Uzdrowienie TVP jest niewykonalne

Jacek Zalewski
opublikowano: 2010-01-13 00:00

Ekipy walczące o władzę w telewizji publicznej mogą się wzajemnie zagryzać, ale są absolutnie solidarne wobec prób prześwietlenia kasy TVP. Świeżo obsadzeni gospodarze Woronicza odrzucają zarzuty Najwyższej Izby Kontroli dotyczące nieprawidłowości w latach 2007-09, czyli za prezesur Bronisława Wildsteina, Andrzeja Urbańskiego i Piotra Farfała. Raport NIK, będący podstawą doniesienia do prokuratury, operuje gigantyczną kwotą blisko 150 mln zł, natomiast TVP potwierdza — i to warunkowo — zaledwie… 343 tys. zł.

Nowi władcy z nadania PiS i SLD większość wniosków NIK określają jako "nierzetelne", "niesprawiedliwe", "bezpodstawne", a nawet "komiczne". Tymczasem sami brną w kabaret. Ot, jeden przykład — kolejne ekipy uprawiały proceder zmieniania na odchodnym kontraktów kierownictwa w sposób umożliwiający dojenie publicznej kasy. W badanym okresie zmieniono aż 133 kontrakty, w tym 125 na korzyść znajomych kolejnych królików. Żenujące jest tłumaczenie, iż chodziło o to, by "kluczowi pracownicy po ustaniu stosunku pracy nie przechodzili do konkurencji i nie przenosili tam wiedzy z TVP". Innym obszarem kolesiostwa było zatrudnianie tłumu doradców zarządu bez… zakresu obowiązków. Według odporu TVP, nie pozwala to na stwierdzenie, że doradcy nie wykonywali pracy.

Komentując próby uporządkowania przez ekipę Donalda Tuska sytuacji mediów publicznych, a konkretnie TVP, załamywaliśmy ręce nad nieudolnością PO. Po konfrontacji NIK z "odnowioną" personalnie TVP nasuwa się tylko jeden wniosek, zapisany w tytule.