Vivendi Universal przyznał się, że jest prowadzone przeciwko niemu śledztwo w USA. Tydzień temu także we Francji rozpoczęto badanie raportów firmy.
Vivendi, drugi na świecie koncern medialny, ma poważne kłopoty. W ciągu tygodnia okazało się, że błędów w jego księgowości doszukują się sądy w USA i Francji.
— Vivendi będzie współpracować podczas śledztwa przeprowadzanego przez sąd w Nowym Jorku — sucho deklaruje Antoine Lefort, rzecznik koncernu.
W USA nieformalne śledztwo prowadziła od pewnego czasu komisja papierów wartościowych i giełd SEC. Obecnie „skoordynuje ona działania” z nowojorskim sądem. Szczegóły obu śledztw nie są znane.
We Francji trwa śledztwo wszczęte z inicjatywy akcjonariuszy Vivendi. Obejmuje ono lata 2000-01, w których Jean-Marie Messier, poprzedni dyrektor zarządzający koncernu, miał ambicję przekształcenia spółki użyteczności publicznej w konkurenta dla największej na świecie firmy medialnej AOL Time Warner i zadłużył spółkę na 19 mld EUR (75,4 mld zł). W tym czasie akcje potaniały o 91 proc., ze 150 EUR (595,5 zł) do 13,9 EUR (55,2 zł). Badanie ma wykazać, czy Vivendi „publikował nieprawdziwe raporty, aby ukryć rzeczywistą sytuację finansową” i nie zawyżał prognoz na lata 2001 i 2002.
Nowy zarząd, w lipcu zwolniono Jeana-Marie Messiera i mianowano Jeana-Rene Fourtou, zatrudnił PricewaterhouseCoopers, który sprawdził bilanse spółki. We wrześniu ogłoszono, że badania „nie ujawniły żadnych nieprawidłowości, które podważyłyby wiarygodność pisemnych informacji finansowych”.
Inwestorzy bardziej niż śledztwami martwią się jednak zdobyciem przez Vivendi funduszy na przejęcie kontroli nad Cegetelem, rentownym telekomem, który już w części do niego należy. Dlatego wczorajsze rewelacje nie wpłynęły na kurs akcji Vivendi Universal, który — zgodnie z trendem na światowych giełdach — poszedł nawet o 3 proc. w górę.