne w wielkich sieciach handlowych — deklaruje Edward Kałużny.